Dziennik Ksenii
Po tej okropnej tragedii, po stracie męża i sześcioletniej córeczki w wypadku, długo nie mogłam zebrać się do kupy. Pół roku spędziłam w klinice nie chciałam nikogo widzieć, choćby świat mógłby przestać istnieć. Przy mnie była moja mama, Helena, cierpliwie do mnie mówiła, próbowała jakoś przeboleć tę ciszę, w której się zaszyłam. W końcu powiedziała:
Ksenia, wiesz… Firma Tomka ledwo się trzyma. Jego wspólnik, Jurek, dzwonił do mnie. Prosił, żebym przyniosła ci to do wiadomości. Jurek jest porządnym człowiekiem, ale sam nie da rady…
Poczułam, jak coś we mnie drgnęło.
Tak, mamo. Muszę się czymś zająć… Tomek byłby zadowolony, gdybym nie porzucała jego pracy. Na szczęście trochę się już znałam, zabierał mnie czasem do biura.
Wróciłam do pracy. Utrzymałam rodzinny biznes. Na zewnątrz wszystko się układało, ale tak bardzo tęskniłam za moją Małgosią…
Córeczko, może powinnaś adoptować dziecko, dla którego los był jeszcze bardziej okrutny? doradziła mama. Dasz sens jego życiu, a wierz mi, to może być i twoje ocalenie.
Długo myślałam o tych słowach. Mama miała rację. Wiedziałam, iż nigdy nie zastąpię Małgosi, ale w pewnej chwili pojechałam do domu dziecka.
Julka przyszła na świat niemal niewidoma. Jej rodzice oboje wykształceni, z inteligenckich domów od razu ją zostawili, gdy poznali diagnozę. Może i mają tytuły przed nazwiskiem, ale odwagi nie starczyło. Chyba tchórzostwo nie wybiera.
Tak trafiła Julka do domu niemowląt. Nazwano ją Julią. Wychowywała się niemal bez światła ledwie rozróżniała cienie. W przedszkolu nauczyła się czytać, uwielbiała bajki, wierzyła, iż kiedyś pojawi się dobra wróżka.
I pojawiła się. Gdy Julka miała prawie siedem lat, przyszła po nią do domu dziecka kobieta kolorowa, elegancka, a jednocześnie przepełniona smutkiem. Dziewczynka nie widziała jej, ale poczuła, iż jest dobra.
Gdy po raz pierwszy zapytałam wychowawczynię, kto to ta drobna blondyneczka, odpowiedziała:
To nasza Julka, uwielbiana przez wszystkich.
Julka jest moja pomyślałam natychmiast.
Od tamtej pory żyłyśmy jak matka i córka, choć dla mnie była drugim dzieckiem wyczekanym, wymodlonym, ukochanym. Dzięki Julce znów miałam po co żyć.
Lekarze dawali cień szansy operacja, może wróci wzrok, choćby w okularach. Złapałam tę szansę. Przed szkołą zrobiliśmy operację, ale widzenie Julki wciąż było słabe. Trzeba było czekać, aż podrośnie.
Czas płynął. Firma kwitła, byłam zamożną kobietą, ale świat poza córką przestał mnie obchodzić.
Julka wyrosła na prześliczną dziewczynę. Skończyła studia, była pracowita, pełna wdzięczności, już pracowała u mnie w firmie. Chroniłam ją przed każdym natarczywym adoratorem, bałam się fakirów szukających łatwego życia. Majątek był spory, jasne, ale od razu dawałam do zrozumienia, iż nie pozwolę na żerowanie na córce.
Pojawiła się miłość. Poznała Szymona i, ku mojemu zaskoczeniu, choćby ja go polubiłam. Kiedy oświadczył się Julianie, przygotowania do wesela ruszyły pełną parą. Po pół roku miała się odbyć ostatnia, decydująca operacja na oczy Julki.
Szymon był czuły, wrażliwy, opiekuńczy. Czasem coś mi nie pasowało w jego zachowaniu, ale sama siebie uciszałam. Pojechali razem do podkrakowskiej restauracji mieli dogadać i obejrzeć miejsce na wesele. W środku prawie nikogo.
Usiedli, Szymon położył telefon na stole, gdy nagle zadziałał alarm w jego samochodzie. Wyszedł przed lokal. Julka została sama. Nagle telefon Szymona zaczął dzwonić. Nie chciała odbierać, ale dzwonił uparcie. W końcu podniosła. Usłyszała donośny głos matki Szymona, Krystyny.
Synku, już wiem jak się pozbyć twojej niewidomej narzeczonej. Koleżanka z biura podróży załatwiła dwa bilety. Po ślubie zabierz ją w Tatry mów, iż chcesz oglądać górskie szczyty. Na szlaku uważaj, żeby dobrze upadła. Ty wróć i zgłoś na policję, iż zaginęła! Płacz, udawaj zrozpaczonego. W górach nikt się nie doszuka, co się stało… Im szybciej to zrobisz, tym lepiej dla nas. Operacja otworzy jej oczy, a wtedy już trudniej ci się wywinąć! Pieniądze są warte poświęcenia.
Słuchawka opadła, Julka zamarła.
Więc Szymon… i jego matka… chcą mnie zabić? myśli biegały jej w głowie.
Jeszcze chwilę temu była szczęśliwą narzeczoną, kończyły się tylko dekoracje i drobiazgi. A tu… To nie mogło być prawdą! Szymon nie słyszał rozmowy, Julka z trudem panowała nad sobą. Wrócił i powiedział:
Chyba fałszywy alarm, może jakiś kot, ale nic się nie stało.
Telefon znowu zadzwonił, spojrzał szybko:
Tak, jasne, już, zaraz będę, Rysiek musi mnie widzieć pilnie w biurze…
Jedź, poczekam na mamę i omówimy wszystko razem odpowiedziała cicho.
Wyszedł, a Julka rozpłakała się.
Gdy tylko drzwi się zamknęły, zadzwoniła do mnie:
Mamo, przyjedź od razu do restauracji.
Słyszałam łzy w jej głosie, wystraszyłam się. gwałtownie zebrałam się do wyjścia, całą drogę powtarzałam: Co się stało z Julką? Z Szymonem są tacy szczęśliwi…
Gdy tylko weszłam, przytuliła się do mnie i zapłakała.
Chcą mnie zabić, mamo… Szymon i jego matka. Słyszałam ich rozmowę przez telefon! Ona mówiła mu, żeby zabrał mnie w góry i… wszystko zaaranżował. Pośpieszają go, bo operacja mi się zbliża…
Dziecko, jesteś pewna? Może źle zrozumiałaś?
Usłyszałam własnymi uszami! Ona choćby nie wiedziała, iż ja odebrałam telefon… A Szymona wezwał kolega do pracy, nie słyszał rozmowy.
Byłam wstrząśnięta. Po tym wszystkim, po latach wspólnego życia i przygotowań. Musiałam działać.
Chwilę później zadzwonił Szymon, zapytał o lokal i dekoracje. Odebrałam jego telefon:
Szymonie, dobrze, iż wiemy, co planujesz z mamą. Ani bilety, ani góry ci nie pomogą… Oddam sprawę na policję i spokojnie znajdą odpowiednie nagrania.
Umilkł. Potem tylko wybąkał:
To nie ja… to mama…
Następnego dnia Szymon wyjechał z Krakowa. Oskarżał matkę, iż narobiła mu kłopotów. Wzięli pieniądze i tyle ich widziano. Krystyna przeprowadziła się do kuzynki do Gdańska.
Operacja oczów Julki odbyła się w prywatnej klinice okulistycznej w Warszawie. Byłam z nią, dopóki bandaże leżały na oczach. Lekarz, doktor Maciej Nowak młody, przystojny, czuły otaczał ją opieką. Wyraźnie był nią zauroczony. Pilnowałam go przecież to moja córka! ale nie mogłam nie widzieć, jak za każdym razem rumieni się na jej widok.
Wreszcie przyszedł dzień zdjęcia opatrunków. Doktor Nowak przyniósł ogromny bukiet róż i powiedział cicho:
Dzień dobry, Julka, widzisz mnie?
Julka krzyknęła przez łzy:
Widzę! Widzę wszystko!
Objęłam ją. Miała patrzeć na świat swoimi oczami, choć już na zawsze w okularach. Ale jakie to miało znaczenie!
Z czasem Julka i Maciej, zakochani po uszy, pobrali się podczas pięknego ślubu w ogrodzie nad Wisłą. Rok później na świat przyszła nasza wnuczka, złotowłosa z oczami jak u taty.
Dziś jestem szczęśliwą mamą i babcią. Moja rodzina znowu jest razem, a los, choć odebrał mi tak wiele, podarował i drugi uśmiech.
Dziękuję, iż przeszliście ze mną tę historię i za wasze wsparcie. Życie potrafi jeszcze zaskoczyć czasem choćby bardzo szczęśliwie.











