Znalazłem Tylko Jedną Kartkę Gdy Przyszedłem Po Moją Żonę i Nowonarodzone Bliźniaki

polregion.pl 11 godzin temu

Kiedy Wojtek przyjechał do szpitala tamtego dnia, serce waliło mu jak oszalałe ze wzruszenia. Trzymał w ręku wiązkę balonów z napisem Witamy w domu, a na tylnym siedzeniu samochodu leżał miękki koc, w który miał owinąć córeczki, żeby bezpiecznie je zawieźć do domu. Jego żona, Ola, przeszła przez ciążę z ogromną odwagą, i po długich miesiącach oczekiwania i niepokoju, wreszcie nadszedł ten moment, który miał rozpocząć ich życie we czwórkę.

Ale wszystko runęło w jednej chwili.

Gdy wszedł na salę, zobaczył nowo narodzone bliźniaczki kołysane przez pielęgniarkę, ale Oli nie było. Żadnego śladu. Ani torby, ani telefonu. Tylko kartka leżąca na szafce nocnej:

*Wybacz. Zajmij się nimi. Zapytaj swoją matkę, co mi zrobiła.*

Świat Wojtka rozpadł się w tej chwili. Instynktownie wziął córeczki na ręce malutkie, kruche, pachnące mlekiem i czymś głęboko znajomym. Nie wiedział, co robić, brakowało mu słów. Stał jak wryty, podczas gdy w środku krzyczał.

Ola odeszła.

Pobiegł do pielęgniarek, domagając się wyjaśnień. Wzruszyły tylko ramionami powiedziały, iż wyszła sama, rano, twierdząc, iż wszystko jest uzgodnione z mężem. Nikt niczego nie podejrzewał.

Wojtek zabrał dziewczynki do domu, do nowego pokoju, pachnącego czystą pościelą i wanilią, ale serce wciąż miał ściśnięte.

W drzwiach czekała na niego matka, pani Halina, z uśmiechem i talerzem pieczonego schabu w rękach.

*No i wreszcie moje wnuczki są w domu!* zawołała radośnie. *Jak się czuje Ola?*

Wojtek podał jej kartkę. Kolor zniknął z twarzy matki.

*Co jej zrobiłaś?* zapytał ochrypłym głosem.

Próbowała się tłumaczyć. Mówiła, iż chciała tylko porozmawiać z Olą, przypomnieć jej, żeby była dobrą żoną, uchronić syna przed problemami. Puste słowa.

Tamtej nocy Wojtek zamknął przed matką drzwi. Nie krzyczał. Tylko patrzył na córeczki i walczył, żeby nie oszaleć.

W noce, gdy je kołysał, przypominał sobie, jak Ola marzyła o tym, żeby zostać mamą, jak wybierała imiona Zosia i Hania i jak głaskała brzuch, myśląc, iż on śpi.

Sprzątając jej szafę, znalazł jeszcze jeden list. Kartkę adresowaną do jego matki.

*Nigdy mnie nie zaakceptuje. Nie wiem już, co zrobić, żeby być wystarczająco dobrą. jeżeli chce pani, żebym zniknęła, zniknę. Ale niech pani syn wie: odeszłam, bo pani odebrała mi wiarę w siebie. Nie wytrzymałam już dłużej*

Wojtek czytał i odczytywał. Potem wszedł do pokoju dziewczynek, usiadł na krawędzi łóżeczka i płakał. W ciszy.

Zaczął jej szukać. Dzwonił do przyjaciół, pytał znajomych. Odpowiedzi były zawsze takie same: *Czuła się obco w twoim domu.* *Mówiła, iż kochasz swoją matkę bardziej niż ją.* *Bała się zostać sama ale jeszcze bardziej bała się zostać przy tobie.*

Miesiące mijały. Wojtek nauczył się być ojcem. Zmieniał pieluchy, przygotowywał butelki, zasypiał niezliczoną ilość razy w ubraniu. I czekał.

Aż pewnego dnia, rok później, w pierwsze urodziny dziewczynek, ktoś zapukał do drzwi.

To była Ola. Ta sama, ale inna. Chudsza, z oczami wciąż pełnymi bólu, ale też nadziei. W rękach trzymała torbę z zabawkami.

*Wybacz mi* wyszeptała.

Wojtek nic nie odpowiedział. Przytulił ją. Mocno. Nie jak zraniony mąż, ale jak ktoś, kto czuł, iż połowa jego serca była pusta.

Później, siedząc na podłodze w pokoju dziewczynek, Ola opowiedziała wszystko. Depresję poporodową. Ostre słowa teściowej. Czas spędzony u przyjaciółki w Krakowie, terapię, listy pisane, ale nigdy niewysłane.

*Nigdy nie chciałam odejść.* łkała. *Po prostu nie wiedziałam, jak zostać.*

Wojtek ujął jej dłoń.

*Teraz zrobimy wszystko inaczej. Razem.*

I tak zaczęli od nowa. Od nieprzespanych nocy do pierwszych ząbków i gaworzenia. Bez pani Haliny. Próbowała wrócić, błagała o przebaczenie, ale Wojtek nie pozwolił, żeby ktokolwiek zniszczył jego rodzinę po raz kolejny.

Rany się zabliźniły. I może miłość nie polega na idealnych rodzinach czy małżeństwach bez błędów. Tylko na tym, kto zostaje, gdy wszystko się wali. Na tym, kto wraca. Na tym, kto wybacza.

Idź do oryginalnego materiału