Zrobiłem test DNA i pożałowałem
Musiałem się ożenić, kiedy dowiedziałem się, iż moja dziewczyna jest w ciąży. Po ślubie sprowadziłem żonę do domu moich rodziców w Krakowie, bo nie było nas stać na mieszkanie na własną rękę. Minęło trochę czasu i zostałem ojcem wspaniałego chłopca, którego nazwaliśmy Bartosz. Niedługo później wzięliśmy kredyt hipoteczny w złotówkach, by zacząć wspólne życie w naszym mieszkaniu w Nowej Hucie.
Po pewnym czasie żona powiedziała, iż spodziewa się kolejnego dziecka. Przyszła na świat nasza ukochana córeczka, Oliwia. Dzieci rosły błyskawicznie. Z każdym rokiem coraz mocniej widziałem, jak bardzo różnią się ode mnie wyglądem. choćby z żoną nie mieliśmy aż tylu wspólnych cech z dziećmi oboje byli rudzi i mieli mnóstwo piegów, co jest rzadkością w naszych rodzinach.
Coraz częściej nachodziły mnie wątpliwości. W końcu postanowiłem zrobić test na ojcostwo. Może nie była to zbyt rozsądna decyzja, ale dręczyły mnie myśli i chciałem być pewien, iż zarówno Bartosz, jak i Oliwia są moimi dziećmi.
Po dwóch tygodniach niepewności odebrałem wyniki z laboratorium w centrum Krakowa na szczęście byłem ich ojcem. Odetchnąłem z ulgą, ale głupio schowałem te wyniki w szufladzie, zamiast je zniszczyć. Niestety, niedługo potem żona znalazła dokumenty i wybuchła ogromna awantura. Krzyczała tak, iż sąsiedzi w bloku na pewno słyszeli wszystko. Rozumiałem jej złość, jednak mimo moich przeprosin, nie umiała mi tego wybaczyć.
Od tego dnia minęło pięć lat, a moja żona nie pozwala mi widywać się z Bartoszem ani z Oliwią. Moja bezsensowna podejrzliwość odebrała mi to, co najważniejsze na świecie moją rodzinę. Dziś wiem, iż czasem lepiej zaufać bliskim i nie kierować się lękiem czy niepewnością. Mam cichą nadzieję, iż kiedyś żona mi wybaczy, ale przede wszystkim zrozumiałem, jak wielką wartością są rodzina i zaufanie.





