W ostatnich tygodniach emocje ludzi, którym zależy na polskiej nauce, rozpaliło ogłoszenie o pracę zamieszczone przez Instytut Fizyki Polskiej Akademii Nauk. Początek ogłoszenia brzmiał jak wyzwanie – poszukiwana jest osoba z doktoratem z fizyki, 10-letnim doświadczeniem w pracy naukowej i rozległymi kompetencjami w zakresie obsługi wyrafinowanej aparatury badawczej.
Ale ci, którzy dotarli do końca ogłoszenia, zmierzyli się z uczuciem, którego doświadcza pewien redemptorysta, odwiedzając karmelitów bosych. Oto państwowy instytut oferuje za pracę na tym stanowisku – w Warszawie, na pełnym etacie – 4806 zł brutto. Czyli około 3600 zł netto.
Nie zaskoczyło mnie to, iż polskie państwo – decydujące o budżecie Polskiej Akademii Nauk – wycenia pracę naukowca z doktoratem z fizyki na jakieś 75 proc. wartości pracy kasjera w Biedronce lub 60 proc. pensji kierowcy warszawskiego autobusu.
Skoro zdaniem w tej chwili rządzących Czarnek przesunął wskazówkę na mierniku absurdów polskiej nauki do końca skali, to przecież Wieczorek z Kulaskiem zrobili z tej wskazówki całkiem wydajny wentylator. A najlepszym tego dowodem jest los Sieci Badawczej Łukasiewicz i dwa lata ciężkiej politycznej roboty jej Wielkiego Zegarmistrza.
Donald Tusk prawdopodobnie doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż fizykom – oprócz wynalezienia silnika parowego, spalinowego, elektrycznego i rakietowego, lasera, radia, telewizji, tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego, lotnictwa, komputerów, półprzewodników, nadprzewodników, kompozytów, łączności kwantowej, zegarów atomowych oraz akceleratorów cząstek – nie zawdzięczamy w zasadzie nic.
Od Archimedesa przez Newtona, Maxwella, Einsteina, Faradaya, Bohra i Plancka do samego Hawkinga fizycy to banda darmozjadów. Ten ostatni to choćby wysłowić się nie potrafił. No, może Heisenberg coś tam wniósł – dzięki serialowi Breaking Bad polscy politycy wiedzą, iż produkował w Nowym Meksyku doskonałą metaamfetaminę. A więc 3600 zł z budżetu państwa dla głąba z doktoratem z fizyki to i tak za dużo.
Ale żarty na bok. To ogłoszenie o pracę jest hańbą nas wszystkich. Jest hańbą dla polskiego państwa, jest hańbą dla polskiej klasy politycznej, jest hańbą dla nas – obywateli, którzy politykom na takie traktowanie polskiej nauki pozwalamy. Jest dowodem braku strategicznego myślenia o państwie. O jego przyszłości i źródłach siły.
To ogłoszenie jest aktem oskarżenia wobec rządzących tym krajem zdemoralizowanych idiotów, którzy nie rozumieją, iż choćby jeżeli nakradną wystarczająco dużo pieniędzy, by zabezpieczyć swoje dzieci i wnuki, to ich prawnuki też będą musiały gdzieś kraść. I nie rozumieją, iż dbanie jedynie o krótkoterminowy interes własnej koterii politycznej jest cechą protopaństwowych organizmów plemiennych, a nie państw nowoczesnych. Państwa nowoczesne podbijają i eksploatują protopaństwowe organizmy plemienne. Głównie dzięki rozwojowi nauki. A ich młodzież wykorzystują do zbierania bawełny w Georgii albo szparagów w Niemczech.
Stany Zjednoczone, rządzone przez wyśmiewanego Donalda Trumpa, wpisują do swojej strategii rozwój badań podstawowych jako warunek utrzymania dominacji w świecie.
Chiny czynią badania naukowe najważniejszym priorytetem rozwoju państwa – by amerykańską dominację podważyć. A w tym czasie w bantustanie nad Wisłą wodzowie Buszmenów płacą fizykowi z doktoratem mniej niż wynosi miesięczny koszt utrzymania psa w hotelu dla zwierząt.










