Bez szczęścia nie ma prawdziwego szczęścia: Historia Maricji, która po odrzuceniu przez rodzinę, sam…

polregion.pl 6 godzin temu

Bez odrobiny szczęścia nie byłoby szczęścia

I jak mogłaś dać się tak nabrać, głupia dziewucho! Kto cię teraz będzie chciał z dzieckiem przy boku?! I jak je utrzymasz?! Pomocy ode mnie nie licz! Wychowałam cię, ale nie będę już dźwigać twojego ciężaru! Wynoś się z mojego domu, zabieraj swoje rzeczy, nie chcę cię już tu widzieć!

Zofia słuchała tych krzyków z oczami spuszczonymi w podłogę. Ostatnia nadzieja, iż ciotka pozwoli jej zostać choćby na chwilę, by znaleźć pracę, znikała na jej oczach.
Gdyby mama żyła…
Ojca nigdy nie poznała, a matka zginęła piętnaście lat temu, potrącona przez pijanego kierowcę na przejściu. Władze chciały oddać Zosię do domu dziecka, gdy nagle pojawiła się daleka krewna kuzyn matki z Warszawy. Przyjęła dziewczynę pod dach, miała mieszkanie i wystarczające środki, by zająć się formalnościami.

Mieszkały na obrzeżach małego miasta na południu Polski, gdzie latem upały dawały się we znaki, a zimą często padało. Zosia nigdy nie była głodna, miała porządne ubrania i od dziecka musiała pomagać w domu i przy zwierzętach nie narzekała, taki los na wsi. Być może brakowało jej matczynego ciepła, ale kogo to obchodziło?

Uczyła się dobrze. Po liceum dostała się na pedagogikę. Studenckie lata minęły szybko, a teraz, z dyplomem w ręku, wracała do rodzinnego miasta. Ale jej serce wypełniał cień troski.

Wychodź, nie chcę cię więcej widzieć!
Ciociu Halino, chociaż…
Dość powiedziałam!
Dziewczyna chwyciła walizkę i wyszła w skwar dnia. Jak do tego doszło? Upokorzona, odrzucona, z ledwie widocznym brzuszkiem przyznała się do ciąży, nie potrafiła kłamać.

Musiała znaleźć schronienie. Szła z pochyloną głową, pogrążona w myślach, aż zatrzymał ją głos:
Może chcesz się napić wody, kochanie?

Rosła kobieta, około pięćdziesiątki, patrzyła na nią przenikliwie.
Wejdź, jeżeli jesteś pokojowo nastawiona.
Podała jej dzbanek zimnej wody. Zosia usiadła na ławce i piła łapczywie.

Mogę posiedzieć chwilę? Upał nie do zniesienia
Siedź, dziecko. Skąd jesteś? Widzę, iż masz walizkę.
Skończyłam studia, szukam pracy w szkole. Nie mam gdzie mieszkać Zna pani może kogoś, kto wynajmuje pokoje?
Kobieta, która miała na imię Wanda, przyjrzała się jej uważnie. Czysta, ale z cieniami pod oczami.

Możesz zamieszkać u mnie. Nie będę żądać dużo, ale opłacaj czynsz na bieżąco. jeżeli się zgadzasz, pokażę ci pokój.
Ucieszona zarówno towarzystwem, jak i dodatkowym dochodem w tym zapomnianym mieście, pokazała jej mały pokoik z oknem na sad. Łóżko, stara szafa, stół wystarczy.

W następnych dniach Zosia zadomowiła się i zaczęła szukać pracy. gwałtownie zaprzyjaźniła się z Wandą, pomagała jej w gospodarstwie. Wieczorami przy herbacie pod winoroślą rozmawiały o życiu.

Ciąża przebiegała dobrze. Zosia opowiedziała swoją historię: o Piotrze, chłopaku z uczelni, synu bogatych nauczycieli, który porzucił ją, gdy dowiedział się o dziecku. Zostawił jej pieniądze przydały się.

Dobrze, iż nie pozbyłaś się dziecka, mruknęła Wanda. Niewinny maluch jeszcze ci wiele euforii przyniesie.

W lutym zaczęły się bóle. Wanda zawiozła ją do szpitala. Zofia urodziła zdrowego chłopca Adama. Na oddziale słyszała o niemowlęciu, dziewczynce, której matka uciekła po porodzie.

Ktoś ją nakarmi? Bardzo słaba, powiedziała pielęgniarka.
Zosia wzięła ją w ramiona. Była delikatna jak śnieg.
Nazwę cię Jagoda, wyszeptała.

Kiedy kapitan Marcin Kowalski, ojciec dziewczynki, pojawił się, wszystko się odmieniło. W dzień wypisu czekał na nie samochód z niebieskimi i różowymi balonami. Oficer pomógł im wsiąść, wręczając dwa pakunki: niebieski i różowy.

Miasto jeszcze długo plotkowało o ślubie, który nastąpił potem. Kapitan, wzruszony dobrocią Zosi, poprosił ją o rękę. I tak Zofia, z Adamem na rękach i adoptowaną Jagodą, rozpoczęła nowe życie.

Kto by pomyślał, iż pewien upalny dzień i dzbanek zimnej wody mogą odmienić los tak wielu osób? Takie jest życie potrafi zaskoczyć na każdej, jeszcze nie odwróconej stronie.

Dziś wiem, iż nie można rezygnować, choćby kiedy wydaje się, iż wszystko stracone. Czasem szczęście przychodzi wtedy, gdy najmniej się go spodziewamy.

Idź do oryginalnego materiału