Zgodziłam się zająć się córką sąsiadki na weekend, ale gwałtownie zorientowałam się: z dzieckiem jest co…

polregion.pl 6 godzin temu

Zgodziłam się zaopiekować córką sąsiadki na weekend, ale już po kilku minutach poczułam, iż coś jest nie tak.
No cóż, da się poradzić, rzuciłam z pozorną pewnością, spoglądając na nową sąsiadkę, która stała w progu w płaszczu zapinanym aż po kołnierz.

Z nerwowym ruchem związała rozwianą koszulę w ciasny kok. Między brwiami pojawiła się głęboka zmarszczka niepokoju, a usta były napięte.

Obok stała dziewczynka drobna, blada, z ogromnymi oczami, w których czaiła się dawna zmęczona cisza, zupełnie niepasująca do dziecięcej twarzy.

Bardzo dziękuję, pani Katarzyno odezwała się sąsiadka równym, wyćwiczonym tonem. Wrócę w niedzielę wieczorem. Z Mądrą nie muszę się specjalnie martwić, jest niezwykle posłuszna.

Ta fraza brzmiała sztucznie, jakby wynikała z tresury, a nie z wychowania.

Wewnątrz coś podszczypnęło mnie niepokój, intuicja, której rzadko się myliłam.

Damy radę, uśmiechnęłam się, choć serce waliło szybciej. Mam nadzieję, iż pani mama niedługo wyzdrowieje.

Dziękuję, suchą głową skinęła kobieta, podając mi zużytą torbę. To jej rzeczy. Minimum, ale najpotrzebniejsze.

Torba okazała się zaskakująco lekka jedynie na dwa dni, prawie nic. Dziewczynka stała nieruchomo, nie podnosząc wzroku z podłogi, drgając tylko, gdy matka pochyliła się nad nią.

Zachowuj się grzecznie. Nie sprawiaj mi problemów, Anno, ryknął sąsiadka. Jej głos brzmiał jak rozkaz, nie jak uwaga dla dziecka.

Młoda dziewczynka skinęła głową w milczeniu. Nie było ani kocham, ani pożegnalnego dotyku.

Kobieta odwróciła się i poszła do taksówki, nie patrząc za siebie.

Chodź, Młodziutka dotknęłam delikatnie jej ramienia, jakby bała się, iż go zniszczę. Poznaj kota Maxa, mojego rudego przyjaciela.

Dzieciak po cichu wsunęła się do przedpokoju, jakby chciała nie zostawiać śladów. Max, który zwykle traktował dom jak twierdzę, pojawił się w korytarzu, powąchując jej małe buciki i demonstracyjnie ocierając się o nogi.

Wygląda na to, iż ci się spodobał, powiedziałam zaskoczona. zwykle robi wybór, zanim pozwoli komuś wejść na swój teren.

Młodziutka usiadła i delikatnie pogłaskała kota. Kiedy Max zaczął mruczeć swoją silnikową piosenkę, jej twarz lekko się rozjaśniła. Na chwilę była po prostu dzieckiem, a nie małym duchem.

Podczas gdy przygotowywałam obiad, przyglądałam się im po cichu. Dziewczynka szeptała coś do rudego ucha, a Max słuchał z królewską pobłażliwością. Serce ścisnęło mi się. Wspomnienia nagle przywołały inną małą twarz, inne oczy

Pięć lat temu zniknęła moja siostrzenka tak jakby rozpłynęła się w powietrzu. Wypadła z wózka, gdy mama rozmawiała przez telefon. Bez końca szukałam, tropy prowadziły donikąd. Dwa lata później zmarła siostra w wypadku. Rany nie zagoiły się. Do dziś w snach widzę jej małe dłonie wyciągające się z ciemności.

Czy podać herbatę z imbirem i pomarańczą? zapytałam, próbując odgonić wspomnienia.

Młodziutka skinęła. Spojrzała w blat.

Tak, proszę wyszeptała ledwo słyszalnie.

Kolacja toczyła się jak dziwna choreografia starałam się prowadzić rozmowę, a ona jadła ostrożnie, jakby była na zwiadzie.

Jakie bajki lubisz? zapytałam, gdy jej talerz opróżnił się.

Nie wiem odpowiedziała po chwili. Mama mówi, iż książki to strata czasu.

Coś bolesnego ścisnęło mnie w środku. Czy matka może tak mówić?

Przez otwarte okno wlewał się zapach lawendy z mojego ogrodu, a z sąsiedniej ulicy dochodził dziecięcy śmiech. Młodziutka odwróciła głowę w stronę dźwięku i w jej oczach pojawił się cień tęsknoty.

Chcesz pójść na spacer? zaproponowałam.

Odmówiła:

Mama nie pozwala.

Znowu mama. Kobieta, która zostawiła córkę w cudzych rękach i odjechała, nie rozejrzała się. Spojrzałam na jej delikatny profil, pochylone ramiona coś w tych rysach było niezwykle znajome, ból odbijał się w moim sercu.

Przed snem ułożyłam jej łóżeczko w gościnnym pokoju. Okna wychodziły na ogród, zasłony poruszał lekki wiatr.

Młodziutka stała pośrodku pokoju z grzebieniem w ręku jedyną osobistą rzecz z torby.

Pomóc? zapytałam, wskazując na splątane włosy.

Niepewnie podała grzebień. Delikatnie rozczesałam włosy były kruche, suche. Zamknęła oczy. Drobne drżenie przeszło przez jej ciało, gdy dotknąłem czubka głowy.

Gotowe szepnęłam. Połóż się, będę przy tobie, aż zaśniesz.

Naprawdę? Nie odchodzisz od razu?

Oczywiście, iż nie. Jestem tutaj.

Zwinęła się pod kołdrą. Max wskoczył obok, przytulił się do niej. Delikatnie położyła rękę na jego sierści. Patrzyłam na jej twarz w półmroku, nie mogąc wyrzucić z głowy, iż te rysy, ta linia pod brodą, są mi znajome Czy to tylko gra umysłu? Ból przeszłości przenikający teraźniejszość?

Przez firany przemykał księżycowy promień, rozpraszając srebro po ścianach. Z okna słychać było skowyt koników.

Poczułam rosnącą pewność: coś tu nie gra. Muszę się dowiedzieć, co dokładnie.

Młodziutka, czas na śniadanie! wołałam, rozstawiając talerze na kuchennym stole.

Dziewczynka pojawiła się w drzwiach w tym samym stroju z wczoraj. Włosy starannie uczesane, twarz czysta wszystko zrobiła sama, nie raniąc mnie. Była zbyt samodzielna na siedmioletnią.

Chcesz sok pomarańczowy? zapytałam, wskazując szklankę.

Młodziutka spojrzała na nią, jakby widziała ją po raz pierwszy.

Czy mogę? wyszeptała.

Oczywiście odpowiedziałam, ukrywając drżenie w uśmiechu. I naleśniki z dżemem też są w porządku.

Usiadła nieśmiało na brzegu krzesła, oczy wpatrzone w talerz, ale nie zaczęła jeść.

Nie czekaj na mnie, zaczynaj zachęciłam łagodnie.

Młodziutka niepewnie wzięła widelczyk, odłamała kawałek i włożyła do ust. Na twarzy pojawił się cień przyjemności, gwałtownie zamieniony w czujną ostrożność.

Smakuje? zapytałam, siadając naprzeciw.

Skinęła głową, nie podnosząc oczu.

Bardzo wyszeptała, jakby wyznała coś zakazanego.

Po śniadaniu wyciągnęłam album, farby, kredki.

Pomalujemy? zaproponowałam.

Młodziutka spojrzała na kolorowe ołówki, jakby były skarbami.

Nie umiem przyznała się z wyrzutem.

To nie problem. Rysuj, co chcesz. Na przykład Maxa.

Niepewnie wzięła ołówek. Udawałam, iż sprzątam w kuchni, ale kątem oka obserwowałam jej ruchy, które stawały się coraz pewniejsze. Rysunek jednak był dziwny nie kot, a ciemny dom z zamkniętymi oknami i małą postacią w środku. Serce ściśnęło się. Podszedłam bliżej.

Ładny dom powiedziałam delikatnie. To twój?

Młodziutka drgnęła i gwałtownie przewróciła kartkę.

Nie, po prostu wymyśliłam drżał jej głos. Mogę narysować Maxa?

Oczywiście.

Podczas gdy rysowała kota, po cichu sięgnęłam po telefon i wpisałam w wyszukiwarkę: zaginęły dzieci w Polsce ostatnie 5 lat. Dodałam: dziewczynka Jagoda. Tysiące wyników. Ile zagubionych dzieci?

Młodziutka skończyła rysunek i podała mi go. Po raz pierwszy jej twarz rozświetliła prawdziwa uśmiech.

Bardzo podobny pochwaliłam. Masz talent.

Zasnęła spokojnie.

Dzień płynął spokojnie. Jedliśmy razem, spacerowaliśmy po ogrodzie, czytaliśmy. Młodziutka powoli otwierała się, choćby śmiała się. Gdy tylko wspominałam mamę lub dom, natychmiast zamykała się w sobie.

Wieczorem napełniłam wannę ciepłą wodą, pianą i kilkoma zabawkami.

Gotowe! zawołałam. Chodź, pomogę.

Młodziutka weszła do łazienki, patrząc niepewnie na wodę.

Piana szepnęła. Jak chmurki.

Tak, ładna, prawda? zaproponowałam, pomagając jej umyć włosy.

Podczas mycia zauważyłam na jej ramionach stare, wyraźne blizny. Gdy wypłukałam szampon, pochyliłam jej głowę i zobaczyłam pod linią włosów naturalny znamieńko trzy cienkie paski, jakby pociągnięciem pędzla. Taki sam znak miał moja zaginiona siostrzenka.

Coś się stało? zapytała, zauważając mój zamrożony wyraz.

Nic, po prostu sprawdzam, czy woda nie wpadła do uszu.

Wszystko w porządku.

Myśli krążyły w mojej głowie niczym burzliwy wir. Czy to zbieg okoliczności? A może coś więcej?

Dobranoc szepnęłam, przykrywając ją kocem.

Dobranoc odpowiedziała, dodając cicho: Dziękuję, iż jesteś dobra.

Gdy zasnęła, natychmiast usiadłam przy komputerze. Palce drżały, wpisując hasło. Otworzyłam stare zdjęcia. Na jednym było moje rodzeństwo z małą Jagodą, kiedy miała około roku. Na plecach widać było ten sam znak trzech pasków. Inny obrazek: Jagoda w wieku dwóch lat, uśmiecha się do aparatu, a w tęczówce widać te same złote kropki. Wątpliwości zniknęły. Dziewczynka w sąsiednim pokoju była moją siostrzenicą, tej samej, którą porwano pięć lat temu.

Złapałam się za usta, tłumiąc krzyk. Co robić? Czy wezwać policję już teraz? A może matka wróci i zabierze Jagodę znowu?

Następnego ranka dom przywitał nas ciszą, ale pełną spokoju, nie przerażającą, a kojącą. Po raz pierwszy od lat obudziłam się nie od wspomnień, a od ciepłego oddechu dziecka obok. Jagoda leżała spokojnie, przytulona do Maxa, obejmując jego łapę. Jej twarz była rozluźniona, jakby po raz pierwszy od dawna pozwoliła sobie zaufać światu.

Wstałam ostrożnie, nie budząc ich, i poszłam przygotować śniadanie. W powietrzu unosił się aromat cynamonu, masła i ciepłego mleka. Dzień obiecywał jasność. Otworzyłam okno świeże powietrze wypełniło kuchnię zapachem mięty, róż i niewyraźnego poczucia domu.

Gdy Jagoda się obudziła, stała w progu kuchni, przytulając nowego przyjaciela, patrząc na mnie.

Idź, kotku. Dziś mamy dużo planów: wybierzemy ci nowy strój, odwiedzimy lekarza, a jeżeli chcesz, zrobimy album ze zdjęciami, żeby pamiętać dobre chwile, które dopiero nas czekają.

Jagoda usiadła przy stole, lekko się uśmiechając. To wciąż niepewny uśmiech, ale prawdziwy.

Czy możemy zrobić zdjęcie z tobą i Maxem?

Oczywiście. Z niebieskim plastrem i wszystkim, co tylko zechcesz. Stworzymy nowe wspomnienia.

Jedliśmy, śmialiśmy się, rysowaliśmy. choćby nauczyłam ją prostego ciasta formowała kuleczki z ciasta, ozdabiając je rodzynkami. Każdy jej ruch odbijał coś, co kiedyś było zgubione, a teraz odnalezione.

Pod koniec dnia zadzwoniłam do opieki społecznej, by formalnie załatwić opiekę prawną. WypełnTeraz, gdy Jagoda znalazła dom pełen miłości i bezpieczeństwa, zrozumiała, iż prawdziwe światło w życiu rozświetla się wtedy, gdy otwieramy serca na innych i pozwalamy im stać się częścią naszej drogi.

Idź do oryginalnego materiału