Żona mojego brata, która jest w ciąży z czwartym dzieckiem, zażądała, byśmy oddali im nasze mieszkan…

twojacena.pl 17 godzin temu

Jestem mężatką od dziesięciu lat. Razem z mężem mieszkamy w dwupokojowym mieszkaniu w Warszawie, które spłacamy na kredyt. Na razie nie mamy odwagi zdecydować się na dzieci chcemy najpierw stanąć na własnych nogach. Mam brata, Piotra. On także jest żonaty. Ze swoją żoną, Małgorzatą, mieszkają w kawalerce na Woli. Piotr pracuje na dwa etaty i dodatkowo dorabia gdzie się da, a Małgorzata nie pracuje rodzi dzieci w tempie karabinu maszynowego. Mają już trójkę pociech, czwarte w drodze, a planują jeszcze piąte.

Oprócz dzieci mają też kredyty na sprzęty RTV i AGD. Razem z mężem często im pomagamy czasem pożyczamy im pieniądze, czasem dzielimy się zakupami. Zdarzało się nawet, iż Małgorzata zamiast prosić, po prostu żądała czegoś z taką pewnością, jakby jej się należało.

Wtedy musimy sprowadzać ją na ziemię i stanowczo odmawiać. Oczywiście ona i Piotr obrażają się, ale po kilku tygodniach znowu wracają z kolejną prośbą.

Ostatnio Małgorzata powiedziała: Skoro wy z mężem nie macie dzieci, a my zaraz będziemy mieć czwarte, powinniście oddać nam swoje mieszkanie.

Gdzie mamy pójść? Do waszej kawalerki? zapytałam z niedowierzaniem.

Nie, wy wynajmiecie sobie mieszkanie, a my zostaniemy tutaj odpowiedziała całkiem poważnie. I dodała: Macie już termin wyprowadzki?

Wiesz co, może czas na konsultację lekarską. Wyjdźcie z mojego mieszkania odpowiedziałam stanowczo.

Wtedy Małgorzata wymamrotała: To ja poronię i to będzie twoja wina, po czym wybiegła z mieszkania.

Jeszcze tego samego dnia stało się najgorsze. W trzecim miesiącu ciąży straciła dziecko. Wszystko wyszło na jaw po cichu.

O drugiej w nocy zjawił się Piotr i wykrzykiwał do mnie pretensje. Mąż od razu go spacyfikował, spytawszy, co się stało. Opowiedziałam mu całą sytuację. Mój mąż, chcąc ochłodzić Piotra, kilka razy polewał mu głowę zimną wodą w łazience, aż się uspokoił, po czym grzecznie kazał mu opuścić nasze mieszkanie. Od tamtej pory nie mam już brata.

To przykre doświadczenie nauczyło mnie, iż choćby więzy krwi nie usprawiedliwiają zachowań, które przekraczają granice szacunku i zdrowego rozsądku. Pomoc rodzinie ma swoje granice czasami trzeba zadbać również o siebie i swoje bezpieczeństwo.

Idź do oryginalnego materiału