1/72 D.H. Mosquito PR Mk. XVI
Special Hobby – SH72452
Gdy Special Hobby zapowiedziało wydanie moskitów w skali 1/72 wywołało tym niemałe poruszenie. W końcu do wyboru była Tamiya (choć tylko w jednej wersji) oraz Airfix, który skopał swój model, bo zapomniał, iż nie robi się projektów na podstawie eksponatów muzealnych. Gdy Mosquito od SH w końcu się pojawił na tapet wzięli go anglosascy spece i orzekli chórem, iż model jest fatalny, bo ma za szeroki kadłub. O ile? Ano tutaj właśnie są rozbieżności, bo wartość waha się od 0.8mm do aż 3mm. Ta ostatnia wartość wydaje się jednak całkowicie abstrakcyjna, bo taka różnica wydaje się niemożliwa do przeoczenia. Czy w tej recenzji będzie o tym coś więcej? Nie. Pozostawiam to do weryfikacji poszukiwaczom pretekstu do niekupowania, a ja się skupie na tym co znajduje się w tym konkretnym pudełku, Bez przykładania zawartości do bliżej nieokreślonych planów, lub co gorsza modeli innych firm.
A więc co znajduje się w tej edycji D.H. Mosquito w wersji rozpoznawczej dalekiego zasięgu?
Sześć, całkiem dużych ramek z szarego polistyrenu, szczodrze upakowanych częściami:






Jedna, równie duża, ramka z elementami przeźroczystymi:

Instrukcja montażu i malowania:

Arkusz kalkomanii:

Zacznijmy więc od najważniejszego, czyli ramek w kolorze szarym. Znajdziemy w nich od groma części, ale jak podpowiada nam instrukcja, wiele z nich nie będzie wykorzystanych. Największe elementy wyglądają ok, chociaż przyda się im polerka. Detali na nich niewiele, ale przecież mówimy o “wooden wonder” – samolocie wykonanym ze sklejki. Natomiast tam gdzie detale powinny się pojawić, to są. Na elementach w oryginale metalowych znajdziemy zarówno imitacje nitów wklęsłych jak i wypukłych. Również imitacja powierzchni krytych płótnem jest bardzo udana – wyraźna, ale nie przesadzona.









Na gondolach silników możemy dojrzeć zapadnięcia tworzywa. Spowodowane jest to kratownicą odtworzoną wewnątrz gondoli. Jedni powiedzą jamki skurczowe, inni – imitacje ugięcie sklejki.


Na wewnętrznych powierzchniach również znajdziemy detale. Zarówno w komorze bombowej jak i w miejscu kokpitu. Są choćby imitacje przewodów wewnątrz komór podwozia. Oprócz tego, co ma tam być, znajdziemy również wyraźnie zaznaczone miejsca pod wycięcia przeróżnych okienek, których w Mosquitach, szczególnie tych rozpoznawczych, było od groma.





Jeżeli chodzi o detale wnętrza, to są na bardzo dobrym poziomie. Tablice z zegarami, wolanty, bogate wyposażenie kokpitu i komór podwozia robi bardzo pozytywne wrażenie. Do tablic z zegarami producent przewidział kalkomanie, ale o ile ktoś będzie chciał zamiennik to na pewno go znajdzie i to w kilku wariantach.





Kolejne detale to wnętrza chłodnic i końcówki wydechów w kilku wersjach. Tutaj niestety werdykt jest bezlitosny: wymiana na aftermarkety będzie raczej nieunikniona. Niestety, ale końcówki typu “fishtail” są bardzo wymagające w kwestii wykonania w nich otworów.



W zestawie mamy dwa rodzaje śmigieł.


Na powyższych zdjęciach widać też dość nietypowe rozwiązanie w temacie kółka ogonowego, które składa się z dwóch połówek odlanych razem z widelcem. Mam pewne wątpliwości co do tego jak to będzie wyglądać. Natomiast koła podwozia głównego prezentują się wyśmienicie!

Trudno się też przyczepić do jakości elementów podwozia. Są choćby imitacje przewodów. Czy przesadzone, czy nie – zostawiam pod ocenę modelarzom.


Rozczarowaniem są zaś wloty powietrza do silników, które trzeba sobie po prostu wydłubać.

Imitacje zbiorników, bomb i innych detali nie budzą już zastrzeżeń. Na uwagę zasługuje, iż wszystkie powierzchnie sterowe i klapy są osobnymi elementami.






Elementy przeźroczyste są przyzwoitej jakości, ale nie obędzie się bez polerki. Natomiast brak jest zniekształceń, choćby na najbardziej obłych elementach. Powierzchnie, które mają być docelowo zamalowane, są zmatowione, co z pewnością polepszy przyczepność farby. W wersjach oszklenia z bąblami na bocznych szybach, ze względów technologicznych są one (te boczne szyby) wykonane jako osobny element do wklejenia. Trzeba być tutaj ostrożnym i wyposażonym w odpowiedni klej np. Ultra Glue od Ammo.






Kalkomanie, chociaż bez loga producenta, aż krzyczą, iż wykonał je Eduard. Mówi o tym przede wszystkim lekko sprany kolor niebieski i dość słabo nasycony czerwony. Niemniej, pomijając te dwa defekty, to mamy do czynienia z oznaczeniami wysokiej jakości. Druk jest ostry, detale wyraźne, a inskrypcje – choćby drobne – wyglądają jak napisy, a nie szeregi kropek. Napisy eksploatacyjne dostajemy w dwóch wersjach. Podobnie jak kilka oznaczeń: literę “F” na statecznik jednej z maszyn w wersji z tłem i bez niego, oraz dwie wersje oznaczeń dla jednej z maszyn (tej z pasiastym ogonem). No i oprócz dużego arkusza dostajemy erratę z brakującym oznaczeniem. Errata jest na tak małym arkusiku, iż o mało go nie zgubiłem.










Instrukcja montażu i oznakowania to dość gruba, zszyta książeczka. Model jest wcale skomplikowany, a więc i pracy przy nim sporo. Pierwsze strony to inwentaryzacja części, po której widać jak dużo z nich zostanie nam w magazynku. Tradycyjnie dla Special Hobby kolory są przedstawione tylko wg palety Gunze. Również tradycyjnie dla nowych wydań elementy wnętrza i detale są w instrukcji kolorowane na barwy zbliżone do tych, których trzeba użyć (chociaż RAF interior green jest bardziej podobny do sowieckiego turkusu, niż oryginalnego koloru z IIWŚ). Tam, gdzie to potrzebne, instrukcja pokazuje co trzeba nawiercić lub odciąć. Zastosowano też kod kolorów gdzie już zmontowane podzespoły są wyrysowane na niebiesko, a części do nich doklejane na czarno. No i przyjemna niespodzianka: klapy można wkleić w pozycji schowanej lub wychylonej BEZ żadnych modyfikacji tych elementów.










Ponieważ instrukcja naprawdę jest obszerna, zapraszam do jej przestudiowania na stronie Special Hobby, gdzie jest dostępna w wersji elektronicznej.
Malowań mamy sześć, z czego pięć w efektownym PRU Blue, oraz jedno w sreberku. Warto podkreślić, iż to sreberko malowane, a nie goły metal. Niby kolorystycznie jest jednorodnie, ale każdy z samolotów ma jakieś smaczki: wstawki kolorystyczne, nosearty, pasy inwazyjne itp., a więc większość może prezentować się na półce naprawdę efektownie.






Podsumowując: model w pudełku wygląda naprawdę solidnie. Ma kilka wad, ale na pierwszy rzut oka to drobiazgi, które można poprawić własnym sumptem, albo dodatkami, których na rynku już trochę jest. Mnie zawartość pudełka bardzo się podoba. A wracając jeszcze do tej nieszczęsnej “rozbieżności wymiarowej”, to proponuję poszukać i pooglądać w internecie zdjęć gotowych modeli Mosquita od Special Hobby. Dla mnie prezentują się bardzo dobrze i konia z rzędem dla tego, kto potrafiłby stwierdzić, czy kadłub jest za szeroki (jeżeli w ogóle jest).
Radek “Panzer” Rzeszotarski
P.S. o ile podoba Ci się to co robię na KFS-miniatures możesz kupić mi kawę na
Zestaw przekazany do recenzji przez Special Hobby




