Zostałam matką zastępczą dwa razy: Teraz ja i moje dzieci mamy wszystko, czego potrzebujemy do szczę…

polregion.pl 3 godzin temu

17kwietnia 2024 r.
Dziś znowu muszę spojrzeć wstecz, bo życie przybrało taki zwrot, którego w młodości nie potrafiłam sobie wyobrazić. Miałam osiemnaście lat, kiedy urodziłam pierwszą córeczkę Zuzannę. Poród minął tak gładko, iż zrozumiałam, iż nie musi być straszny. Wtedy już w Polsce macierzyństwo zastępcze nie było tajemnicą i zaczęłam rozważać tę drogę jako ewentualność.

Moja rodzina nie należała do najbogatszych. Ojciec zarabiał jedynie tyle, by nas wyżywić, a matka ledwo wiązała koniec z końcem, opiekując się mną i trzema siostrami: Ewą, Grażyną i Haliną. W wieku siedemnastu lat poślubiłam Piotra. Mieliśmy Zuzannę i ledwo wiązaliśmy koniec z końcem brak pieniędzy, brak własnego mieszkania, ciągłe liczenie każdego grosza. Piotr nie wierzył w mój pomysł, choć ja widziałam w nim jedyne wyjście z kłopotów. Nie ma róży bez kolców mawiała babcia, a ja czułam, iż kolce to właśnie nasz los.

Niedługo przyszło drugie dziecko Klaudia. Finanse jeszcze bardziej się urwały, a Piotr, nie wytrzymawszy presji, opuścił dom. Zostałam sama z dwoma malutkimi dziewczynkami. Na szczęście mama Maria i siostry przyjechały z Podlasia i pomagały mi, kiedy wracałam z pracy. Mimo ich wsparcia nie mogliśmy przetrwać. Wtedy wpadłam na pomysł, który od lat krążył w mojej głowie: spróbować ponownie zostac matką zastępczą.

Pojechałam do Warszawy i zgłosiłam się w jednej z agencji macierzyństwa zastępczego. Pierwsze próby zapłodnienia nie przyniosły efektu, a ostatnia zakończyła się poronieniem. Wróciłam do domu z poczuciem porażki. Szósty miesiąc później natknęłam się na ogłoszenie w internecie klinika oferowała naprawdę korzystne warunki. Zadzwoniłam, myśląc: Co mam do stracenia?.

Tym razem wszystko się udało. Przez dwanaście miesięcy mieszkałyśmy w przytulnym mieszkaniu w nowoczesnym bloku na Pradze Południe. Przyszli rodzice dziecka, które nosiłam, nie szczędzili hojności kupowali nam drogie produkty, dawali Zuzannie i Klaudii nowe zabawki, opłacali wyjścia do kina i do ZOO. Po dziewięciu miesiącach urodziłam zdrowego chłopca Michała.

Zarobiona z macierzyństwa zastępczego opłata pozwoliła nam kupić dwupokojowe mieszkanie na naszej rodzinnej dzielnicy w Łodzi. Dzięki temu mieliśmy stabilność, której brakowało nam wcześniej, i jeszcze rok przed nami, w którym mogliśmy planować kolejne kroki.

Dwa lata później ponownie zostałam matką zastępczą tym razem dla rodziny z Chin.

Teraz mieszkamy w dużym domu przy ulicy Jana Pawła II. Zuzanna i Klaudia mają wszystko, czego potrzebują: własne pokoje, książki, przyjaciół i miłość. Niektórzy patrzą na mnie krytycznie, mówią, iż to nie jest normalne. Ja jednak wiem, iż zrobiłam, co trzeba, by zapewnić rodzinie godne warunki, choćby jeżeli droga była nietypowa.

Czuję spokój, iż moje wybory przyniosły korzyść najbliższym. Nie żałuję żadnego kroku, bo każde z nich było jak kolejny kamień na drodze do lepszego życia.

Z wyrazami wdzięczności,
Anna.

Idź do oryginalnego materiału