Antonina Kowalska idzie przez deszczową ulicę Warszawy, łzy mieszają się z kroplami deszczu na jej policzkach. Myśli z goryczą: Dobrze, iż pada. Nikt nie zobaczy, iż płaczę. Przeklina siebie w duchu: Sama sobie winna! Wpadłam w najgorszym momencie. Gość nieproszony. Szła, płakała, a potem nagle uśmiechała się, przypominając sobie dowcip, w którym zięć mówi teściowej: […]