Bezdomny mężczyzna uratował tonącego chłopca z rzeki, ale zamiast podziękowań matka dziecka zaczęła na niego krzyczeć 😨😨

polregion.pl 3 godzin temu

Listopadowy wiatr ciął jak brzytwa, gdy znad rzeki niosła się wilgoć, przenikająca aż do kości. Na podwórku, między rozpadającymi się betonowymi garażami, bawił się pięcioletni chłopiec. Jego matka, Zofia Nowak, stała nieco dalej, przyciskając telefon do ucha i chichocząc nad żartami koleżanki.

Chłopiec zbliżał się niebezpiecznie do stromego brzegu rzeki, podczas gdy matka była całkowicie pochłonięta rozmową. Woda tamtego dnia była mętna i wzburzona ostatnie deszcze wzmocniły prąd. Jedno nieostrożne stąpnięcie i chłopiec wpadł z krzykiem do rzeki, a ciężki płaszcz natychmiast ciągnął go na dno.

Matka niczego nie zauważyła. Wciąż gadała przez telefon, tylko od czasu do czasu leniwie rozglądając się wokół.

Chłopiec desperacko walczył, by dopłynąć do brzegu, ale prąd znosił go coraz dalej. Krztusił się, łapał zimne powietrze, jego małe rączki bezskutecznie chwytały za nic.

Wtedy na drugim brzegu pojawił się mężczyzna ktoś, o kim mówiono w tej dzielnicy tylko z pogardą. Chudy, zaniedbany, znany wszystkim jako Łukasz Dębski. Bezdomny, który nocował w opuszczonym domu nieopodal.

Usłyszał krzyk dziecka i bez wahania rzucił się w lodowatą wodę, w swoich brudnych łachmanach. Fale biły go po nogach, próbowały powalić, ale nie ustawał, dopóki nie chwycił chłopca za kołnierz i nie wyciągnął go na brzeg.

Chłopiec łkał, blady i drżący. Dębski owinął go w swoją podartą kurtkę i niósł z powrotem w stronę domu.

Gdy zanieśli się pod dom, Zofia wreszcie ich zauważyła i krzyknęła:
Co ty sobie wyobrażasz, dotykając mojego syna?! Ty śmieciu!
Przecież się topił
Lepiej by się utopił, niż żeby miał trafić w twoje brudne łapska!

Dębski patrzył na nią w osłupieniu. Był zraniony, ale bardziej przeraziło go to, co widzi. Kobieta wrzeszczała na niego zamiast sprawdzić, czy jej dziecko żyje to było niewyobrażalne.

I wtedy Łukasz zrobił coś, czego nikt się po nim nie spodziewał coś, co było głęboko sprawiedliwe

Podjął nagłą decyzję: przycisnął chłopca do siebie, odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie.
Hej! Oddaj go! zawyła Zofia, ale bała się podejść bliżej.

Dębski spokojnie podszedł do domu starszej sąsiadki życzliwej i czujnej kobiety i zapukał.
Niech pani pomoże chłopcu powiedział, ledwie łapiąc oddech. Niech pani wezwie policję. Jego matka go prawie zabiła. Pani też to widziała.

Sąsiadka natychmiast zadzwoniła na policję. niedługo przyjechali mundurowi i zabrali Zofię, która wciąż rzucała obelgami. Dębski opowiedział wszystko tak, jak było, niczego nie ukrywając.

Po śledztwie sąd odebrał Zofii prawa rodzicielskie. Chłopiec został tymczasowo u sąsiadki, a potem trafił do rodziny zastępczej.

Łukasz Dębski zniknął nikt już go więcej w tej okolicy nie widział. Dopiero po miesiącach ktoś sobie przypomniał: to on uratował życie temu dziecku dziecku, któremu być może groziło coś gorszego, gdyby zostało z taką matką.

Idź do oryginalnego materiału