Cichy poród, łzy matki, trudna decyzja i niespodziewana pomoc: historia Lilki, studentki, która chciała oddać nowo narodzoną córeczkę, ale dzięki wsparciu położnej i interwencji ojca dziecka zdecydowała się zatrzymać swoją małą dziewczynkę mimo przeciwności losu

newsempire24.com 5 godzin temu

Jestem położną w jednym z warszawskich szpitali już od wielu lat. Przez ten czas przeżyłam wiele wzruszających, ale i trudnych momentów. Na ogół personel nie miesza się zbytnio w sprawy rodzinne rodzących, ale ostatnio musiałam się zaangażować, ponieważ napotkałam sytuację, która naprawdę poruszyła wszystkich młoda studentka imieniem Bożena urodziła piękną córeczkę i od razu zdecydowała, iż odda ją do adopcji.

Bożena trafiła do szpitala z bólem brzucha i wyraźnie była już gotowa do porodu. Przez całe dziewięć miesięcy nie chodziła do żadnego lekarza ani nie umawiała się na wizyty kontrolne. Starałam się dowiedzieć, dlaczego tak postąpiła, ale nie chciała o tym rozmawiać. W tamtym momencie nie miałam czasu, żeby drążyć temat.

Poród przebiegł książkowo spokojnie i bez komplikacji. Bożena była bardzo cicha, słuchała wszystkich poleceń, nie narzekała ani nie prosiła o pomoc. Kiedy urodziła się dziewczynka, zaczęła głośno płakać, a matka miała łzy w oczach. Powiedziałam Bożenie, iż maleństwo jest zdrowe i trzeba się cieszyć, bo to ogromna radość.

Już na oddziale Bożena wyznała, iż nie zamierza zatrzymać dziecka. Poprosiła, żebym przekazała odpowiednią informację do ośrodka adopcyjnego.

Próbowaliśmy ją przekonać, by jeszcze raz przemyślała decyzję, ale była nieubłagana. Nie chciała choćby przystawić córeczki do piersi i prosiła, by nie naciskać.

Dziewczynka nie tolerowała ani sztucznego mleka, ani żadnych smoczków gdy tylko poczuła zapach matczynego mleka, natychmiast otwierała buzię, szukając piersi, której nie miała…

Noworodek zaczął tracić na wadze kilka dni później, podczas mojej kolejnej zmiany, podjęłam decyzję, żeby ponownie spróbować zainteresować Bożenę dzieckiem. Zignorowałam ostrzeżenia koleżanek i poprosiłam ją, by nakarmiła małą. Powiedziałam jej, jak ważne jest to dla zdrowia córki. Gdy tylko przystawiła dziewczynkę do piersi, mała zaczęła łapczywie ssać mleko. Wycofałam się z sali, zostawiając je same.

Po około pół godzinie wróciłam obie spały spokojnie, a matka delikatnie obejmowała malutką. Niedługo potem Bożena wyszła z dzieckiem na korytarz i usiadła tuż przy moim biurku. Powiedziała cicho, iż chciałaby zatrzymać córkę, ale nie wie, jak sobie poradzi w akademiku i co zrobić bez pieniędzy.

Długo rozmawiałyśmy. Dowiedziałam się, iż ojcem dziecka jest znany warszawski przedsiębiorca. Mężczyzna był żonaty, a wieść o ciąży nie została dobrze przez niego przyjęta. Proponował usunięcie ciąży, ale Bożena nie zgodziła się. Gdy przedsiębiorca powiedział żonie, ta przebaczyła mu zdradę, ale zaczęła wywierać ogromną presję na Bożenę, by oddała dziecko. Oferowali jej pieniądze, grozili, aż w końcu ojciec dziecka wyjechał z Warszawy, zostawiając studentkę samą. Jego żona wciąż nalegała na adopcję.

Na koniec Bożena wyznała mi, iż chce zatrzymać córkę, ale nie ma się gdzie podziać i nie wie, jak się utrzyma. Pogratulowałam jej odwagi i postanowiłam jej pomóc. Wiedziałam, iż nasz ordynator zna wielu wpływowych ludzi w Warszawie, więc poprosiłam go, by spróbował skontaktować się z ojcem dziecka. Ku zaskoczeniu wszystkich, przedsiębiorca nie unikał rozmowy zjawił się w szpitalu i razem omówili przyszłość Bożeny i ich córki. Okazał się bardziej odpowiedzialny, niż wszyscy myśleli.

Po wyjściu ze szpitala Bożena wynajęła kawalerkę na Pradze ojciec dziecka opłacił czynsz na rok z góry (około 30 tysięcy złotych) oraz przekazał jej wystarczającą sumę, by nie musiała początkowo martwić się o finanse. Obiecał także, iż będzie wspierał córkę i matkę. Wydawało się, iż sumienie wzięło górę nad dawnymi obawami.

Nie wiem, co się wydarzy dalej, ale wierzę, iż Bożena poradzi sobie i stworzy małej córeczce bezpieczny dom taki, jakiego obie najbardziej potrzebują.

Idź do oryginalnego materiału