Zostałam dwukrotnie matką zastępczą: teraz moje córki i ja mamy wszystko, co potrzebne, by żyć wygodnie
Urodziłam pierwszą córeczkę, gdy miałam dopiero osiemnaście wiosen. Po tak łatwym porodzie uznałam, iż ciąża nie jest wcale straszna. W tamtych latach macierzyństwo zastępcze było już powszechnie znane, więc zaczęłam je poważnie rozważać
Rodzina nie należała do bogatych. Rodzice ledwo wiązali koniec z końcem, a ja miałam trzy siostry do utrzymania. W wieku siedemnastu poślubiłam Marka Nowaka. Z małą Jagodą w ramionach ledwo wiązaliśmy koniec z końcem brak pieniędzy, brak własnego mieszkania, co dzień walcząc o przetrwanie. Pomyślałam o macierzyństwie zastępczym. Marek nie był zachwycony, choć ja widziałam w tym jedyne wyjście z finansowego impasu.
Po pewnym czasie doczekaliśmy się drugiego dziecka. Kłopoty pogłębiły się, a mąż, nie wytrzymując presji, opuścił dom. Zostałam sama z dwiema małymi dziewczynkami. Na szczęście pomogły mi matka Stanisława i siostry zajmowały się dziewczynkami, gdy ja pracowałam. Mimo to w portfelu wciąż był durszlak. Postanowiłam w końcu zrealizować pomysł, który krążył mi w głowie od lat.
Pojechałam do Krakowa, gdzie złożyłam wniosek w agencji macierzyństwa zastępczego. Próbowałyśmy kilkukrotnie wprowadzić embrion, ale nic nie wychodziło. Ostatnia próba zakończyła się poronieniem.
Wróciłam do domu i zamierzałam poddać się losowi, ale sześć miesięcy później natknęłam się w Internecie na ogłoszenie: pewna klinika oferuje naprawdę dobre warunki. Zadzwoniłam nic nie tracę, a może się uda. jeżeli się uda, to super, a jeżeli nie, to cóż, tak się zdarza.
Tym razem wszystko poszło gładko. Przez dwanaście miesięcy mieszkałyśmy w przytulnym mieszkaniu w nowym bloku. Przyszli rodzice dziecka, które dla nich urodziłam, nie szczędzili karmili nas wykwintnymi produktami, kupowali Jagodzie i Poli zabawki, opłacali wyjścia do kina i na wesołe miasteczko. Dziewięć miesięcy później przywitałam na świecie zdrowego, pięknego chłopca.
Wróciłyśmy do naszej rodzinnej miejscowości; opłata za macierzyństwo zastępcze wystarczyła, by kupić dwupokojowe mieszkanie w naszej dzielnicy. Mieliśmy jeszcze przynajmniej rok życia, w którym nie zamierzaliśmy sobie nic odmawiać.
Dwa lata później znów zostałam matką zastępczą urodziłam dziecko dla rodziny z Chin.
Dziś mieszkam w dużym domu z córkami, które mają wszystko, czego potrzebują. Niektórzy patrzą na mnie krytycznie, ale nie widzę w tym nic złego: zapewniam swojej rodzinie dobre warunki, choćby jeżeli droga do tego prowadzi nietypowo.





