Mamo, proszę, tylko na kilka dni. Nie wiem, co zrobić. Tomek zachorował, ja muszę iść do pracy, przedszkole w Warszawie zamknięte. Naprawdę, tylko parę dni błagała moja córka Grażyna, głos jej drżał od zmęczenia i rozpaczy.
Zgodziłam się bez wahania. Przecież to mój wnuk. Czteroletni Kubuś, pełen energii i uśmiechu. Pomyślałam, iż to drobny problemparę dni, może tydzień, dam radę.
Jednak tydzień minął, potem drugi. Grażyna przestała mówić na chwilę i zaczęła twierdzić, iż potrzebuje jeszcze trochę. W międzyczasie Tomek trafił do szpitala, wrócił do domu, ale był tak słaby, iż nie mógł zajmować się dzieckiem.
Córka brała nadgodziny, siedziała do późna w biurze w Krakowie, nie odbierała telefonów. Z każdym dniem czułam, iż nie jest to już przysługa, a nowy etap mojego życia, w którym nikt nie pyta mnie o zgodę.
Kubuś to skarb, ale opieka nad nim to pełnoetatowa praca. Budzenie w nocy, gdy przyśnił mu się potwór. Śniadanie, które musi mieć dokładnie trzy truskawki i żadnej zielonej rzeczy. Bieganie po parku, czytanie bajek, zabawa w dinozaury, tysiące pytań w ciągu jednego dnia. A ja mam 63 lata. Kolana nie są już takie same, plecy bolą, a sen przestał przychodzić od tygodni.
Zaczęłam odczuwać zmęczenie, ale i coś innego. Ten dom, w którym od śmierci męża panowała cisza, nagle ożył. Zabawki pod stołem, śmiech na schodach, małe rączki obejmujące mnie za szyję.
Babciu, jesteś najwspanialsza szeptał mi Kubuś do ucha, gdy zasypiał. Czułam wtedy, iż jestem potrzebna, iż nie jestem już tylko starszą panią z emeryturą i pustym mieszkaniem.
Grażyna rzadziej pytała, czy daję sobie radę. Coraz częściej po prostu przyjmowała, iż tak. Mamo, nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła mówiła przez telefon, a w jej głosie nie było wdzięczności, tylko ulga, jakby zrzuciła ciężar i nie chciała go już z powrotem.
Pewnego dnia zapytałam: A kiedy go odbierzesz? Zamilkła. Potem rzuciła: Teraz Tomek ma rehabilitację, ja biorę podwójne zmiany Nie teraz, proszę.
Zrozumiałam wtedy, iż na kilka dni przestało istnieć. Nie ma już planu, w którym wrócę do spokojnego życia. Nikt nie zapyta mnie już, jak mam żyć. Stałam się po prostu rozwiązaniem problemu.
Wewnątrz coś się zmieniło. Nie byłam już tylko zmęczona, ale i zła, pełna żalu. Całe życie byłam tą, która pomaga, nigdy nie narzeka, wszystko przyjmuje na siebie. Dla córki zrobiłabym wszystko i właśnie to zrobiłam. Czy ona to widzi?
Zaczęłam mówić nie. Najpierw małymi krokami. Dziś nie wychodzimy, bo jestem zmęczona. Wieczorem mam spotkanie z koleżanką, a Kubuś pójdzie spać sam. Potem powiedziałam wprost: Potrzebuję, żebyś przejęła część obowiązków. To twoje dziecko.
Nie było łatwo. Łzy, zarzuty, iż jestem egoistką, iż ona nie daje rady, iż kiedyś miałam łatwiej. Wiedziałam jednak, iż jeżeli teraz się nie postawię, zostanę z tym dzieckiem na miesiące, a może lata. Mam też własne marzenia, choć nie są już młode, prawo do odpoczynku i do bycia babcią, nie zastępczą matką.
Dziś Kubuś spędza ze mną weekendy. Gramy w karty, pieczemy babeczki, oglądamy bajki. Wieczorami układamy puzzle albo budujemy z klocków miasto, które on nazywa imieniem naszego starego psa Burek. Śmieje się, przytula i mówi: Babciu, jesteś najukochańsza. Czuję, iż moje serce jest pełne i iż naprawdę jestem mu potrzebna ale na moich warunkach.
Kiedy przychodzi niedzielny wieczór, Grażyna odbiera go z uśmiechem, czasem zmęczonym, ale już bez presji. Zrozumiała, iż nie jestem jej obowiązkiem ani darmową pomocą na każde zawołanie. Pojęła, iż choć jestem matką i babcią, jestem też człowiekiem z granicami i potrzebami. Nie mogę i nie chcę dźwigać całego świata na swoich barkach.
W tym miesiącu nauczyłam się czegoś ważnego miłość to nie tylko dawanie, ale i umiejętność powiedzenia dość. jeżeli nie postawimy granic, nikt ich za nas nie postawi.
Jeśli nie damy znać, iż jesteśmy zmęczone, iż potrzebujemy wsparcia, odpoczynku, przestrzeni, inni będą brać od nas coraz więcej, aż zniknie nasza własna tożsamość.
Nie nienawidzę córki. Wiem, iż trudno jej było, iż nie miała złych zamiarów. Ale całe życie uczyłam ją, iż mama zawsze da radę, iż nie może być słaba. Teraz, po latach, uczymy się nowych relacji dorosłych, partnerskich, opartych na wzajemnym szacunku, nie na poświęceniu.
Dziś, gdy zamykam za Kubusiem drzwi, siadam w fotelu z herbatą i słucham ciszy. Nie boli już tak mocno. To moja cisza, moje życie. Inne niż kiedyś, może nieco samotniejsze, ale bardziej świadome, dojrzałe i moje.
Nie wiem, co przyniesie przyszłość. Może jeszcze kiedyś będę pomagać. Może znów los postawi mnie pod ścianą. Jedno wiem pewnie: już nigdy nie pozwolę, by ktoś decydował za mnie, kim mam być. Babcią? Tak. Kochającą, obecną, ważną. Ale nie zamiast siebie. Razem z sobą. Bo prawdziwa miłość zaczyna się od szacunku do własnych granic.





![Aneta Zając pierwszy raz tak szczerze o macierzyństwie: Nie wciągam synów w sprawy dorosłych [PODCAST "BLIŻEJ"]](https://m.mamadu.pl/5740752912354bdc3aba5d1deb3fd381,1920,1080,0,0.webp)


![Orszak przeszedł przez Gowarczów! Nie zabrakło konnych! [wideo, zdjęcia]](https://tkn24.pl/wp-content/uploads/2026/01/IV-Orszak-Trzech-Kroli-w-Gowarczowie-11.jpg)


