Dziś zapisuję w swoim dzienniku coś, co na zawsze zmieniło moje życie. Odkąd trzy miesiące temu straciłem żonę, codzienność była dla mnie ogromnym wyzwaniem. Kiedy usłyszałem, iż ktoś zostawił noworodka w Oknie Życia przy porodówce w szpitalu im. Kopernika w Łodzi, w mojej głowie pojawiła się jedna myśl muszę coś zrobić.
Decyzję o adopcji podjąłem niemal natychmiast. Zacząłem zbierać wszelkie wymagane papiery, latałem po urzędach, załatwiałem zaświadczenia, biegałem na rozmowy. Przeszedłem przez serię wizyt i kontroli ze strony ośrodka adopcyjnego i pracownika socjalnego. Sprawdzali moje warunki mieszkaniowe oraz to, czy będę dobrym ojcem. Stres był ogromny, ale wszystko przebiegło pomyślnie. Po kilku dniach trzymałem w ramionach mojego syna. Nazwałem go tak, jak miał na imię mój ojciec, Stanisław. Usłyszeć to imię znowu w naszym domu sprawiło mi wielką euforia i otuchę.
Stanisław dorastał, a w naszym mieszkaniu, gdzie wisiały obrazy z łódzkiego rynku i stała kolekcja starych książek, rozbrzmiewał na nowo śmiech. Z czasem zaczął wypytywać, czy kiedyś będzie miał rodzeństwo. Nie miałem nic przeciwko. Moja praca zdalna dawała mi elastyczność mogłem ogarniać obowiązki służbowe, siedząc przy kuchennym stole, podczas gdy Stanisław bawił się obok.
Gdy znów dowiedziałem się, iż w Oknie Życia pojawiła się dziewczynka, nie wahałem się ani chwili. Pojechałem do szpitala. Zaprowadzono mnie do sali i pokazano maleńką dziewczynkę, miała zaledwie trzy dni. Już wtedy wiedziałem, iż chcę ją wychować jak własną. Ponieważ procedury znałem na pamięć, wszystko poszło sprawniej dokumenty, badania, rozmowy i kolejne wizyty. Już po niedługim czasie Małgorzata, bo tak ją nazwałem, była z nami w domu.
Dziś jesteśmy we trójkę: ja, mój syn Stanisław i córka Małgorzata. To wspaniałe uczucie, którego nie da się opisać słowami. Każdego dnia jestem wdzięczny za to, co mnie spotkało. Życie nauczyło mnie, iż choćby po największej burzy może pojawić się słońce, a rodzinę można stworzyć na nowo od serca. Grunt to nie zamykać się na drugiego człowieka. To najlepsza lekcja, jaką mogłem dostać.




