Zobaczyć na własne oczy
Po straszliwej tragedii, w której w wypadku zginęli mąż i sześcioletnia córeczka, Kinga przez długi czas nie potrafiła się pozbierać. Spędziła prawie pół roku w klinice, nie pozwalając nikomu się do siebie zbliżyć. Przy niej czuwała tylko mama, cierpliwie rozmawiając z córką, do której pewnego dnia powiedziała:
Kinga, firma twojego męża chyli się ku upadkowi, prawie nie daje sobie rady. Jacek dzwonił do mnie, prosił bym przekazała ci, iż potrzebuje pomocy. Dobrze, iż jest uczciwy, ale
Te słowa sprawiły, iż Kinga nieco się ocknęła.
Racja, mamo. Muszę czymś się zająć, myślę, iż mój Marcin byłby szczęśliwy, gdybym poprowadziła dalej to, co stworzył. Dobrze, iż trochę się na tym znam. To on przecież już zatrudnił mnie w swoim biurze.
Kinga wróciła do pracy i utrzymała na powierzchni rodzinny biznes. Firma zaczęła znów prosperować, ale choć praca wypełniała jej dni, tęsknota za zmarłą córeczką nie opuszczała jej ani na chwilę.
Córko, chcę ci podsunąć pomysł weź dziewczynkę z domu dziecka, taką, której pozostało trudniej niż tobie. Odmienisz jej życie, a z czasem zrozumiesz, iż i tobie to pomoże.
Kinga długo rozważała słowa mamy. Wiedziała, iż to prawda. W końcu wybrała się do domu dziecka choć czuła, iż nikogo nie zastąpi jej ukochanej dziewczynki.
Marysia urodziła się niemal całkowicie ślepa. Gdy lekarze postawili diagnozę, rodzice wykształceni ludzie z inteligenckich rodzin nie udźwignęli odpowiedzialności. Porzucili córkę, nie potrafiąc się zmierzyć z wyzwaniem. Jak widać, podłość i tchórzostwo nie oszczędza choćby tych, którzy winni być odporni.
Trafiła więc Marysia do domu małego dziecka, tam też nadano jej to imię. Wychowywała się, widząc jedynie zarysy cieni. Uczyła się czytać, kochała baśnie i marzyła, iż może i do niej kiedyś zawita dobra wróżka.
I ta wróżka w końcu przyszła gdy Marysia miała prawie siedem lat. Piękna, wyrazista, zamożna, ale głęboko nieszczęśliwa. Choć dziewczynka nie mogła jej zobaczyć, od razu poczuła w Kingze dobro. Kiedy dyrektorka zapytała, dlaczego chce przygarnąć akurat chore dziecko, Kinga nie miała siły tłumaczyć rzuciła kilka chłodnych zdań o tym, iż ma środki i serce do opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem.
Wychowawczyni przyprowadziła Marysię za rękę. Gdy Kinga ją zobaczyła, od razu wiedziała: to jej dziecko, jej przeznaczenie. Dziewczynka z anielskimi lokami i ogromnymi, błękitnymi oczami niewidzącymi, ale przejmująco czystymi.
Kto to? Kinga zapytała, nie mogąc oderwać wzroku od dziecka.
To nasza Marysia, wspaniała, delikatna i przytulna odpowiedziała wychowawczyni.
Marysia będzie moja, już to wiem postanowiła Kinga.
Obie z miejsca się polubiły, z czasem połączyła je głęboka więź. Dla Kingi życie nabrało barw, dzięki Marysi odnalazła w sobie nowe siły. Zwróciła się do lekarzy, którzy dali promyk nadziei operacja mogła przywrócić dziewczynce wzrok, choć Marysia musiałaby nosić okulary przez całe życie.
Kinga wykorzystała tę szansę. Tuż przed pójściem do szkoły zorganizowała operację; wprawdzie przyniosła niewielką poprawę, ale lekarze mówili o kolejnej, możliwej za kilka lat. Czas płynął. Kinga otoczyła Marysię miłością i troską; firma rozkwitała, ale dla niej liczyła się już tylko córka.
Marysia wyrosła na niezwykłą piękność. Ukończyła uniwersytet, była skromna, wdzięczna nie poddała się rozpuszczeniu przez dobrobyt i już pracowała u mamy. Kinga strzegła jej jak oka w głowie, bojąc się naciągaczy liczących na majątek. jeżeli widziała, iż ktoś zamierza wykorzystać Marysię, gwałtownie dawała mu do zrozumienia, iż nie pozwoli na żerowanie na jej dziecku.
W końcu Marysia się zakochała. Przedstawiła matce Pawła nic podejrzanego w nim nie dostrzegła, więc nie była przeciwna temu związkowi. niedługo Paweł oświadczył się Marysi i ruszyły przygotowania do ślubu; niedługo po ceremonii zaplanowana została ostatnia operacja przywracająca wzrok.
Paweł był troskliwy, czuły, uważny. Czasem Kinga miała wrażenie pewnej sztuczności, ale gwałtownie odganiała złe myśli. Któregoś dnia narzeczeni pojechali do dworku pod Warszawą, gdzie miało odbyć się wesele, by dograć szczegóły z salą. W ciągu dnia było tam pusto.
Marysia i Paweł usiedli, a on położył telefon na stole. Gdy w jego aucie włączył się alarm, wyszedł sprawdzić sytuację, zostawiając telefon. Nagle rozległ się dzwonek Marysia długo wahała się, czy odebrać, ale w końcu uniosła słuchawkę. Odpowiedziała kobiecy głos, donośny, niecierpliwy to była matka Pawła, Grażyna.
Synku, wymyśliłam, jak raz-dwa pozbyć się tej ślepej Marysi. Moja koleżanka w biurze podróży załatwi nam dwie wycieczki w góry, już je zarezerwowała. Po ślubie pojedziecie, powiedz, iż bardzo chcesz popatrzeć na szczyty. Pójdziecie sami, postaraj się, żeby się poślizgnęła i spadła. A potem leć na policję, zgłoś, iż żona zaginęła. Możesz mówić, iż się pokłóciliście i poszła sama. Płacz, jęcz, domagaj się poszukiwań. Gdy znajdą ją martwą, stwierdzą nieszczęśliwy wypadek. Wiesz, za granicą nikt się nie będzie przejmował Wiem, iż dobrze zagrasz pogrążonego w żalu męża. choćby jej matka ci uwierzy. Inaczej zrobią operację i wszystko się wyda, wtedy trudno się jej pozbyć. To są ogromne pieniądze, synku! Pomyśl, no to na razie.
Grażyna rozłączyła się. Marysia cisnęła telefon na stół, jakby ją poparzył w jednej chwili cała krew odpłynęła jej z twarzy.
Więc oni chcą mnie zabić O Boże, co zrobić?
Jeszcze przed chwilą była szczęśliwą narzeczoną przygotowującą się do ślubu. Zamarła jak to możliwe, by ludzie, których ona i jej matka uznały za rodzinę, planowali taki podły czyn? Paweł nie słyszał rozmowy matki, więc Marysia drżała, starając się ze wszystkich sił nie zdradzić emocji. Wrócił po chwili.
Chyba jakiś kot wywołał alarm, żadnych śladów na aucie zawyrokował, sięgając po telefon, który znów zadzwonił.
Tak tak, Romku, już jadę rzucił i do Marysi: Muszę lecieć do biura, nagle mnie wzywają.
Jedź. Zaczekam na mamę, pogadamy razem o sali odparła drżącym głosem.
No to do zobaczenia
Marysia została sama, zanosiła się płaczem. Zadzwoniła do Kingi.
Mamo, przyjedź natychmiast do tego dworku starała się mówić spokojnie, ale głos jej drżał.
Kochanie, co się stało, słychać cię Już jadę, czekaj.
Marysia wciąż płakała, aż zwróciła na siebie uwagę znajomej menadżerki.
Pani Marysiu, co się stało? Gdzie się podział Paweł?
O, pani Kasia Zaraz przyjedzie moja mama. Małe nieporozumienie, poczekam z nią. Pawła nagle wezwali do pracy.
To ja może przyniosę herbatę, bo wygląda pani na roztrzęsioną zaproponowała, a Marysia kiwnęła głową.
Kinga wiedziała, iż Marysia miała być w dworku z Pawłem, więc tym bardziej niepokoił ją dziwny telefon córki.
Co tam mogło się stać, iż aż tak się denerwuje myślała, wskakując za kółko.
Dotarła na miejsce po dwudziestu minutach i siadła przy Marysi.
Bardzo się niepokoiłam
Mamusiu oni chcą mnie zabić! łzy pociekły jej z oczu.
Kto?! Kinga spojrzała na córkę z przerażeniem.
Paweł i Grażyna. Słyszałam, jak planowali, iż po ślubie zabierze mnie w góry, a tam mnie zrzuci Matka mu wszystko rozplanowała przez telefon, przypadkiem odebrałam on wtedy wyszedł do samochodu
Ufasz sobie? Jesteś pewna, iż dobrze zrozumiałaś?
Mamo, wszystko słyszałam. A Grażyna nie zauważyła, iż rozmawia ze mną. gwałtownie się rozłączyłam.
Kinga była wstrząśnięta. Jak bardzo się myliła, powierzając jej szczęście takiemu chłopakowi Co teraz? Gdy tak rozważały, Paweł zadzwonił do Marysi.
I co, mamusia już przyjechała? Ustaliliście wystrój sali?
Kinga wzięła telefon.
Halo, Pawełku. Dobrze, iż poznaliśmy wasze plany z mamusią na czas. Słuchaj uważnie, o twoich planach wyjazdu w góry
Jakich planach, o czym pani mówi? grał zaskoczonego, może rzeczywiście próbował się jeszcze ratować.
O tych, gdzie Marysia miała tam przypadkiem zginąć. Rozumiesz? jeżeli ten telefon trafi na policję, odtworzą wszystko, choćby wymazane rozmowy. Jasne?
Prawie nie oddychał.
Rozumiem Ale to nie ja, to matka
Słabe, Paulo. Żegnam cię.
Na drugi dzień Paweł zniknął z Warszawy. Oskarżał matkę o to, iż go wmanewrowała, zabrał pieniądze i zaszył się gdzieś na południu Polski. Grażyna natomiast czym prędzej wyjechała do siostry do Gdańska.
Wstrząs, zobaczyć wszystko na własne oczy
W klinice okulistycznej Marysia przeszła operację oczu. Kinga była przy niej, jeszcze zanim zdjęto opatrunki. Wychodziły razem na krótki spacer; razem siedziały na ławce. Doktor Michał Czarnecki, młody, troskliwy lekarz, był pod każdym względem uprzejmy i delikatny wobec Marysi. Operację prowadził znakomity chirurg, a Marysia czuła się bezpieczna.
Doktor Czarnecki, choć onieśmielony, nie ukrywał zainteresowania pacjentką. Kinga z początku patrzyła podejrzliwie, ale gwałtownie zauważyła, iż jest szczery i serdeczny. Gdy przyszedł dzień zdjęcia opatrunków, przyniósł Marysi ogromny bukiet czerwonych róż. Po raz pierwszy zobaczyła świat naprawdę i ten bukiet, i wysokiego, jasnowłosego doktora o stalowoszarych oczach. Zalała się łzami.
Jak się cieszę, wszystko widzę! szepnęła, a Michał objął ją i pocieszał.
Marysia musiała nosić okulary, ale to była drobnostka w porównaniu z dotychczasowym życiem.
Z czasem Michał poślubił Marysię ślub był bajkowy. Rok później powitali na świecie śliczną córeczkę z oczami jak u ojca. Marysia była w końcu szczęśliwa, kochana i bezpieczna miała przy sobie mężczyznę, który chroniłby ją przed każdym złem.
Dziękujemy za przeczytanie i Twoje wsparcie! Powodzenia w życiu!








