200 dolarów za baryłkę ropy? Ekspertka z OSW: Jest gorzej niż 70 lat temu

natemat.pl 1 godzina temu
To tylko wąski szlak morski, ale jego znaczenie dla światowej gospodarki jest ogromne. Przez Cieśninę Ormuz przepływa około 20 proc. globalnych dostaw ropy naftowej i duża część LNG. – Kryzys energetyczny i surowcowy już się zaczął – alarmuje w Rozmowie naTemat Agata Łoskot-Strachota z Ośrodka Studiów Wschodnich.


Ponad połowa światowych zasobów ropy znajduje się w regionie Zatoki Perskiej. Aby surowiec trafił do odbiorców w Europie i Azji, musi przepłynąć przez wąską Cieśninę Ormuz. To właśnie tam dziś koncentruje się jeden z największych problemów globalnej energetyki.

Agata Łoskot-Strachota z Ośrodka Studiów Wschodnich, ekspertka ds. polityki i bezpieczeństwa energetycznego, w Rozmowie naTemat wyjaśnia, dlaczego wojna na Bliskim Wschodzie ma wpływ na cały świat. I tłumaczy, dlaczego stoimy u progu wielkiego kryzysu energetycznego, niewidzianego od choćby 70 lat.



20 milionów baryłek dziennie


Jak wyjaśnia ekspertka, przez Cieśninę Ormuz przestawało płynąć choćby 20 milionów baryłek ropy i produktów naftowych dziennie, co odpowiada około 20 proc. światowego zapotrzebowania. To skala większa niż podczas słynnych kryzysów naftowych z lat 70.

– Poprzednie szoki naftowe dotyczyły 7 proc. światowej konsumpcji. Kryzys sueski sprzed 70 lat to było 10 proc. Teraz mówimy o znacznie większej skali – podkreśla Łoskot-Strachota.

Problem dotyczy nie tylko ropy. Z rynku zniknęła też część LNG transportowanego głównie z Kataru. Według ekspertki to również około 20 proc. światowych dostaw skroplonego gazu.

Dlaczego Ormuz jest tak ważny?


Znaczenie cieśniny wynika z położenia państw Zatoki Perskiej. To właśnie tam znajduje się ponad 55 proc. światowych zasobów ropy, a możliwości eksportu innymi trasami są ograniczone.

– Żeby ropa z tego regionu dotarła do odbiorców w Europie czy Azji, w praktyce musi przepłynąć przez cieśninę – tłumaczy ekspertka. Jak dodaje, są alternatywy, ale bardzo kosztochłonne. Już zaczyna się uruchamianie dostaw innymi drogami, w tym ropociągami.

Ważne jest też, iż ropa z Bliskiego Wschodu znacznie różni się od tej z Wenezueli, USA czy Rosji. Dlatego też rafinerie nie są w stanie przestawić produkcji na inny rodzaj ropy z dnia na dzień i bez ponoszenia dodatkowych kosztów.

– Różne gatunki ropy mają inne adekwatności, a rafinerie są dostosowane do konkretnych typów. Zmiana rodzaju ropy wymaga inwestycji i dostosowania instalacji. Tego nie da się zrobić z dnia na dzień – zaznacza Łoskot-Strachota.

Skutki mogą odczuć wszyscy


Jeśli kryzys się przedłuży, skutki mogą być odczuwalne daleko poza Bliskim Wschodem. W grę wchodzą droższe paliwa, wyższe koszty transportu, w tym ostre wzrosty cen biletów lotniczych, presja inflacyjna i kolejne problemy dla przemysłu.

Pojawiają się choćby scenariusze, w których ropa mogłaby kosztować 200 dolarów za baryłkę. To byłby cios nie tylko dla Azji, która najmocniej zależy od dostaw z regionu, ale także dla Europy i reszty światowej gospodarki. – najważniejsze znaczenie będzie miało to, jak długo potrwa konflikt – podkreśla ekspertka OSW.

Całą rozmowę z Agatą Łoskot-Strachotą zobacz na kanale YouTube naTemat.

Idź do oryginalnego materiału