Słuchaj, to historia, która zmieniła całe moje życie, serio. Wszystko zaczęło się, kiedy dowiedziałem się, iż Basia, moja dziewczyna, spodziewa się dziecka. No wiesz, nasi rodzice od razu dali nam do zrozumienia, iż trzeba się pobrać. Więc zrobiliśmy wesele w Radomiu, a potem zamieszkaliśmy razem z moimi rodzicami, bo nie było nas stać na swoje mieszkanie.
Z czasem urodził się nasz syn, Staś. Chłopak był cudowny, dumny tata normalnie! Po jakimś roku udało się wziąć kredyt hipoteczny na mieszkanie w bloku to była podróż przez pół Warszawy do pracy, ale przynajmniej na swoim.
Po dwóch latach Basia powiedziała, iż jest znowu w ciąży. No i przyszła na świat nasza mała królewna Zosia. Wszystko szło w porządku, dzieci zdrowe, śmiechu pełen dom. Ale Im byli starsi, tym bardziej zauważałem, iż dzieciaki w ogóle nie są do mnie podobne. Ani Basia nie miała marchewkowych włosów, ani ja piegów, a tu oboje rudzi jak liski i cała buzia w piegach.
Coraz bardziej mnie to męczyło, wiesz? Charaktery też mieli zupełnie inne niż my. W końcu mówię sobie: Zrobię test na ojcostwo, bo muszę mieć pewność, iż te urwisy są moje. Wiem, głupi pomysł, mogłem po prostu pogadać z Basią, ale ciśnienie już takie było, iż nie mogłem inaczej.
Testy zleciłem w prywatnym laboratorium gdzieś na Pradze, dwie stówy wydane, wyniki po dwóch tygodniach. No i wyobraź sobie, ulga jestem ojcem, wszystko się zgadza! Wróciłem do domu, wyniki schowałem na dnie szafy, bo bałem się, iż Basia to znajdzie. I czemu wtedy tego nie spaliłem? Tego już nie ogarnę
No i co? Kilka dni potem Basia trzaska drzwiami, rzuca mi te papiery pod nogi i krzyczy jakby ktoś jej cały świat zburzył. Była tak wściekła, iż aż sąsiadka z dołu przyszła zapytać, co się dzieje. Mogłem to rozwiązać na spokojnie, ale nie pomyślałem. Basia nie mogła mi tego wybaczyć wyprowadziła się z dziećmi do swojej mamy pod Lublin.
Minęło już pięć lat i wiesz co? Nie pozwala mi widywać się ze Stasiem i Zosią. I powiem ci, iż żadna ciekawość nie jest warta rozbicia rodziny. Najgorsza decyzja w moim życiu. przez cały czas mam nadzieję, iż pewnego dnia Basia mi to wybaczy, bo strasznie tęsknię za dzieciakamiCzasem patrzę na stare zdjęcia wszyscy razem na pikniku, dzieci śmieją się z watą cukrową, Basia zerka na mnie przez ramię, jakby nic złego się nie wydarzyło. Wiesz, człowiek myśli, iż pewne rzeczy ma na zawsze, iż miłość przetrwa głupotę, nieufność a jednak nie zawsze tak jest. Teraz zostały mi tylko te zdjęcia i regularny przelew do Basi, bo przecież dzieciaki rosną, potrzebują nowych butów, lekcji angielskiego, wszystkiego.
Ale wiesz, mimo iż wielkiego happy endu nie będzie, czas leczy niektóre rany. Ostatnio Zosia wysłała mi rysunek mailem dwa domki, jedno duże serce pośrodku. Podpisała: Tato, pamiętam cię. I chyba o to chodzi: choćby kiedy nawaliłem, zostałem tatą. A kiedyś Może zapukają do moich drzwi, a ja wypiekę najlepsze naleśniki na powitanie. Trzeba wierzyć, iż jeszcze coś się sklei. Bo rodzina to nie tylko DNA i adres zameldowania, ale ten kawałek serca, który zawsze czeka.














