Żona i teść Karina tylko udawała, iż chce poznać rodziców Vadima. Po co jej oni adekwatnie? Przecież nie z nimi zamierza spędzić życie, a od jego ojca, który – jak mówią – jest zamożny, można się spodziewać tylko kłopotów i podejrzliwości. Ale skoro już zdecydowała się na ślub, trzeba grać do końca. Karina ubrała się starannie, ale dość skromnie, by odebrano ją jako miłą dziewczynę. Spotkanie z rodzicami narzeczonego – to w Polsce zawsze wydarzenie pełne ukrytych pułapek, a poznanie inteligentnych rodziców to już prawdziwy test na wytrzymałość. Vadek myślał, iż Karina potrzebuje pocieszenia: – Nie denerwuj się, Karina, tylko się nie stresuj. Tata jest trochę ponury, ale daje się przekonać. Nie powiedzą ci nic strasznego. Polubią cię, zobaczysz. Tata jest dziwakiem, ale mama to dusza towarzystwa – zapewniał ją przy wejściu do rodzinnego domu. Karina tylko się uśmiechnęła, strzepując kosmyk włosów z ramienia. Czyli tata mruk, a mama dusza towarzystwa. interesujące połączenie – pomyślała. Dom jej nie zaskoczył. Bywała już w bogatszych. Od progu zostali powitani. Karina nie była szczególnie zdenerwowana. Po co się stresować – ludzie jak ludzie. Pani Nina, matka Vadima, jak już słyszała, typowa kura domowa, całe lata niepracująca, wyjeżdżająca czasem z przyjaciółkami w różne miejsca, ale nic szczególnego. Ojciec, pan Walery, choć raczej małomówny i poważny, wydaje się niegroźny. Tylko jego imię wydało się Karinie znajome… Weszli do środka… I Karina zamarła, choćby nie przekroczywszy progu. To koniec… Przyszłą teściową widziała pierwszy raz na oczy, za to przyszłego teścia rozpoznała od razu… Już się spotkali. Trzy lata temu. Nieczęsto, ale za to zawsze dla obopólnej korzyści. W barach, hotelach, restauracjach. Oczywiście, ani żona Walerego, ani jego syn nie mieli pojęcia. No to mamy problem. Walery też ją poznał. W jego oczach mignęła iskra, którą Karina odczytała jako zaskoczenie, szok, a może jakąś złowieszczą intrygę, którą już układał w głowie, ale przez chwilę pozostał milczący. Nic nie podejrzewający Vadek przedstawił ukochaną rodzicom: – Mamo, tato, poznajcie Karinę. To moja narzeczona. Mógłbym ją przedstawić wcześniej, ale jest bardzo nieśmiała. Ups… Pan Walery wyciągnął rękę. Jego uścisk był mocny, wręcz twardy. – Miło mi cię poznać, Karino – powiedział, a w jego głosie zabrzmiała ledwo wyczuwalna nuta… czegoś, czego Karina nie była w stanie od razu rozpoznać. Może złości. Może ostrzeżenia. A może… Karina zastanawiała się, jak się wykręci, czekając aż Walery w końcu ujawni, kim była. – Mi również bardzo miło, panie Walery – podjęła grę Karina, próbując nie zdradzić się od razu. Mocno ścisnęła jego dłoń, czując przypływ adrenaliny. Co teraz… Ale… nic. Walery, wymuszając coś na kształt uśmiechu, osobiście przesunął jej krzesło przy stole. Pewnie zamierza ją później ośmieszyć… Ale nic takiego nie nastąpiło. I wtedy Karina zrozumiała: on nic nie powie. Przecież, gdyby ją wydał, wydałby też siebie przed własną żoną. Kiedy trochę się rozluźniła, wieczór upłynął dość swobodnie. Pani Nina opowiadała anegdoty z dzieciństwa Vadka, a pan Walery, jakby naprawdę zainteresowany, zadawał Karinie pytania o pracę. On wiedział o niej sporo. Ale jego ironia już jej nie raniła. choćby zażartował parę razy, a Karina, ku własnemu zaskoczeniu, roześmiała się. Jednak w tych żartach tkwiły aluzje czytelne tylko dla nich dwojga. Na przykład, gdy patrząc na Karinę, powiedział: – Wie pani, Karino, bardzo przypomina mi pani byłą… koleżankę z pracy. Też była bardzo bystra. I potrafiła znaleźć wspólny język z każdym. Karina nie dała się zbić z tropu: – Każdy ma swoje talenty, panie Walery. Vadek, zakochany i rozmarzony narzeczony, zerkał na Karinę z podziwem nie dostrzegając żadnych podtekstów. Ona była dla niego wszystkim. I może to było najważniejsze. I najboleśniejsze. Dla niego. Później, gdy rozmowa zeszła na podróże, pan Walery spojrzał na Karinę i powiedział: – Ja preferuję ustronne miejsca. Żeby była cisza i spokój. Najlepiej z dobrą książką. A pani, Karino, jakie miejsca pani woli? Chciał ją zagiąć. – Ja lubię, gdy wokół są ludzie, gwarno i wesoło – odpowiedziała Karina bez zawahania – Choć czasem niepotrzebne uszy mogą być niebezpieczne. Chyba przez ułamek sekundy pani Nina coś zauważyła. Karina odnotowała, iż przyszła teściowa się zmarszczyła, ale zaraz odpędziła złe przeczucia. Walery wiedział, iż Karina nie jest typem, który szuka ciszy. I znał powody. Kiedy wieczór dobiegł końca i przyszła pora na sen, Walery objął Vadka. – Synku, dbaj o nią. Ona… jest wyjątkowa. Brzmiało to zarówno jak komplement, jak i drwina. Ale tylko Karina to zrozumiała. Karina poczuła, iż temperatura w pokoju gwałtownie spadła. „Wyjątkowa” – użył właśnie tego słowa. *** Tej nocy Karina nie mogła zasnąć. Leżała, analizując niespodziewane spotkanie i układając w głowie plan działania wobec nowych okoliczności. Przyszłość nie malowała się różowo. Domyślała się, iż pan Walery, tak jak i ona, nie śpi. On z powodu tego spotkania, ona z powodu nadchodzącej rozmowy. No i w ogóle wszystkiego. Cicho wstała, zarzuciła na siebie domową bluzę, którą zawsze nosiła tylko po domu, i wyszła z pokoju. Schodząc po schodach, głośniej stawiała kroki, by ktoś niespiący ją usłyszał i udała się na werandę, podejrzewając, iż właśnie tam spotka Walerego. Długo czekać nie musiała. – Też nie możesz spać? – zapytał, zbliżając się od tyłu. – Nie tym razem – odpowiedziała Karina. Powiał lekki wiaterek. Poczuła znajomy zapach jego perfum. Patrzył na nią uważnie. – Czego chcesz od mojego syna, Karino? – z dawnego wdzięku nie zostało nic – Wiem, do czego jesteś zdolna. Wiem, ilu takich jak ja miałaś w życiu. I wiem, iż zawsze chodziło ci tylko o pieniądze. Zresztą, nie ukrywałaś tego. Ceniłaś się, może nie od razu, ale i tak było wiadomo. Po co ci Vadek? Skoro nie chce wracać do wspomnień, Karina także nie zamierzała być miła. Wyszczerzyła się: – Kocham go, panie Walery – zaśpiewała słodziutko – Dlaczego nie mogę? Nie przekonała go. – Ty? Ty kochasz? Dobre sobie. Wiem, jaka jesteś, Karino. I powiem Vadkowi wszystko. O twojej przeszłości. Kim naprawdę jesteś. Jak myślisz, po tym jeszcze się z tobą ożeni? Karina podeszła bliżej, dzielił ich już tylko wyciągnięty ramię. Spochyliła głowę, wpatrując się w niego – jakby miała dość czasu, żeby się napatrzyć! – Opowiadaj, panie Walery – powiedziała przeciągle – Ale wtedy i twoja żona pozna nasz sekret. – To… – To nie szantaż. To wzajemność. o ile powiesz wszystkim, dlaczego się poznaliśmy, już nie ukryjesz, czym się wtedy zajmowaliśmy. Uzupełnię twoją historię. – To co innego… – Naprawdę? Powiesz to swojej żonie? Walery zamilkł. Próba zastraszenia Kariny nie powiodła się. Zrozumiał, iż został przyciśnięty do muru. Są po tej samej stronie barykady. – I co powiesz swojej żonie? – Powiem wszystkim. Vadkowi też. Opowiem, jaki z ciebie mąż, gdzie „pracowałeś po godzinach”. Opowiem wszystko, nie mam nic do stracenia. Chcesz ratować syna – ratuj. Niełatwy wybór. Przekonać syna do rozstania to podpis na własnym rozwodzie. – Nie odważysz się. – Nie odważę się? – Karina aż się rozbawiła – Ty możesz, a ja już nie? Ja nie, jeżeli ty też się powstrzymasz od rozpowiadania o moim – jak to określiłeś – „wyrachowaniu”, kiedy masz taki… kompromat, iż może cię kosztować całe małżeństwo. A Nina… ona bardzo docenia wierność. Bo kiedyś, kompletnie pijany, wyznał Karinie, jak się wstydzi zdrad żony. Nina była wierna, dobra, a on drań. Nie wybaczy. Nigdy. Więc naprawdę trzeba wybierać. Wiedział, iż Karina nie blefuje. – Dobrze – wymamrotał – Nic nie powiem. I ty… też milcz. Nikt się nie dowie. Zapomnijmy o tym, co było. Dlatego Karina nie obawiała się. On straciłby więcej niż ona. – Jak pan sobie życzy, panie Walery. Następnego dnia opuścili dom rodziców Vadka. Pod nienawistnym spojrzeniem przyszłego teścia Karina żegnała się z jego żoną, która już zdążyła nazwać ją „córcią”. Walery aż zadrgał. Męczyło go, iż nie mógł ostrzec syna przed wyrachowaniem przyszłej żony, ale balił się też wydać siebie. Stracić Ninę to utrata nie tylko żony, ale i połowy majątku. A syn pewnie by mu nie wybaczył… Później Karina i Vadek zostali u rodziców Vadka na dwa tygodnie. Wakacje, pełną gębą. Walery unikał spotkań z Kariną, tłumacząc się obowiązkami. Ale pewnego dnia, gdy został sam w domu, kierowany złośliwą ciekawością, postanowił przeszukać torbę Kariny, licząc, iż znajdzie coś, co da mu przewagę. Przekopywał kosmetyczkę, kalendarz, notes. I wtedy jego wzrok padł na biało-niebieski przedmiot. Test ciążowy, dwie wyraźne kreski. – Myślałem, iż najgorsze, co mnie spotka, to ślub syna z… Nie, to prawdziwa katastrofa! – odłożył test, ale nie zdążył zamknąć torby. Karina już go przyłapała. – Ależ nieładnie grzebać w cudzych rzeczach – skomentowała z ironią, choć nie wyglądała na zdenerwowaną. Walery choćby się nie bronił. – Jesteś w ciąży z Vadkiem? Karina spokojnie odebrała mu torebkę, spojrzała mu w oczy i powiedziała: – Chyba właśnie zepsuł pan niespodziankę, panie Walery. Walery był wściekły. Teraz Karina na pewno nie odczepi się od jego syna. Teraz, jeżeli on cokolwiek ujawni, wybuchnie prawdziwa bomba. Najlepiej milczeć. Choć to takie trudne – wiedząc w jaki kłopot wpakuje się syn. *** Minęło dziewięć miesięcy… i jeszcze pół roku. Vadek i Karina wychowywali Alicję. Walery unikał ich jak ognia. Nie jeździł, nie chciał widzieć, nie myśleć. Wnuczki nie uznawał za swoją. A Karina go przerażała. Przerażał go jej chłód wobec Vadka i mroczna przeszłość. I znowu. Nina wybierała się do Vadka i Kariny: – Walerku, jedziesz ze mną? – Nie, boli mnie głowa. – Znowu? To już sygnał alarmowy. – Zmęczony jestem. Jedź sama. Walery udawał migrenę, przeziębienie, zapalenie ucha – zawsze znajdował powód, by nie pojechać. Łyknął choćby tabletki dla przekonania. Nie mógł znieść obecności Kariny. I tak nic nie powie. Wieczór ciągnął się nieskończenie długo, jeżeli nie liczyć natrętnych myśli. Przeleżał. Poczytał. Zauważył, iż Niny długo nie ma. Już jedenasta, a ona nie wraca. Nie odbiera telefonu. Zadzwonił do Vadka. – Vadek, wszystko w porządku? Mama już u was nie jest? Jeszcze nie wróciła. – Tato, jesteś ostatnią osobą, z którą mam ochotę teraz rozmawiać. I się rozłączył… Walery już szykował się do wyjścia, gdy pod dom zajechało auto. Auto Kariny. Jego serce stanęło – coś się dzieje! Na widok Kariny aż zbladł. – Co ty tutaj robisz?? Powiedz! – szarpnął ją – Co się stało? Karina wydawała się niewzruszona. Nalała sobie wina. Wypiła. Usiadła wygodnie. – Katastrofa. – Jaka katastrofa? – Nasza. Wspólna. Vadek znalazł na stronie jakiegoś baru fotki sprzed czterech lat… Z imprezy w „Oazie”, pamiętasz? Chciał zrobić tam rezerwację na rocznicę, więc zajrzał na stronę… A tam jesteśmy my. W pełnej krasie. Fotograf wszystko wrzucił! Vadek teraz szaleje. Twoja Nina chce rozwodu. Ja, jak chciałeś, chyba też rozwodzę się z twoim synem. Walery zaniemówił. Przez głowę przebiegła mu cała sekwencja wydarzeń. Strona, zdjęcia, impreza… Przypomniał sobie, jak prosił wtedy, żeby nie robić zdjęć… Kto by pomyślał, iż tak się to potoczy! Usiadł bezsilnie na podłodze obok niej. – To po co tu przyjechałaś? – Uciec na wieczór – uśmiechnęła się Karina – W domu teraz sajgon. Alicja z nianią. Napijesz się wina? Podała mu jego własną butelkę. Siedzieli na werandzie i pili. Cisza, przerywana tylko cykaniem świerszczy, wydawała się jedynym co ich łączyło. – To przez ciebie – powiedział Walery. Karina wzruszyła ramionami, nie spuszczając wzroku z kieliszka. – No. – Jesteś nie do zniesienia. – Tak, wiem. – choćby nie żal ci Vadka. – Żal. Ale siebie żal mi bardziej. – Kochasz tylko siebie. – Nie przeczę. Nagle chwycił ją za podbródek i odwrócił jej głowę ku sobie. – Dobrze wiesz, iż nigdy cię nie kochałem – wyszeptał. – Świadoma tego. *** Rano, kiedy Nina wróciła w końcu, by zakopać wojenny topór i wybaczyć mężowi choćby kosztem połowy swoich nerwów, zastała Karinę i Walerego razem. Jeszcze śpiących. – Kto tam? – podniosła się Karina. – To ja – powiedziała Nina, patrząc na swoje rozpadające się życie. Karina tylko uśmiechnęła się spokojnie. Walery obudził się trochę później – ale za żoną nie pobiegł.

naszkraj.online 16 godzin temu
Żona i ojciec Kasia tylko udawała, iż chce poznać rodziców Wojtka. No bo na co jej oni byli potrzebni? Przecież nie z nimi zamierzała dzielić życie, a od jego ojca, który uchodził ponoć za majętnego, można było spodziewać się co najwyżej kłopotów i dziwnych pytań. Ale jak to mawiają skoro postanowiłaś się wydać, graj do […]
Idź do oryginalnego materiału