6 maja 2023, Warszawa
Czasem, gdy spoglądam wstecz, zastanawiam się, jak mogłam pozwolić, by to wszystko trwało aż tak długo. Kiedy w wieku osiemnastu lat wyszłam za Jaśka, wydawało mi się, iż trafiłam na dobrą rodzinę choćby jeżeli nie miałam wzorców z dzieciństwa. Dorastałam przecież w domu dziecka w Wesołej. O rodzinie wiedziałam tyle, co nic, koleżanek z podobnym doświadczeniem też nie miałam. W nowej rodzinie musiałam wszystkiego uczyć się na nowo a moim głównym kompasem stała się mama Jaśka.
Przecież w Polsce tyle się mówi o trudnych relacjach z teściowymi Ale ja naiwnie wierzyłam, iż skoro nie miałam własnej matki, teściowa, pani Halina, stanie się dla mnie jak matka. Częściowo miałam rację ona na pewno nie życzyła mi źle. Tylko iż postanowiła nauczyć mnie, jaka powinna być prawdziwa żona. Nigdy nie zapomnę jej słów: To żona ponosi winę, jeżeli mąż zdradzi.
Do dziś pamiętam, jak mnie te słowa ugodziły. Od zawsze sądziłam, iż winny jest ten, kto dopuszcza się zdrady. Ale pani Halina była innego zdania: iż żona odpowiada za niewierność męża, bo pewnie się zaniedbała i już nie pociąga go jako kobieta. Zapisuję sobie w pamięci, a potem także w notatniku: Nie przytyć. Zapisałam się do siłowni, chociaż przecież nigdy nie miałam problemu z sylwetką.
Gdy pokazałam, iż potrafię zachować talię, pojawiła się kolejna złota rada: W porządnej rodzinie oboje muszą pracować. choćby nie miałam na to wpływu zawsze chciałam pracować, by czuć się potrzebna. Ale odpowiedź pani Haliny na pytanie o urlop macierzyński do dziś dźwięczy mi w uszach: Urlop wychowawczy to twój problem sama sobie radź.
Nie zapisywałam już wtedy tych mądrości. Gdy po kilku latach urodziłam Martę i Antosię, zatrudniłam się na pół etatu jako opiekunka. Zarabiałam skromne pieniądze, ledwie 900 zł miesięcznie, ale wystarczało mi, by raz na jakiś czas pójść do fryzjera. Tyle iż znów usłyszałam od teściowej: Po co ci zabiegi i fryzjer, jak jesteś na urlopie wychowawczym? Pieniądze musisz oszczędzać.
Oddawałam wszystkie zarobione złote Jaśkowi. A praca w domu wiadomo, robiłam wszystko od A do Z. Pranie, sprzątanie, gotowanie, opieka nad dziećmi Wieczorami padałam na twarz, a czasem wręcz mdlałam ze zmęczenia, gdy jeszcze o dziewiątej, po uśpieniu dzieci, musiałam nastawiać pranie i gotować bigos na następny dzień. Jasiek spał wtedy spokojnie po raz dziesiąty, bo przecież pracował na utrzymanie rodziny.
Dziś widzę jasno, iż musiałam wylądować w szpitalu. Od tygodni bolał mnie brzuch i głowa, ale nie miałam czasu się tym zająć. Zdiagnozowano u mnie poważną anemię i zatrzymano na oddziale na czternaście dni. Przez cały ten czas ani razu nie odwiedzili mnie ani mąż, ani pani Halina. Dobrze, iż miałam pod ręką komórkę i mogłam zadzwonić do przyjaciółki, Magdy, która przywiozła mi świeżą piżamę i trochę domowego sernika.
Gdy wyszłam ze szpitala, wiedziałam, iż muszę zacząć od nowa. Nie zabierałam ze sobą wiele ani majątku, ani sentymentów. Złożyłam pozew o rozwód. Wiem, iż pozwoliłam, by narzucone mi mądrości nie tylko zniszczyły moje małżeństwo, ale też mnie samą. Ale teraz, gdy spisuję to wszystko w swoim dzienniku, pierwszy raz od wielu lat czuję, jakby powoli wracała do mnie nadzieja.














