Gdy Krzysztof przyjechał do szpitala położniczego, serce waliło mu jak młot. W dłoni ściskał wiązkę balonów z napisem Witamy w domu. Na tylnym siedzeniu samochodu leżał miękki koc, w który miał otulić córeczki, by bezpiecznie zawieźć je do domu. Jego żona, Kinga, przeszła ciążę z ogromną odwagą. Po miesiącach niepokoju i wyczekiwania wreszcie mieli stać się rodziną we czworo.
Ale wszystko rozpadło się w sekundę.
Gdy wszedł na salę, zobaczył noworodki w ramionach pielęgniarki ale Kingi nigdzie nie było. Żadnego śladu. Ani torby, ani telefonu. Tylko kartka leżąca na szafce nocnej:
*Wybacz. Zajmij się nimi. Zapytaj swoją matkę, co mi zrobiła.*
Świat Krzysztofa runął. Instynktownie przytulił córeczki malutkie, kruche, pachnące mlekiem i czymś głęboko znajomym. Nie wiedział, co robić. Stał jak skamieniały, podczas gdy w środku krzyczał.
Kinga odeszła.
Rzucił się do pielęgniarek, domagając się wyjaśnień. Wzruszyły ramionami powiedziały, iż wyszła rano, twierdząc, iż wszystko ustaliła z mężem. Nikt nie zauważył niczego dziwnego.
Zabrał dziewczynki do domu, do świeżo przygotowanego pokoju, pachnącego czystością i odrobiną wanilii, ale jego serce wciąż ściskał ból.
W drzwiach czekała na niego matka, Pani Halina, z uśmiechem i blachą zapiekanego dorsza w dłoniach.
*W końcu moje wnuczki są w domu!* zawołała radośnie. *Jak się czuje Kinga?*
Krzysztof podał jej kartkę. Krew odpłynęła z twarzy matki.
*Co jej zrobiłaś?* zapytał ochryple.
Próbowała się tłumaczyć. Mówiła, iż chciała tylko porozmawiać, przestrzec Kingę, by była dobrą żoną, uchronić syna przed kłopotami. Puste słowa.
Tej nocy zamknął przed nią drzwi. Nie krzyczał. Tylko patrzył na córeczki, walcząc, by nie oszaleć.
Gdy kołysał je do snu, przypominał sobie, jak Kinga marzyła o macierzyństwie, jak wybierała imiona Zofia i Lena jak głaskała brzuch, myśląc, iż on śpi.
Sprzątając jej rzeczy, znalazł drugi list. Adresowany do jego matki.
*Nigdy mnie nie zaakceptuje. Nie wiem, co jeszcze zrobić, by być wystarczająco dobrą. jeżeli chce, żebym zniknęła zniknę. Ale niech syn pani wie: odchodzę, bo pani odebrała mi resztkę wiary. Już nie dam rady*
Krzysztof czytał w kółko. Potem wszedł do pokoju córek, usiadł przy łóżeczku i zapłakał. W ciszy.
Zaczął jej szukać. Dzwonił do przyjaciół, pytał znajomych. Wszyscy mówili to samo: *Czuła się w twoim domu jak obca.* *Mówiła, iż kochasz matkę bardziej niż ją.* *Bała się zostać sama ale jeszcze bardziej bała się zostać przy tobie.*
MijMiesiące mijały, aż pewnego dnia, gdy śnieg zasypał ulice Warszawy, a świat wydawał się zamarzać w bezruchu, Kinga stała w progu ich mieszkania niepewna, złamana, ale gotowa odbudować to, co straciła.








![Gwarancja śniegu, buty Relaksy i przemoczone rękawiczki. Tak się zimą bawiły dzieci w PRL [GALERIA]](https://bi.im-g.pl/im/72/08/1f/z32541298IHR,Zima-w-miescie-w-czasach-PRL-.jpg)





.jpg)

