Byłaś potworem, mamo! Tacy jak ty nie powinni mieć dzieci.

newskey24.com 1 dzień temu

Weronika wyjechała z małego miasteczka do Warszawy.

Chciała studiować i zacząć nowe życie.

Poznała Marcina w klubie, podczas wyjścia z przyjaciółkami.

Przystojny warszawiak od razu jej się spodobał.

Jego rodzice wyjechali na roczny kontrakt za granicę.

Zakochała się gwałtownie i bez namysłu.

Wkrótce zamieszkała z nim w jego mieszkaniu.

Żyli na wysokim poziomie, bo rodzice przysyłali pieniądze.

Codziennie kluby, imprezy, znajomi.

Na początku Weronice to się podobało.

Potem przyszły zaległości i nieobecności na zajęciach.

Sesję zimową zdała z dwójami.

Groziło jej wyrzucenie z uczelni.

Obiecała sobie, iż się poprawi.

Zaszyła się w książkach, zamykała w łazience, gdy przychodzili goście.

Zdała poprawki i odetchnęła.

Postanowiła namówić Marcina, by się ustatkował.

– Daj spokój, Weron. Żyje się tylko raz – odpowiadał.

Przed matką udawała, iż wzięli ślub cywilny.

Bała się powiedzieć prawdę.

Pewnego dnia na zajęciach zrobiło jej się słabo.

Zakręciło jej się w głowie, zemdlała.

Policzyła dni i zrozumiała, co się dzieje.

Test ciążowy potwierdził jej strach.

Marcin namawiał na aborcję.

Pokłócili się pierwszy raz tak mocno.

Wyszedł z domu i nie wracał dwa dni.

Weronika płakała i czekała sama.

Wrócił, ale nie sam – wisiała na nim pijana blondynka.

Weronika nie wytrzymała i zaczęła krzyczeć.

– Ona nie wyjdzie. Wynoś się sama, histeryczko! – wrzasnął i uderzył ją.

Złapała płaszcz i wybiegła z mieszkania.

Dotarła piechotą do akademika, z opuchniętą twarzą.

Woźna, widząc jej stan, wpuściła ją bez słowa.

Nazajutrz przyszedł Marcin, przepraszał i błagał.

Obiecywał, iż już nigdy jej nie uderzy.

Weronika wróciła – dla dziecka.

Jakoś skończyła pierwszy rok studiów.

Bała się jechać do domu, ale w Warszawie też czuła strach.

Rodzice Marcina wracali z zagranicy.

Ojciec Marcina, poznawszy jej sytuację, zaproponował pieniądze.

– Zabierz to i wracaj do swojego miasta. Tak będzie lepiej dla wszystkich – powiedział chłodno.

Weronika poczuła upokorzenie.

Marcin stał w milczeniu, nie stając w jej obronie.

Nie wzięła pieniędzy, choć później żałowała.

Spakowała się i wyjechała do matki.

Matka, widząc córkę z brzuchem, od razu zrozumiała.

– Gdzie twój mąż? Wyszła na to, iż cię wyrzucił? – spytała podejrzliwie.

– Mamo, nie potrzebuję jego pieniędzy – odpowiedziała Weronika.

– To po co przyjechałaś? Mamy się tu zmieścić we czwórkę?

– We czwórkę? – zdziwiła się Weronika.

– Mam kogoś. Też chcę kobiecego szczęścia – wyznała matka.

– Gdzie mam iść, mamo? Rodzić będę – szepnęła córka.

– Wracaj do męża. Niech się tobą zajmie – odpowiedziała matka bez cienia litości.

Nigdy nie były sobie bliskie, ale teraz matka mówiła jak do obcej.

Weronika wzięła torbę i wyszła bez słowa.

Usiadła na ławce i rozpłakała się głośno.

Pytała siebie, dokąd ma iść.

Myślała, czy komuś jeszcze jest potrzebna.

Przez głowę przeszła jej myśl o samochodzie na ulicy.

Dziecko w brzuchu poruszyło się nagle.

Jakby coś wyczuło, jakby chciało żyć.

Zabrakło jej odwagi, żeby zrobić coś głupiego.

Wstała z ławki i otarła łzy.

Nie miała domu, ale miała siebie.

I to musiało na razie wystarczyć.

Idź do oryginalnego materiału