Zygmunt Kęstowicz i Pankracy – opowieść, której nie zetrze czas

twojacena.pl 4 godzin temu

Zygmunt Kęstowicz patrzy na zdjęcie.
Trzyma w dłoniach pluszowego Pankracego.
Uśmiecha się cicho.
To był jego wierny towarzysz.
Dla dzieci z lat osiemdziesiątych był legendą.
Co piątek stawał się ich przyjacielem.
Witał ich przed telewizorem.
„Piątek z Pankracym” to był rytuał.
Program stał się kultowy.
Piesek był jedną z najsłynniejszych lalek.
W historii polskiej telewizji nie było drugiego.
A mogło być całkiem inaczej.
Przed wojną Zygmunt miał inne plany.
Chciał studiować prawo.
Wybór dyktował mu ojciec.
Miał iść w jego ślady.
Wrzesień 1939 roku wszystko zmienił.
Plany zostały brutalnie przerwane.
Zygmunt znalazł się w Bydgoszczy.
Budował tam umocnienia mostowe.
Robił to razem z kolegami.
Byli z Junackich Hufców Pracy.
Potem przyszła ucieczka.
Cofali się z wojskowymi oddziałami.
Trasa wiodła aż do Warszawy.
W końcu dotarli do stolicy.
Tam życie toczyło się dalej.
Wtedy nadeszła wiadomość o ojcu.
Dowiedział się, iż ten został aresztowany.
Rozmawiał z bliskimi.
Doradzono mu, by ukrył się w lesie.
Powiedzieli: „Uciekaj, zanim po ciebie przyjdą”.
Czy uciekać?
Czy zostać i patrzeć w oczy losowi?
Zygmunt się zastanawiał.
Lekko nie było.
Strach towarzyszył mu co dzień.
Ostatecznie wybrał drogę na północ.
Popędził do Wilna.
Miasto już było pod okupacją.
Czekała go nowa, trudna rzeczywistość.
Musiał przetrwać.
Każdy dzień był walką.
Czas płynął inaczej.
Później przyszły sceny teatralne.
Wreszcie przygody przed kamerą.
Pankracy stał się częścią dzieciństwa.
Wiele rodzin wspominają te piątki.
Śmiali się razem.
Nauczyli się wierności.
Dziś Zygmunt patrzy na to z dumą.
To nie była tylko praca.
To była miłość do dzieci.
Historia, która nie zniknie.
Pozostanie w sercach.
Zygmunt Kęstowicz.
Pankracy.
Nigdy nie zapomniani.

Idź do oryginalnego materiału