Ciotka z wizytą, a żona w łzach

newsempire24.com 20 godzin temu

Dziś rano obudziło mnie głośne dzwonienie do drzwi. Po drugiej stronie łóżka moja żona też się zbudziła. Delikatnie pogłaskałem ją po ramieniu:

Kochanie, śpij dalej, ja otworzę. Podszedłem do drzwi i mruknąłem pod nosem: Któż to może być o tak późnej porze?

Gdy otworzyłem, zobaczyłem ciocię Wandę stojącą w progu z wielką torbą w rękach. Za nią, niepewnie przestępując z nogi na nogę, stał wujek Kazimierz.

Kochany siostrzeńcze! wykrzyknęła ciocia. Nie cieszysz się, iż mnie widzisz? Chodź, uściskaj staruszkę! Chwyciła mnie za ramię, jakby chciała udusić w uścisku.

Koniec spokoju pomyślałem z nostalgią, wciągając cioci bagaże do przedpokoju.

Reszta nocy minęła w chaosie. Ciocia odmówiła spania na kanapie, bo była za twarda. Potem zasugerowała, iż może ja powinienem ją położyć do łóżka.

Moja żona, Kinga, była w ciągłym osłupieniu. Nie minęła choćby godzina od przyjazdu cioci, a już przewróciła całe mieszkanie do góry nogami. W końcu wszyscy poszli spać ciocia z wujkiem zajęli nasze łóżko, a my z Kingą zostaliśmy na kanapie.

Jak myślisz, jak długo jeszcze zostaną? szepnęła Kinga, stawiając przede mną śniadanie.
Nie wiem. Zapytam, kiedy wrócę z pracy.

Żona nerwowo nasłuchiwała chrapania dobiegającego z sypialni, po czym wyszeptała:
Robert, boję się ich. Możesz wrócić dzisiaj wcześniej?
Spróbuję odparłem i wyszedłem.

Gdy wróciłem wieczorem, w jadalni czekał elegancko nakryty stół.
Wejdź, siostrzeńcze, świętujemy rodzinne spotkanie! zawołała ciocia z kuchni.
Kinga szepnęła mi do ucha:
Tak się cieszę, iż jesteś

Usiedliśmy do stołu.
Ciociu, od dawna jesteście w Warszawie? zapytałem.
Już nas wyrzucasz? Słyszysz, nie jesteśmy mile widziani burknęła ciocia do wujka.

O czym mówicie? Możecie zostać, jak długo chcecie! byłem zdezorientowany.
Zostaniemy z tobą, Robert na zawsze. Sprzedaliśmy już mieszkanie. Jesteście naszą jedyną rodziną. Nie wyrzucisz przecież staruszki na bruk, prawda? Tyle już nie pożyjemy, dasz radę wytrzymać? Ciocia teatralnie otarła łzę.

Szczęka mi opadła. Kinga wybuchnęła płaczem i wybiegła.
W pokoju zaległa niezręczna cisza. Wujek spokojnie dopijał zupę z talerza.

Dlaczego milczysz?! warknęła ciocia. Ty tylko jesz. Mógłbyś choć raz coś powiedzieć!
W pełni się z tobą zgadzam, droga odparł wujek.

Jesteś do niczego! krzyknęła ciocia. Zawsze tak jest. Ja o wszystkim decyduję, a on tylko się zgadza. Co to za mężczyzna?! Zwróciła się do mnie. Szczęśliwy jesteś, siostrzeńcze?
Zostaniecie, jak długo zechcecie! powiedziałem, w tym samym momencie słysząc, jak Kinga szlocha za drzwiami.

Bez entuzjazmu sięgnąłem po widelec. Wujek jadł z takim impetem, iż aż mi w uszach dudniło.

Gdy ciocia skończyła, oparła się wygodnie na krześle i westchnęła:
Najedzona. Robert, żartowałam. Jesteśmy tu tylko na badania w szpitalu, pewnie na trzy dni. A ty, siostrzeńcze, świetnie sobie radzisz. Widziałam, iż się bałeś, ale się nie poddałeś. Pamiętałeś o rodzinie. Po mojej śmierci dostaniesz nasze mieszkanie nie mamy dzieci. Jesteś naszym jedynym spadkobiercą.

Nigdy nie czułem takiej ulgi. Odpowiedziałem wesoło:
Niech ciocia żyje sto lat!

Przez te kilka dni Kinga zamieniła się w płaczącą dziewczynkę, bo nie potrafiła dogodzić cioci zupa była za słona, kotlety za twarde, pranie źle uprane, a podłoga źle umyta.

Gdy się żegnali, ciocia szepnęła mi do ucha:
Jak mogłeś się tak ożenić? Ta kobieta tylko beczy. Czy jest w ciąży?

Gdy drzwi zamknęły się za nimi, Kinga zaczęła tańczyć z radości:
Może już nie wrócą! powiedziała z nadzieją w głosie.
Nie wiem Chyba cioci się tu podobało.
Nie wytrzymam więcej! jęknęła.

Dzwonek znów zatrząsł się gwałtownie.

Serio, znowu?! Zerwałem się, ale to tylko budzik. Ha! roześmiałem się. Czekał mnie wspaniały dzień.

Idź do oryginalnego materiału