1/32 Messerschmitt Bf 108
Weekend edition
Eduard – 3405
Dla tych co nie pamiętają ten Messerschmitt to nie jest nowość. Ba! to choćby nie jest model Eduarda a jedynie zapakowany przez nich projekt “Striped Fighter”. Do tego zapakowany w worki foliowe wyglądające gorzej niż “zestaw zaradnego polaka” czyli siatki na warzywa w biedrze.

W pudełku znajdziemy sześć ramek oraz jedną z elementami przeźroczystymi.






O większości problemów tego zestawu pisał już Tomek w recenzji wydania Profipack. Ale myślę iż warto o największym z nich wspomnieć także tutaj. Eduard przyzwyczaił nas do pięknych, ostrych linii i delikatnego nitowania. Tutaj tego nie ma. Zamiast „ponitowanego lustra” dostajemy fakturę przypominającą skórkę pomarańczy. W dużej skali 1/32 jest to szczególnie widoczne i niestety nie do zignorowania. jeżeli więc ktoś myśli o szybkim modelu prosto z pudełka – nie, to się nie wydarzy. Szlifowanie powierzchni to obowiązek, a nie opcja.




Tablica przyrządów krzyczy “wymień mnie na cokolwiek! wymień mnie!” – o dodatkach do tego modelu pisaliśmy tutaj.

No dobrze to czy są jakieś pozytywy? Na pewno wybór malowań i kalkomanie do nich.


Skoro to wydanie weekendowe to wiadomo – żadnych blaszek tutaj nie znajdziemy. A z nimi brak jest przede wszystkim pasów. Eduard proponuje je w formie kalkomanio… Może to rozwiązanie dla czegoś w skali 1/144, od biedy także w 1/72. Ale w 32? No nie jest to najmądrzejszy z pomysłów. Ale – o dodatkach do tego modelu pisaliśmy tutaj.

Kalkomanie przewidują także zegary do tablicy przyrządów – tutaj podobnie jak w przypadku pasów – każe inne rozwiązanie będzie lepsze niż to. Ale – o dodatkach do tego modelu pisaliśmy tutaj.

Za to oznaczenia dla wybranych malowań wyglądają bardzo dobrze.

A sam wybór malowań? No będzie zaskakująco niemiecki, z najatrakcyjniejszym malowaniem Tajfuna czyli pustynnym jako pierwszym.




To nie jest łatwy model. Weekend Edition Bf 108 w 1/32 wymaga pracy, cierpliwości i papieru ściernego. Dużo papieru ściernego. jeżeli ktoś liczył na „sklej i maluj” w stylu najnowszych edkowych wypustów – będzie rozczarowany. Z drugiej strony: po dopracowaniu powierzchni dostajemy ładną bazę pod efektowny model, z dobrymi bryłami, sensownymi detalami i świetnym oszkleniem. Taifun w wersji Weekend Edition to projekt z potencjałem, ale też z charakterem. A charakter – jak wiemy – trzeba sobie czasem wyszlifować.
Po relację z budowy (być może kiedyś) zapraszam na Facts in Scale
P.S. jeżeli podoba Ci się co piszę i pokazuje tutaj i chciałbyś mieć pewność iż nigdy nie zabraknie mi cienkiego kleju, możesz kupić mi kawę ( bo kleju ci u mnie dostatek), w serwisie
Zestawy przekazane do recenzji przez Eduard










.jpg)

