14 października 2025
Dziś postanowiłam zapisać w pamiętniku kolejny fragment mojego życia, które od lat toczy się jak szalony rollercoaster. Jest mama i jest córka w moim wypadku córka przyjaciółki Ireny, mała Jadzia.
Wakacje spędziliśmy nad jeziorem w Mazurach. Krótkie wypady nad wodę, wieczorne ogniska i odrobina słońca wszystko skończyło się niespodziewanym, pięknym ciążą. Jadzia przyszła na świat w zdrowiu, mała, opalona, z czarnymi oczkami, prawdziwy promyk słońca.
Irena pracowała w biurze, a ja zajmowałam się mną i Jadzią. Wieczorami Irena lubiła uciec od codziennych obowiązków, by przespacerować się po molo i wypić trochę kawy. Czasem przyprowadzała znajomych do domu. Mama Jadzi, moja sąsiadka, wiedziała o tym, ale nie wtrącała się w życiowe decyzje Ireny.
Kiedy Jadzia skończyła pięć lat, Irena oznajmiła, iż wyprowadza się do nowego partnera. Mężczyzna nie wiedział jeszcze o małej, a ona prosiła mnie, by Jadzia mogła zamieszkać ze mną. Musiałam zrezygnować z części pracy, przejść na skromną emeryturę i zacząć liczyć każdy grosz. Irena od czasu do czasu dorzucała mi jedynie kilka złotych na kartę.
Jadzia bardzo tęskniła za mamą. Stała przy oknie, nasłuchując każdego szmeru w korytarzu, jakby chciała usłyszeć jej kroki. Irena pojawiała się coraz rzadziej, a ja wciąż otrzymywałam od niej przelewy na telefon.
Pewnego dnia Irena postanowiła odwiedzić Jadzię. Kupiła drobne upominki i słodycze, a po południu przyjechała, kiedy dziewczynka właśnie po kąpieli siedziała w piżamie przed telewizorem i oglądała Dziecięce bajki. Gdy usłyszała głos mamy, wstała ze stołka, rzuciła się na Irenę i mocno objęła ją ramionami: Mamusiu, kocham Cię! Tęskniłam tak bardzo!.
Jadzio, kochanie, nie krępuj mnie, proszę, odpuść mi ramiona. Ja też Cię kocham, powiedziała Irena. Dziewczynka nie chciała puszczać; jej małe ręce trzymały się tak mocno, iż Irena ledwo je odciągnęła. W końcu Jadzia objęła mamę po kolana i zapytała drżącym głosem: Nie odejdziesz? Nie zostawisz mnie już? Będziemy razem na zawsze?.
Jeszcze chwilę wytrwaj, Jadzia, zaraz przyjdzie mama i zabierze Cię do domu. Muszę już iść odparła Irena i pożegnała się, zamykając drzwi. Jadzia usiadła na podłodze, ręce złożone na kolanach, patrzyła w jedną pustą przestrzeń, nie płacząc, ale milcząc.
Wtedy moja babcia, która od lat mieszka ze mną w tym samym mieszkaniu, podeszła i usiadła obok dziewczynki. Mamo nie kocha, co? Dziś jest tak, ale ja jestem tu, kochanie. Nie jesteś sama szepnęła, podnosząc Jadzię z podłogi. Dziewczynka przytuliła się do babci, położyła głowę na jej ramieniu i zapytała: Babciu, opowiesz mi bajkę o kogucie i lisiczce?.
Oczywiście, kochanie. Najpierw ułożę Ci się i opowiem odpowiedziała babcia. Spojrzałam na Irenę, machnęłam ręką w stronę drzwi, a ona skinęła głową, jakby rozumiała, iż odchodzę. Życzę jej zdrowia, by mogła wychować swoje dziecko, i mam nadzieję, iż kiedyś się rozmyśli. Życie potrafi zaskakiwać.
Wspominam też sytuację z czasów PRL, kiedy pewna kobieta zostawiła męża, nie mówiąc mu o dziecku. Rok później wszystko wyszło na jaw, gdy matka potrzebowała pomocy medycznej. Mężczyzna, dowiedziawszy się, iż kobieta potraktowała dziecko po macoszemu, odrzucił ją, mówiąc, iż nie potrzebuje takiej matki dla swoich przyszłych dzieci.
Czasem ciężko uwierzyć w dobro, ale staram się trzymać przysłowia: Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Mam nadzieję, iż los jeszcze przyniesie nam trochę światła.














