1/48 AV-8B Harrier II PLUS – UMA Model

kfs-miniatures.com 2 godzin temu

1/48 AV-8B Harrier II PLUS

UMA Models – D1001

Zacznijmy od szczerego wyznania, bo bez niego ten tekst nie miałby sensu: współczesne samoloty odrzutowe raczej mnie nie kręcą. Owszem, są wyjątki, są maszyny ładne, ciekawe, ale generalnie nie jest to moja naturalna strefa zainteresowań. Gdyby więc na rynku pojawił się nowy Harrier od nowego producenta, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, iż przeszedłbym obok niego, choćby nie zwalniając kroku.

I dokładnie tak byłoby z AV-8B Harrier II Plus w skali 1/48 od UMA Models. Gdyby nie jeden drobny szczegół. Poza tym, co lubię stricte modelarsko – co zresztą łatwo zauważyć po publikowanych warsztatach na naszym portalu – bardzo interesują mnie nowości modelarskie rozumiane jako nowe podejście do projektowania modeli, a nie tylko kolejny temat w innym pudełku. Nowe formy, nowe pomysły, nowe próby wyciśnięcia maksimum z plastiku. Tak było chociażby z Zero od FineMoldsa. I bardzo podobne wrażenie zacząłem mieć przeglądając zapowiedzi UMA.

Już na pudełku widzimy, iż kalkomanie wydrukował Cartograf, co automatycznie podnosi ciśnienie krwi w dobrym kierunku. Jest więc nadzieja — i jak się później okaże, bardzo słuszna — na wysoką jakość druku i projektu.

Sama zawartość zestawu wygląda jak odpowiedź na pytanie: „A co by było, gdyby dodatki które najczęściej wybierają modelarze dorzucić od razu do pudełka?”. Będą to maski, elementy fototrawione, części metalowe, wydruki 3D. Czyli zestaw kompletny – taki, który teoretycznie nie powinien wymagać żadnych zakupów „na boku”. Już to samo sprawia, iż model zaczyna wyglądać bardzo interesująco.

W pierwszych relacjach z budowy tego Harierra dużo można usłyszeć o połączeniu bardzo wysokiej jakości detali z łatwością budowy i idealnym spasowaniem, wręcz zahaczającym o hasło “snap kit”. Czy rzeczywiście tak jest? Tego nie wiem – modelu jeszcze nie zbudowałem. Na razie mogę jedynie przyjrzeć się temu, jak producent wyobraża sobie budowę na podstawie kolejnych kroków instrukcji. Ta ma formę broszury – małej książeczki. Jest czytelna i logiczna, choć trzeba uczciwie powiedzieć, iż druk jest dość blady. Nie przeszkadza to w budowie, ale fotografowanie jej to sport ekstremalny.


Budowę zaczynamy od fotela pilota i muszę przyznać, iż to bardzo dobry start.

Fotel ma odlewane pasy pilota, wygląda świetnie i absolutnie nie sprawia wrażenia, iż czegoś mu brakuje.

Po złożeniu podstawowej kabiny przechodzimy do montażu dziobu.


Detale na bokach kadłuba są bardzo ostre i czyste, zarówno pod względem linii podziału, jak i efektu trójwymiarowości. Wisienką na torcie jest czubek nosa odlany w jednym elemencie, co oznacza mniej szpachlówki, mniej nerwów.

Centralna część kadłuba to kolejny bardzo mocny punkt tego zestawu.


Kadłub w tej części składa się z dwóch elementów ale zaprojektowanych tak, iż ich łączenie nie zniszczy detali, których jest tu całkiem sporo.

Producent zastosował nie tylko nity wgłębne, ale również – tam, gdzie to uzasadnione – nity wypukłe, co daje dobre zróżnicowanie powierzchni.


Dysze wylotowe wyglądają świetnie – brak nadlewek, świetnie oddane żaluzje i zero wrażenia „plastikowości”. Szczerze mówiąc, blaszka fototrawiona nic by tu nie poprawiła.

Jeszcze ciekawiej robi się przy wlocie powietrza, który jest odlany w całości i dostępny w dwóch wersjach — z klapkami otwartymi i zamkniętymi.

Moje pierwsze wrażenie? „To musi być druk 3D.”
tylko iż nie, to wciąż plastik.

Tu też po raz pierwszy pojawiają się maski do zabezpieczenia pomalowanego wlotu, co przy jego obłym kształcie jest absolutnym zbawieniem i dowodem na to, iż ktoś naprawdę pomyślał o budowie tego modelu, a nie tylko o detalach.


Skrzydła składają się z dwóch elementów – klasyka, nic zaskakującego.

Detale są wyraźne, ale nieprzerysowane, co niestety w ostatnich latach zdarza się niektórym producentom.


Tutaj widać, iż ktoś poświęcił czas na projekt, a nie tylko „rozsypał nity po powierzchni”. Nie jestem specjalistą od Harrierów. Widziałem je na żywo głównie w Muzeum Lotnictwa w Krakowie. Ale choćby z tej perspektywy wszystko wygląda bardzo sensownie.


Przeglądając instrukcję co chwila trafiamy na różne warianty montażu, co bardzo cieszy. Fajnie móc zbudować coś w innej niż jedna konfiguracji. Dobrym przykładem tego jest rura do tankowania w powietrzu. Można ją zrobić w wersji otwartej lub zamkniętej.


Wspominam o tym dlatego, iż ten fragment plastiku wygląda na tyle dobrze iż po złożeniu mógłby spokojnie uchodzić za druk 3D lub odlew żywiczny.

Klapy występują w wariantach – mogą być wykonane w pozycji opuszczonej lub podniesionej.

Zarówno stateczniki poziome, jak i pionowe utrzymują ten sam, bardzo wysoki poziom wykończenia.

I muszę przyznać, iż na tym etapie mam bardzo wyraźne wrażenie, iż ten model po prostu chce się budować. A mówimy dopiero o mniej więcej połowie instrukcji.


W tym momencie mamy już: złożony dziób Harriera, kompletny kadłub oraz gotowy płat.

I teraz pojawia się coś, co producent bardzo mocno akcentuje w instrukcji — połączenie tych elementów, które teoretycznie nie wymaga użycia kleju.

Dopiero w połowie instrukcji pojawiają się wydruki 3D do kabiny. I bardzo dobrze, bo instrukcja od razu wyraźnie tłumaczy, iż to nie są klasyczne kalkomanie 3D. Nie moczymy ich w wodzie. Producent sprytnie dorzucił kody QR, które prowadzą do filmów instruktażowych na YouTubie. Skanujesz, oglądasz, robisz – prościej się nie da.



Rama wiatrochronu jest osobnym elementem, bardzo delikatnym i – co warto pochwalić – zapakowanym osobno w kartonowe pudełko.


Najpierw wklejamy lusterka z blaszki, potem oszklenie.

Oszklenie będzie wymagało polerowania (a przynajmniej mój egzemplarz tak ma). Poza tym pozostaje drobiazg, do którego mogę się przyczepić: szew na środku wiatrochronu, który trzeba usunąć. Ale umówmy się – przy tak dużych elementach przezroczystych to żadna sensacja i absolutnie nie robię z tego zarzutu. Dostajemy też dwie wersje owiewki: z linką wyrzutową i bez.


Przez dłuższą chwilę zastanawiałem się, gdzie adekwatnie producent przewidział użycie elementów metalowych, o których wspomina już samo pudełko. Przeglądając kolejne etapy instrukcji, długo nie było po nich śladu. W końcu jednak udało się je namierzyć – i wszystko stało się jasne.


Podwozie Harriera jest toporne. I dokładnie takie jest w modelu. Bez zbędnego „upiększania”.



Koła to kolejna ciekawostka – jest to przez cały czas wtrysk ale nie w ramce tylko… dostarczony osobno w efekcie nie ma ryzyka zeszlifowania bieżnika ( swoja drogą całkiem ładnego).


Pylony podwieszeń prezentują bardzo wysoki poziom detali i nie wymagają zastępowania aftermarketem.


Mając pylony podwieszone pod skrzydłami, instrukcja prowadzi nas do kolejnego etapu – i to takiego, o którym tak naprawdę powinniśmy zdecydować już na samym początku budowy. Chodzi o wybór, czy montujemy działka czy zestaw Lantirn



I tu bardzo ważna uwaga praktyczna: nie wolno tego etapu pominąć. Producent umieścił tę decyzję na samym początku instrukcji nie bez powodu. o ile zmienimy zdanie później, wywiercenie odpowiednich otworów w gotowym kadłubie może być po prostu bardzo problematyczne, jeżeli nie niemożliwe do zrobienia bez ryzyka uszkodzeń. To drobiazg, ale dokładnie taki, który potrafi zepsuć budowę, o ile się go przeoczy.


Jeśli chodzi o uzbrojenie, UMA Models oferuje zbiorniki paliwa, rakiety AIM-9M, bombę GBU oraz pocisk AGM-65. .


Jakość wykonania bomb i pocisków to maksimum, jakie można w tej chwili uzyskać z form suwakowych. Brzechwy są cienkie, czyste i nieprzerysowane.


Wisienką jest szablon do równego wklejania brzechw AIM-9M – mały detal, a cieszy.

Docieramy do końca instrukcji – i, daj Boże, również do końca budowy. Na ostatnich stronach znajdziemy: przewodnik kolorystyczny malowania kokpitu, instrukcję użycia wydruków 3D i elementów kokpitu, oraz przypomnienie o kodach QR, które prowadzą do filmów instruktażowych pokazujących, jak prawidłowo z tymi elementami pracować.


O dziwo wykaz ramek wchodzących w skład zestawu dostajemy na końcu instrukcji.

Dla porządku poniżej prezentuje przegląd ramek, o których nie wspominałem wcześniej, a które warto zobaczyć, żeby mieć pełen obraz zawartości pudełka.


Ostatnia strona instrukcji to referencje kolorystyczne, lista farb znanych producentów oraz instrukcja użycia masek.

Jeżeli chodzi natomiast o schematy malowań, to nie są one częścią samej instrukcji. Dostajemy je osobno w postaci dwóch dużych, w pełni kolorowych plansz. Do wyboru mamy trzy wersje malowania – i moim zdaniem najładniejsza jest ta z operacji Iraqi Freedom, z charakterystycznym czarnym baranem, czy też czarną owieczką.


Kalkomanie Cartografa wyglądają bardzo dobrze. Brak przesunięć, żywe kolory i świetne nasycenie czerwieni i żółci. Dokładnie tak, jak powinno być.


Nie znam się na Harrierach.

Wiem, co to za samolot, wiem gdzie latał — i na tym moja wiedza ekspercka się kończy.

Ale jedno wiem na pewno:

AV-8B Harrier II Plus 1:48 od UMA Models to model, który po prostu chce się budować.

Sprawia wrażenie przemyślanego, kompletnego i bardzo przyjaznego dla modelarza. Spasowanie zapowiada się bezproblemowo, detale są tam, gdzie trzeba, a wszystko, co potrzebne, jest już w pudełku.

Krótko mówiąc:

nic tylko kleić.

Po relację z budowy (być może kiedyś) zapraszam na Facts in Scale

P.S. jeżeli podoba Ci się co piszę i pokazuje tutaj i chciałbyś mieć pewność iż nigdy nie zabraknie mi cienkiego kleju, możesz kupić mi kawę ( bo kleju ci u mnie dostatek), w serwisie

Zestawy przekazane do recenzji przez UMA Models

Idź do oryginalnego materiału