Dziennik, 15 marca
Mam na imię Tomasz. Historia, którą dziś opisuję, wydarzyła się w naszym kraju, wśród bliskich mi osób, a jej główną bohaterką była Agnieszka. Znam ją od dziecka. Razem z Marcinem chodzili do liceum w naszym małym mazurskim mieście. Po maturze oboje dostali się na studia do Warszawy. Wynajęli kawalerkę na Woli, znaleźli pierwszą pracę i żyli razem, choć bez ślubu.
Pewnego dnia Agnieszka oznajmiła, iż jest w ciąży. Marcin spanikował i zostawił ją z dnia na dzień. Nie miał w planach bycia ojcem po prostu uciekł. Agnieszka była zdruzgotana, więc postanowiła wrócić do rodzinnego domu, aby urodzić i wychować dziecko przy wsparciu swojej mamy. Sprawy nie ułatwiała jednak matka Marcina pani Elżbieta znana osoba w naszym miasteczku. Bardzo gwałtownie rozpowiedziała wszystkim, iż dziecko Agnieszki na pewno nie jest Marcina. Twierdziła, iż Agnieszka miała kogoś innego, a mała z ich rodziną nie ma nic wspólnego. Sytuacji nie pomagał fakt, iż obie rodziny mieszkały po sąsiedzku.
Wielu znajomych wiedziało co się dzieje. Agnieszka urodziła śliczną dziewczynkę Zosię. Nigdy nie miała żalu do rodziny Marcina, chciała tylko spokojnie wychowywać córkę. Ale pani Elżbieta nie odpuszczała. Na każdym kroku powtarzała, iż Zosia nie jest podobna do Marcina, iż ma jasne włosy podczas gdy wszyscy u nich są czarnowłosi. Że nos nie taki, uroda przeciętna nie po ich rodzinie. Wmawiała, iż Agnieszka próbuje wymusić wejście do ich rodziny. Doszło do tego, iż Agnieszka zaproponowała test na ojcostwo, żeby zakończyć domysły.
Test okazał się rozstrzygający Zosia była córką Marcina. Pani Elżbieta nagle stała się przesadnie gościnna, zaprosiła Agnieszkę z córką do siebie i obdarowała małą drogimi ubraniami i zabawkami. Agnieszka, utrzymująca się z emerytury swojej mamy, była bardzo wdzięczna za wsparcie.
Po jakimś czasie teściowa zażądała, by Zosia przyjeżdżała do niej na kilka dni. Agnieszka się nie zgodziła dziewczynka miała zaledwie roczek. To rozwścieczyło panią Elżbietę. Groziła sądem o ustalenie kontaktów, straszyła, iż wnuczce lepiej będzie u niej niż przy bezrobotnej i samotnej matce. Przekonywała, iż Agnieszka jest młoda, ułoży sobie życie, urodzi kolejne dziecko, a ona zapewni Zosi szczęście. Głosiła też, iż ma znajomości w sądzie, więc sprawa jest przesądzona. Agnieszka postanowiła walczyć. Przez lata toczył się spór sądowy o prawo do opieki nad Zosią.
Kiedyś niechciana przez rodzinę dziewczynka, nagle stała się jej największym skarbem. Pani Elżbieta wystawiała świadków, śledziła Agnieszkę, fotografowała każdą wizytę w sklepie i na przystanku. Agnieszka musiała ukrywać się u rodziny na Podlasiu. To był ciężki czas. W końcu jednak sprawy przycichły. Marcin się ożenił, miał syna, a jego mama całą energię poświęciła nowemu wnukowi. Tymczasem Zosia rozpoczęła szkołę podstawową. Agnieszka przeprowadziła się do Warszawy, ale wracała do rodziców, gdzie zostawiała Zosię, bo ciężko było samotnie połączyć pracę i wychowanie córki.
Po paru latach poznała Rafała. Mama namawiała ją, by ułożyła sobie życie. Obiecała, iż zajmie się wnuczką. Agnieszka wyszła za Rafała, wynajęli mieszkanie i spodziewali się dziecka. Nie spieszyła się już z zabieraniem Zosi do siebie bała się, iż mąż nie pokocha córki z innym ojcem, a mama i tak opiekowała się Zosią najlepiej, jak umiała. Wokół domu były koleżanki, szkoła, wszystko tak dobrze znane. Tyle iż z czasem starsza pani zaczęła mieć poważne kłopoty ze zdrowiem, kilka razy jeździła karetką do szpitala, a Zosią opiekowali się sąsiedzi emeryci. Pani Elżbieta nie interesowała się już losem Zosi w ogóle. Nieraz spotykając mamę Agnieszki, rzucała złośliwie:
Miała mnie słuchać! Gdybym tylko dostała Zosię, byłaby dziś w najlepszym liceum, mówiłaby po angielsku i grała na pianinie. Matka ją porzuciła. Co z niej wyrośnie? Teraz mam wnuka jemu dam wszystko! Najlepszą szkołę, najdroższe zajęcia!
Marcin nigdy nie interesował się córką. W efekcie dziewczynka, o którą tyle lat toczono spór, okazała się niepotrzebna nikomu. Sami nie wiemy, jaka przyszłość ją czeka.
Dzisiaj rozumiem jedno: ludzie często walczą o coś nie z miłości, ale dla dumy i przekory. Najważniejsze jest dać dziecku miłość, czas i dom a nie drogą wyprawkę czy nazwisko. I żałuję, iż nie zawsze potrafiliśmy to okazać Zosi wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebowała.







