Zdradził i stawia warunki
Słuchaj, Weronika, nie mam ani czasu, ani ochoty słuchać twoich bez końca powtarzanych żalów.
Albo już teraz przestajesz grać rolę wiecznie skrzywdzonej, a żyjemy normalnie dalej, albo jutro pakuję walizkę i sama tłumaczysz Hani, dlaczego tata wyszedł z domu.
Sama! Rozumiesz?
Normalnie, czyli jak, Bartek? zapytała cicho. Udajemy, iż nic się nie stało? Że nie czytałam tych wiadomości?
Że Andrzej Mechanik nie pisał ci o drugiej w nocy, iż tęskni za twoimi dłońmi?
Bartek westchnął głośno, ściągał adidasy bez rozsznurowywania, mocno przyciskając piętą do tylnej części buta.
Znowu to samo Zacięta płyta. Przecież ci po polsku powiedziałem: to skończone. Jestem w domu? Jestem. Jestem z tobą? Z tobą. Pieniądze daję? Daję.
Czego ci jeszcze brakuje? Mam uklęknąć? Nie doczekasz się!
Nie o to chodzi. Chcę, żebyś zaczął ze mną rozmawiać jak z człowiekiem, zamiast traktować mnie jak przeszkodę w swoim życiu. Ciągle jesteś opryskliwy, docinasz, wyśmiewasz
Bo jesteś nie do wytrzymania! przerwał jej. Chodzisz po domu jak duch, minę masz, jakbyś cytrynę żuła.
Myślisz, iż miło mi tu wracać? Zaraz przesłuchanie, albo totalna cisza!
Każda normalna kobieta dawno by już przymknęła oko dla dobra rodziny, ale nie, ty musisz drążyć!
Przeszedł obok niej do kuchni, ocierając ją ramieniem. Weronika lekko się zachwiała, ale nie upadła.
Wciąż myślała, iż wygrała los na loterii. Bartek zaradny, stanowczy, świetny ojciec. Mają córkę, pięcioletnią Hanię, wspólne mieszkanie, oboje dobrze zarabiają.
Zdrada, która wyszła na jaw pół roku temu, nie była przypadkiem Bartek prowadził podwójne życie już od miesięcy.
Weronika dowiedziała się o wszystkim przez przypadek Hania bawiła się taty telefonem, i nagle wyświetliło się powiadomienie: Andrzej Mechanik pytał Bartka, czy kupił jej już tamtą bieliznę, która tak dobrze na niej leży.
Kiedy prawda wyszła na jaw, Bartek się nie wypierał. Najpierw milczał, potem wybuchł, a na końcu rzucił:
Tak, było. Było i minęło. Nie rób afery, przecież jestem tu.
Przez te pół roku nie przeprosił, nie żałował. Wcale nie czuł się winny, a to Weronikę bolało najbardziej.
Kiedy weszła do kuchni, mąż siedział przy stole, przewijając coś w telefonie. Na stole stał talerz z pieczonym dorszem, który ona przykryła drugim talerzem, żeby nie wystygł.
Sól ci się kończy? rzucił, odkrywając talerz. Czy od płaczu straciłaś smak?
Daj spokój, Bartek. Hania jest w pokoju, wszystko słyszy.
To niech słyszy uśmiechnął się szyderczo, wkładając do ust kawałek ryby. Niech wie, iż mama robi wszystko, żebym uciekł z domu. O to ci przecież chodzi? Żebym wyszedł?
Chcę tylko, żebyś zachowywał się jak człowiek. Obiecałeś, iż będziemy ratować rodzinę. Tak wygląda twoja praca nad sobą? Przez upokarzanie mnie?
Bartek odłożył widelec.
Posłuchaj, kochanie. Rodzina to projekt. Inwestuję w ten projekt. Bawię się z Hanią, opłacam jej zajęcia, wożę ją do przedszkola.
Chciałaś, żeby dziecko miało ojca? Ma. Wcale nie muszę dobrze cię traktować, skoro od trzech miesięcy męczysz mnie tą sprawą!
Stawiam sprawę jasno: albo temat zamykamy na zawsze, albo się wyprowadzam. jeżeli wyprowadzę zostaniesz bez pieniędzy.
Mieszkanie podzielimy, będą długi. Będziesz mi wypłacać kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Masz je? Nie. Więc wynajem, inna dzielnica, inny przedszkole dla Hani. Chcesz ją wyrywać z dotychczasowego życia?
Weronika milczała. Bartek znał jej słabe punkty lepiej niż ona sama. Myśl o tym, iż dziecko będzie musiało zmienić wszystko: przedszkole, przyjaciół, miejsce, dołowała ją nie do zniesienia.
No to cicho już podsumował Bartek. Jedz, bo sama skóra i kości, patrzeć nie mogę.
***
Wieczorem, gdy Hania zasnęła, tuląc swojego pluszowego królika, Weronika siedziała na balkonie zatopiona w myślach.
Bartek faktycznie był dobrym ojcem w klasycznym tego słowa znaczeniu: nie pił, nie podnosił na Hanię ręki, córeczka go uwielbiała.
Tatusiu, jesteś moim bohaterem szeptała mu rano do ucha.
Jak mogła rozbić ten świat?
Z pokoju dobiegał głos Bartka rozmawiał przez telefon. Weronika niechcący przysłuchiwała się przez uchylone drzwi.
Tak, jutro aktualne. Jasne. Przestań, mówiłem ci, załatwię sprawę. Trochę pocmoka, ponarzeka i się uspokoi. Gdzie ona niby pójdzie?
Weronika zamarła. Tak właśnie o niej myślał Pociągnęła za klamkę i weszła do pokoju.
Bartek rozwalony na kanapie, nogi wyciągnięte. Gdy ją zobaczył, gwałtownie skończył rozmowę.
Kto to był? spytała.
Kolega z pracy. Chcesz listę kontaktów? teatralnie podał jej telefon. Proszę, sprawdzaj. Jesteś teraz naszą domową detektywką.
Ale pamiętaj, jeżeli znajdę tu choć jedną usuniętą wiadomość, która mi się nie spodoba jutro wyjeżdżam do matki. I samą siebie obwiniaj.
Nabijasz się, Bartek? Weronika podeszła bliżej. Naprawdę uważasz, iż masz prawo stawiać mi warunki po tym, co zrobiłeś?
Mam. Bo jestem facetem i to ja decyduję, jak będzie żyła moja rodzina. Ty albo za mną, albo wolna droga.
Wstał, podszedł blisko.
Wiesz, Werka, żaden obcy facet nie pokocha twojej Hani jak ja szepnął. Możesz szukać, ile chcesz. Tylko pamiętaj dopóki jesteś młoda, ktoś cię zniesie z dzieckiem, ale potem Hania stanie się ciężarem.
Tego chcesz dla niej? Ojczyma, którego mało obchodzi?
Jesteś dupkiem, Bartek wyszeptała.
Jestem realistą odsunął się z uśmiechem. Dobra, idę pod prysznic. Przygotuj mi na jutro koszulę. Tę bordową.
I wyprasuj. Dziś na kołnierzu była fałda. Nienawidzę tego.
Poszedł, a Weronika została pośrodku salonu.
***
Rankiem zaczęło się, jak zawsze, od bieganiny. Weronika smażyła twarogowe placuszki, Hania marudziła, iż nie chce zakładać rajstop.
Bartek pojawił się w kuchni w wyprasowanej, bordowej koszuli Weronika ją jednak uprasowała.
Mamo, a pójdziemy w sobotę do zoo?
Oczywiście, kochanie Weronika próbowała się uśmiechnąć.
Tato, a ty pójdziesz? Obiecałeś pokazać mi lwa!
Bartek pogładził córkę po włosach, twarz mu się od razu zmieniła.
Jasne, skarbie. jeżeli mama będzie grzeczna i nie wprowadzi taty w zły nastrój, to na pewno pójdziemy.
Weronika prawie upuściła łopatkę.
Bartek, zwariowałeś? szepnęła, gdy córka oglądała bajkę.
A co? niewinnie wzruszył ramionami. Trzeba uczyć dzieci rodzinnych zasad.
Chyba nie chcesz, żeby przez twoje histerie przepadła wycieczka?
Weronika nie odpowiedziała. Nie miała już nic na obronę mąż znowu zastawił się dzieckiem.
***
Cały dzień w pracy była rozkojarzona. Koleżanki pytały, czy wszystko ok, machała ręką, zrzucając na zmęczenie.
W porze obiadu weszła na portal z mieszkaniami. Ceny zwalały z nóg, a coś sensownego w dzielnicy znikało od razu.
Tańsze mieszkania koniec miasta.
Dwie godziny w jedną stronę. Przedszkole do szesnastej. Nie zdążę jej odebrać pomyślała i zamknęła laptopa. Gdzie iść? Jak to rozwiązać?
Godzinę przed końcem pracy zadzwonił mąż:
Słuchaj, dziś się spóźnię. Mam sprawy do załatwienia. Zjedzcie sami. A, Weronika
No co?
Kup czerwone, półsłodkie. Dobre, polskie wino. Wieczorem pogadamy spokojnie, bez płaczu.
Bartek, ja nie
Nie pytam, Weronika przerwał. Daję ci szansę na spokojną rozmowę. Nie zmarnuj jej. Całuję. Hani buziak.
Rozłączył się. Weronika patrzyła w telefon, aż wygasł ekran. Może rzeczywiście warto porozmawiać? Gorzej już nie będzie
***
Hania gwałtownie zasnęła. Weronika od dwóch godzin siedziała w kuchni. Otworzyła półsłodkie sama się wściekała, iż je kupiła.
Bartek wrócił przed jedenastą, w wyśmienitym nastroju.
Dobra robota pocałował żonę w policzek, ona odsunęła się mimo woli. No przestań, ogarnij się już. Wypijmy po lampce.
Pomyślałem Należałby się nam odpoczynek. Wyjedźmy do Chorwacji w przyszłym miesiącu. W trójkę. Hania kocha morze, mam już upatrzony hotel.
Bartek, jaki odpoczynek? zaniemówiła Weronika. Przecież my żyjemy jak współlokatorzy!
To ty się buntujesz upił łyk wina. Ja próbuję to sklejać. Ale chcę, żebyś przyrzekła: więcej ani słowa o starej sprawie.
Żadnych sprawdzania telefonu, żadnych aluzji, żadnych łez. Po prostu żyjemy, jakby nic się nie zdarzyło!
A zaufanie? Weronika patrzyła mu prosto w oczy.
Zaufanie to luksus, na który cię teraz nie stać uśmiechnął się. Ty chcesz stabilności, dziecko chce mieć ojca, dom potrzebuje gospodarza.
Wszystko masz. Cena twoje milczenie. Uważam, iż to uczciwy układ.
A jeżeli nie przyjmę takiej propozycji?
Bartek powoli odstawił kieliszek.
Wtedy jutro się wynosisz. Mówię poważnie, Weronika. Mam dość tej ciągłej walki.
Ja potrzebuję spokoju, a nie nieustannie niezadowolonej żony.
Jak nie potrafisz wybaczyć i zapomnieć, nasze drogi się rozejdą.
Ale pamiętaj odbiorę ci wszystko, co będę mógł. I sama będziesz sobie winna, przez własny upór!
Wyszedł. Weronika siedziała w ciemności, słuchając szumu prysznica. Wiedziała, iż to szantaż, czyste chamstwo.
Każda silna kobieta już dawno rzuciłaby w niego kieliszkiem i wyszła z dumą. Ale ona nie była silna
Była po prostu matką. Musiała myśleć o córce. W końcu każdy ma prawo do błędu.
Mąż potknął się tylko raz, zasługuje na przebaczenie. Choćby dla Hani powinna spróbować wszystko wymazać
Mamo? rozległ się cichy, senny głos z korytarza.
Weronika gwałtownie otarła łzy i spojrzała na próg stała tam Hania.
Mamo, miałam straszny sen. Gdzie jest tata?
Tata jest, kochanie Weronika podniosła córkę, tuląc ją mocno. Tata jest w łazience, nigdzie nie poszedł. Chodź do mnie, wszystko dobrze. Jesteśmy razem.
Naprawdę? Hania wtuliła się w jej szyję. Zawsze będziemy razem?
Weronika zacisnęła powieki, czując, jak serce rozpada się na kawałki.
Zawsze, skarbie. Zawsze.
Niosąc ją do pokoju, Weronika postanowiła: rodzinę utrzyma za wszelką cenę. Od jutra spróbuje zapomnieć wszystko, co się wydarzyło. Ale to dopiero od jutra.
Tak kończy się kolejny dzień. Dziś zrozumiałem jedno czasem tchórzostwo i troska wyglądają tak samo. I choć wydaje mi się, iż robię dobrze, jeszcze nie wiem, czy to była słuszna decyzja.











