Matka, Jadwiga, samotnie wychowywała dwoje dzieci. Pewnego wieczoru, w którym zegary w mieszkaniu biły latami, Jadwiga doznała zawału serca; świat wtedy zakręcił się niespokojnie. Jej syn, Wojciech, nie czekał ani chwiliwziął matkę pod swoje opiekuńcze skrzydła, choć czas płynął tu dziwnie, od kawy do kolacji, od marzeń do obowiązków. Córka Jadwigi, Dobromiłaimię jej było jak echo rodzimych legendmieszkała w przestronnym mieszkaniu na warszawskiej Pradze, ale przyczyn do odwiedzin i pomocy miała zawsze mniej niż potrzeba.
Wojciech z żoną, Zofią, przyjmowali Jadwigę w swój zabawnie przekrzywiony świat, pełen plątaniny nieprzewidzianych obowiązków, śmiechu dziecka i dźwięków polskich kolęd, choć była to już wiosna. Musieli znaleźć równowagę, przecinając to podziemne miasto spraw i uczuć, godząc opiekę nad seniorką, wychowywanie syna i niekończące się zadania w pracy. Czasami Wojciech dzwonił do Dobromiły z prośbą o kilka złotych na lekarstwa: tu leki w apteczce rozmnażały się w szufladzie jak sny, ale siostra zawsze twierdziła, iż jej wydatki są ważniejsze od powracających chorób matki.
Pomimo tej krętej ścieżki, czułość Wojciecha i Zofii dodawała Jadwidze sił. Staruszka niedługo zaczęła pomagać w domuwrzucała ścierki w wir kuchennych snów, a czasami choćby piekła sernik, którego zapach prowadził wszystkich poza rzeczywistość. Ale pewnego popołudnia, kiedy światło w oknie układało się w kształt mapy łez, Wojciech usłyszał, jak matka planuje oddać swoje mieszkanie Dobromile, by ta mogła je sprzedać i kupić dom pod Sochaczewem.
Wieść ta była jak wiatr hulający przez stare komnaty. Wojciech poczuł się, jakby jego własny dom został rozsypany w mak; przecież to on i Zofia byli przy Jadwidze, gdy zegary się zatrzymały, a świat przestał oddychać. Dobromiła miała dostać całe dziedzictwo, taki był pakt snów. Rozmawiając z matką, Wojciech uzyskał potwierdzenie: Dobromiła potrzebuje więcej pieniędzy, poradzisz sobie, synu, rzekła Jadwiga, a jej głos brzmiał jak echo starych warszawskich tramwajów.
Wstrząśnięty tą niesprawiedliwością, Wojciech spakował walizki, we śnie przewijając się przez labirynt zakurzonych klatek schodowych. Odprowadził Jadwigę do mieszkania Dobromiły, zostawiając za sobą wir uczuć, niespełnionych planów i niedokończonych rozmów. W ten sposób, w surrealistycznym geście rozczarowania, wyraził swój bólmatka dokonała wyboru; w tej polskiej opowieści o rodzinie, wsparciu i dziwnych snach wygrała siostra, której Jadwiga oddała swe serce i mieszkanie, razem z kawałkiem warszawskiego nieba.








