Zdecydowałam się na adopcję dziecka pozostawionego przez rodziców w Oknie Życia przy szpitalu po śmierci mojego męża – szybka walka o dokumenty, pozytywne kontrole, nadanie synowi imienia męża, narodziny nowej rodziny i szczęście, gdy pojawiła się córka z Okna Życia obok warszawskiego szpitala położniczego

newsempire24.com 2 dni temu

12 marca 2023

Od kiedy odeszła moja żona, życie zupełnie się zmieniło. Minęły trzy miesiące, a dom wciąż wydawał się pusty i cichy, aż pewnego dnia usłyszałem od znajomej pielęgniarki, iż w krakowskim Oknie Życia przy szpitalu uniwersyteckim zostawiono niemowlę. To była jakaś iskra, która rozświetliła moje serce.

Decyzja o adopcji zapadła we mnie natychmiast. Zebrałem wszystkie wymagane dokumenty, biegałem od urzędu do urzędu, złożyłem wnioski i poddałem się niekończącym się wizytacjom i rozmowom z psychologami oraz pracownikami opieki społecznej. Każdy kąt mojego mieszkania, każda szuflada były sprawdzane skrupulatniej niż przed wizytą teściowej na święta. W końcu zapadła decyzja mogłem wziąć dziecko pod swój dach. Nazwałem go na cześć mojej żony Marcin. To imię było dla mnie jak amulet, a wypowiadanie go głośno przywoływało w mojej głowie najpiękniejsze wspomnienia.

Marcin rósł zdrowo i wesoło, a z czasem zaczął mnie wypytywać, czy będzie miał kiedyś siostrę. Prawdę mówiąc, nigdy nie wykluczałem takiej możliwości. Pracuję jako programista zdalnie, więc dzielenie czasu pomiędzy obowiązki zawodowe i rodzinę mam opanowane do perfekcji. Kiedy znów zadzwonił telefon ze szpitala, nie wahałem się ani chwili wsiadłem w tramwaj i pojechałem odebrać kolejne dziecko. Tym razem zobaczyłem w łóżeczku drobną dziewczynkę o imieniu Jagoda. Miała zaledwie trzy dni. Od razu poczułem, iż to moja córka.

Tym razem wszystko załatwiłem szybciej wiedziałem, jakie papiery złożyć, do kogo zadzwonić, jakie badania zrobić. Po kilku dniach Jagoda była już z nami w domu, a nasza rodzina znów powiększyła się o kolejny uśmiech.

Dziś jest nas troje: ja, Marcin i Jagoda. Każdego ranka budzę się, słysząc ich śmiech dobiegający z kuchni, i wtedy wiem, iż to właśnie jest szczęście. Życie nauczyło mnie, iż rodzina to nie tylko więzy krwi, ale przede wszystkim serce i gotowość do kochania. W świecie, gdzie wszystko może zmienić się z dnia na dzień, warto być dla kogoś domem.

Idź do oryginalnego materiału