Strajki w latach 80., katastrofa autobusowa w Wilczym Jarze, otwarcie SDH Klimczok w Bielsku-Białej, wizyta Jana Pawła II na Podbeskidziu. Te i mnóstwo innych wydarzeń uwieczniał aparatem niegdysiejszy fotoreporter „Kroniki” – Bogdan Ziarko. – Zjeździłem nasz region wzdłuż i wszerz, byłem w każdym niemal miejscu – wspomina.
Bogdan Ziarko pochodzi z Gliwic, a fotografią zaczął się zajmować podczas studiów na Politechnice Śląskiej. – Działałem w Studenckiej Agencji Fotograficznej – opowiada. – Relacjonowaliśmy wiele wydarzeń studenckich: występy, juwenalia, rajdy czy zawody sportowe. Mieliśmy ciemnię fotograficzną, w której wywoływaliśmy odbitki, również w dużych formatach. Wieszaliśmy je później na ekranach przy jednej z ulic w Gliwicach. Trzeba przyznać, iż byliśmy jedną z najlepszych agencji studenckich w Polsce. W 1975 roku zajęliśmy pierwsze miejsce w ogólnopolskim konkursie fotografii reporterskiej Laur Czerwonej Róży, a ja zostałem najlepszym studenckim fotoreporterem.
Etat dzięki wystawie
Z Bielskiem-Białą zetknął się po raz pierwszy w 1972 roku, kiedy zorganizowano tu wydarzenie kulturalne „Politechnika dla Bielska”. W jego ramach odbyła się wystawa prac Studenckiej Agencji Fotograficznej w ówczesnym Biurze Wystaw Artystycznych (dzisiejsza Galeria Bielska BWA). Na ekspozycji znalazły się również jego fotografie.
Po ukończeniu studiów na Wydziale Energetycznym, Bogdan Ziarko przeprowadził się właśnie do Bielska-Białej i podjął tu pracę w Fabryce Samochodów Małolitrażowych. – Pracowałem w różnych działach, również w dziale reklamy. Na jego potrzeby zorganizowałem sobie ciemnię fotograficzną w piwnicy siedziby dyrekcji, a dyrektorem był wówczas legendarny Ryszard Dziopak. W końcu trafiłem do działu koordynacji produkcji w całej fabryce – wspomina. O przeprowadzce pod Beskidy zadecydowała również narciarska pasja inżyniera i fotografa. Z Bielska-Białej było bowiem bliżej na stoki niż z Gliwic…
Pewnego razu z Bogdanem Ziarką skontaktowało się szefostwo „Kroniki” (tygodnik nosił taki tytuł od września 1976 roku, do pierwotnej nazwy „Kronika Beskidzka” wrócił w styczniu 1990 roku). – Ówczesny redaktor naczelny Tadeusz Wielgolawski oraz dziennikarz Piotr Wysocki zapamiętali bowiem moje zdjęcia z wystawy w BWA. A szukali fotoreportera. Zaprosili mnie do redakcji, pokazałem inne moje przykładowe prace i w ten sposób w 1977 roku trafiłem do „Kroniki” – wspomina. – Z pracy w FSM-ie zrezygnowałem, mimo iż miałem tam bardzo dobre stanowisko. Cały czas traktowałem jednak tę pracę jako przejściową, a od dawna pociągało mnie właśnie dziennikarstwo. Już wcześniej współpracowałem z tygodnikiem „ITD” i różnymi czasopismami studenckimi.
Fiatem przez województwo
„Kronika” ukazywała się wówczas na terenie ówczesnego województwa bielskiego. – Jeździłem zatem po obszarze od Cieszyna na zachodzie, po Izdebnik na wschodzie i od Rycerki na południu, po Chełmek na północy. Często przemieszczaliśmy się razem z dziennikarzem opisującym dany temat, ale wybierałem się w teren również sam. Jeździłem albo służbowym Fiatem 125p, albo własnym maluszkiem – wspomina.

Jeden z pochodów pierwszomajowych w czasach PRL-u. Fot. Bogdan Ziarko
Redaktor naczelny Tadeusz Wielgolawski, dziennikarz bardzo ceniony przez środowisko, był perfekcjonistą. – Gdy robiłem zdjęcia ze spotkań czy rozmów jakichś osobistości, musiałem ujmować ich gestykulację i mimikę, by rzeczywiście na fotografii było widać, iż ci ludzie ze sobą dyskutują – opowiada Bogdan Ziarko.
Właśnie za zdjęcia z debaty między dyrekcją a pracownikami w zakładach Andropol w Andrychowie otrzymał trzecią nagrodę w kategorii fotoreportażu XXII Ogólnopolskiego Konkursu Fotografii Prasowej.
Strajki, Wałęsa i papież
Uwiecznił mnóstwo lokalnych wydarzeń, w tym wiele ważnych i historycznych. Do tych najbardziej pamiętnych należą strajki z lat 80. – Byłem jedynym fotoreporterem podczas strajków w FSM-ie i Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Komunikacji, więc te zdjęcia są unikatowe. Dobrze pamiętam również wizytę Lecha Wałęsy w Zakładach Chemicznych w Oświęcimiu – mówi.
Zdjęciem, które stało się historyczne, jest kadr przedstawiający papamobile z Janem Pawłem II na tle bielskiego Zamku Książąt Sułkowskich. Bogdan Ziarko wykonał je podczas krótkiej wizyty papieża na Podbeskidziu 22 maja 1995 roku. Pracował już wówczas w „Dzienniku Beskidzkim”, którym kierował redaktor Jacek Stroka. W ciągu jednego dnia, po wizycie w Czechach, papież odwiedził wtedy Skoczów, Bielsko-Białą i Żywiec. – Najpierw pojechałem do Skoczowa – wspomina Bielszczanin. – Robiłem zdjęcia podczas lądowania papieskiego helikoptera na boisku klubu sportowego Beskid oraz podczas mszy. Tym, co mnie najbardziej interesowało – oprócz osoby papieża – byli ludzie i ich przeżycia. Wmieszałem się w tłum i fotografowałem uczestników wydarzenia oraz malujące się na ich twarzach emocje. Zdjęcia te ukazały się w albumach poświęconych wizycie papieża na Podbeskidziu.

Jan Paweł II w Bielsku-Białej, 22 maja 1995 roku. Fot. Bogdan Ziarko
Drugim przystankiem na trasie Jana Pawła II było Bielsko-Biała. Najpierw papież spotkał się z prezydentem Lechem Wałęsą i premierem Józefem Oleksym, a następnie przedstawicielami Kościoła w kurii biskupiej. – Ale to mnie nie interesowało – przyznaje Bogdan Ziarko. – Chciałem zrobić zdjęcie z przejazdu papamobile przez miasto, z tłumami wiernych w tle, najlepiej na tle Zamku. Udałem się więc piechotą na róg ulicy Stojałowskiego. Dzięki dziennikarskiej przepustce mogłem stanąć przed publicznością i zrobiłem wymarzone ujęcie.
Czternaście lat wcześniej, 13 maja 1981 roku, wydarzeniem, po którym świat wstrzymał oddech, był zamach na papieża. Aby sfotografować związane z tym ludzkie emocje, Bogdan Ziarko pojechał następnego dnia do bazyliki w Wadowicach. – Zrobiłem zdjęcia, jak ludzie modlą się na klęczkach za papieża, a na ich twarzach malują się rozpacz, niepewność, żarliwość i nadzieja – opowiada. – Zrobiłem też zdjęcia telewizora, gdy pokazywano moment zamachu – zranioną dłoń papieża i jego osuwającą się postać. W efekcie mogliśmy poświęcić temu wydarzeniu okładkę gazety oraz całą stronę wewnątrz numeru.
Szturm na Klimczok
W archiwum Bogdana Ziarki są też fotografie z pochodów pierwszomajowych, wyburzeń różnych budynków w Bielsku-Białej, spalonego po pożarze z 1985 roku Domu Tkacza, budowy Domu Muzyki, kolejek przed sklepami czy otwarcia w 1988 roku Spółdzielczego Domu Handlowego „Klimczok”. Na to ostatnie wydarzenie przybyły tysiące ludzi chcących nabyć przeróżne towary. – Oczywiście poszedłem tam i robiłem zdjęcia nieprzebranych tłumów szturmujących nowo otwarty dom towarowy, próbujących dostać się do środka przez barierki, strącanych z nich przez milicjantów, a także tych szczęśliwców, którym udało się wyjść ze stoiska z kupionym dywanem, telewizorem czy motocyklem – opowiada Bogdan Ziarko. – Czas przemian w latach 80. był przeżyciem dla wszystkich Polaka, a dla dla mnie jako fotoreportera stanowił tym bardziej okres szczególny.
Uczniowie, sport i folklor
Innym znamiennym wydarzeniem w historii Bielska-Białej był protest uczniów i nauczycieli IV Liceum Ogólnokształcącego im. Komisji Edukacji Narodowej przeciw przeprowadzce z budynku przy ul. Mickiewicza do gmachu przy ul. Słowackiego. Również te pikiety uwiecznił na kliszach ówczesny fotoreporter „Kroniki”. Działo się to w 1989 roku. Pikiety nie przyniosły efektu i w 1990 roku szkoła musiała przenieść się dwie ulice dalej. Czas przeprowadzki również został przez Bogdana Ziarkę zrelacjonowany, a na jego zdjęciach widać między innymi uczniów wnoszących ławki do nowej siedziby.
Bielszczanin fotografował również życie sportowe regionu. – Było tego mnóstwo, chociażby mecze siatkarek BKS-u – mówi. – Znałem wielu naszych wybitnych sportowców, chociażby Mariana Kasprzyka, Zbigniewa Pietrzykowskiego czy Adama Małysza.
Wydarzeniami, które Bogdan Ziarko fotografował ze szczególną pasją, były imprezy folklorystyczne. – Od początku zakochałem się w folklorze. Bywałem na wszystkich edycjach Tygodnia Kultury Beskidzkiej, a moje zdjęcia ukazywały się również w katalogach TKB. Poznałem tam mnóstwo fantastycznych ludzi i wracam do tych czasów z ogromnym sentymentem – mówi.
Oprócz wydarzeń pozytywnych, trzeba było też fotografować momenty tragiczne. – Byłem na miejscu po katastrofie autobusów w Wilczym Jarze w listopadzie 1978 roku – wspomina. – Nieodżałowany dziennikarz i fotoreporter „Kroniki” Tadeusz Patan przyjechał tam pierwszy, ja pojawiłem się, gdy służby wyciągały już z wody ciała ofiar. Do dziś mam ten obraz w pamięci.
Fotografie do szuflady
Zdarzały się również sytuacje absurdalne. – Gdy fotografowałem rozbudowę siedziby ówczesnego Urzędu Wojewódzkiego, czyli dzisiejszego Starostwa Powiatowego, przyjechali funkcjonariusze jednej z organizacji wojskowych i oświadczyli, iż nie można fotografować tego budynku. Oczywiście było to kompletną bzdurą, ale o mało nie trafiłem do aresztu – opowiada. – Kiedy indziej, już w latach 90., robiłem fotoreportaż z jakiegoś wydarzenia kościelnego. Były tam też konfesjonały, ludzie się spowiadali, a ja fotografowałem wszystko. Po publikacji fotorelacji otrzymałem list od ówczesnego proboszcza z pretensjami i „naganą”.
Kolejki przed sklepami, lata 80. Fot. Bogdan Ziarko
W latach PRL-u wiele zdjęć – chociażby ze strajków – nie ukazywało się, bo nie przeszłoby przez cenzurę. – Robiłem je zresztą bez zlecenia, z własnej inicjatywy, „do szuflady” – opowiada. – Większość z nich prezentowana była już po 1989 roku na wystawie zbiorowej zorganizowanej przez Andrzeja Baturę w Galerii Fotografii B&B. Natomiast w Biurze Wystaw Artystycznych miałem w listopadzie 1990 roku wystawę indywidualną zatytułowaną właśnie „Fotografia reporterska z szuflady”.
W redakcyjnej ciemni
Gdy Bogdan Ziarko pracował w „Kronice”, fotografowanie i przygotowywanie zdjęć do druku wyglądało zupełnie inaczej niż dziś. – Moim pierwszym aparatem była lustrzanka Pentacon – wspomina. – W Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa-Książka-Ruch”, czyli wydawnictwie w Katowicach, któremu podlegała „Kronika”, wydzielano nam rolki filmowe. Na każdej z nich mieściło się tylko dwanaście zdjęć, więc trzeba było pstrykać bardzo oszczędnie. Dodatkową trudność stanowił fakt, iż w aparacie nie było podglądu, więc sztuka polegała na tym, by nacisnąć spust w najważniejszym momencie. Nie dało się sprawdzić, czy na przykład ktoś miał akurat zamknięte oczy – opowiada Bogdan Ziarko.
W redakcji mieściła się ciemnia. – Musiałem wywołać w niej film, rozpuścić chemikalia i zrobić odbitkę na papierze fotograficznym, czyli dzięki powiększalnika przenieść z negatywu na papier. Później osoba makietująca stronę gazety umieszczała to zdjęcie we właściwym miejscu, po czym raz w tygodniu makiety z tekstami, które były pisane na maszynie, oraz wklejonymi zdjęciami jechały samochodem do drukarni w Katowicach. Zdjęcia były oczywiście czarno-białe.
Klimat chwili
Bogdan Ziarko pracował w „Kronice” do roku 1990. Później przez krótki czas fotografował dla „Dziennika Beskidzkiego”, potem dla „Trybuny Śląskiej”. W latach 90. rozpoczął działalność indywidualną pod nazwą Beskidzka Agencja Fotograficzna, współpracując z różnymi znanymi gazetami oraz Centralną Agencją Fotograficzną. Jego prace prezentowane były na wielu wystawach w kraju i za granicą.
Fotografia prasowa była dla niego czymś więcej niż tylko pracą. Podchodził do niej zawsze z pasją, zaangażowaniem i w sposób przemyślany. Już w 1980 roku w folderze do jednej ze swoich wystaw w Bielsku-Białej pisał tak: – Fotoreporter nie ogranicza się do stereotypowej rejestracji faktów, ludzi, sytuacji – interesuje go autentyzm życia, notowanie na kliszy również nastroju, klimatu chwili, atmosfery zdarzenia. Jest w jego zdjęciach – poza oczywiście udokumentowaniem konkretnego wydarzenia – chęć, może choćby pasja zaprezentowania czegoś, co jest dla innych niedostrzegalne, a co stanowi wartość fotografii, nie tylko jako dokumentu, ale i jako zapisu obyczajów naszych czasów.
Budowa Spółdzielczego Domu Handlowego „Klimczok”, rok 1988. Fot. Bogdan Ziarko

Dom Tkacza po pożarze, rok 1985. Fot. Bogdan Ziarko
Budowa Szpitala Wojewódzkiego w latach 1984-85. Fot. Bogdan Ziarko
Zobacz film dokumentalny o 70 latach „Kroniki Beskidzkiej”:






