Co chcesz zabrać w podróż? – zapytała żona

twojacena.pl 14 godzin temu

Czy chcesz, żebym od razu wyniósł walizkę? zaproponowała żona.
Zabierz ją! odpowiedziała niepewna Ania, przygotowując się na długą odprawę.
Co to ma znaczyć? zdziwiła się, gdy usłyszała tak szybkie słowa.
Właśnie o to chodzi. Czy mam ci teraz wynieść walizkę? dodała Zofia.

Jaka jeszcze walizka? Sam weźcie swoje! pomyślała Zosia, poślizgnęła się na dywaniku w przedpokoju i wyszła; wrażenie, iż wszystko minęło gładko, nieco się zmąciło.

Wieczorem w domu rozległo się przerywane pukanie telefonu.
Będziesz mieć dziecko! My będziemy mieć dziecko! oznajmiła Zosia z wielką dumą, spoglądając na Piotra, czekając na reakcję. Czy nie jesteś szczęśliwy, kochanie?

Zosia Nowak pojawiła się na trzecim roku studiów medycznych w Collegium w Krakowie. Razem z Wiktorem Rydzewskim przenieśli się z innego miasta. Ojciec Wiktora, żołnierz, został oddelegowany do nowej jednostki, a rodzina musiała się przeprowadzić. Dziewczyna, z którą młody mężczyzna był w związku, ruszyła w pościg za ukochanym Zosia okazała się prawdziwą towarzyszką broni.

Wiktor nie był tak odważny. Kiedy po przeprowadzce Ania dowiedziała się, iż niedługo zostanie mamą, jej partner zniknął, niczym duch z radaru. Zniknął z kontaktu, zabrał dokumenty z ostatniego roku studiów medycznych i nie odbierał telefonów.

Wtedy Ania zauważyła zalotnego wykładowcę anatomii, profesora Leona Kaczmarka. Zosia była bystrą dziewczyną; jej kręcone włosy zdawały się pracować na pełnych obrotach. Powrót do domu z brzuchem wciągniętym w kłopoty nie wchodził w grę nie wróżyło nic dobrego.

Dziecko było jedyną nadzieją rodziców. Za niepowodzenie mogła dostać klapsa w tyłek. Co gorsza, przywołała ze sobą dodatkową głowę i w wielodzietnej rodzinie nie było miejsca na kolejne kłopoty.

Wtedy pojawiła się opcja trójdziestoletniego, ugruntowanego mężczyzny. Nie był tajemnicą, iż w rodzinie Leona nie było potomstwa.

Ania rozpoczęła zakazaną relację z zamężnym Leonem. Z euforią zauważyła, iż nie przywiązuje wielkiej wagi do środków antykoncepcyjnych chcąc wreszcie zostać ojcem.

No dobra, Leoniu pomyślała piękna Zosia spełnię twoje marzenie! Zostaniesz szczęśliwym ojcem! i ruszyła do działania.

Po półtora miesiąca mogła przekazać kochankowi radosną nowinę: dziecko przyjdzie na świat po siedmiu miesiącach kto go będzie pilnował? Rozsądny nie powie, a głupi nie zauważy.

Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Najpierw lekka kolacja w uroczystym klimacie: Zosia wynajęła pokój od samotnej babci za symboliczną sumę. Starsza pani, choć wiekowa, nie stawiała przeszkód w romansach, wystarczyło, iż płacono za media i od czasu do czasu podawano smakołyki. Życie emerytki nie było łatwe, a ceny w aptekach i sklepach pozostawiały wiele do życzenia.

Gdy Leon wypił kieliszek wina, a Zosia tylko łyk, podała mu pozytywny test ciążowy jak z serialu i wykrzyknęła:
Będziesz mieć dziecko! My będziemy mieć dziecko! Czy nie jesteś szczęśliwy, kochanie?

Mężczyzna nie zareagował tak, jak się spodziewano. Nie wziął jej w ramiona, nie zaprosił do tańca ani nie zaproponował małżeństwa. Po krótkiej ciszy odezwał się:
Nie jestem gotowy!

Na co nie jesteś gotowy? zdziwiła się Zosia, przekonana, iż zawsze był gotowy, jak harcerz!

Na dziecko!

Czyli do ojcostwa byłeś gotowy, a teraz przepraszam? uśmiechnęła się z nutą goryczy.

Leon zignorował pytanie i po prostu wyszedł.

Cholera, to nauczyciel! wykrzyknęła Zosia, nie szczędząc wulgaryzmów, bo w jej rodzinie nie było miejsca na obłudę językową.

Nie myślcie, iż mężczyzna był bez serca i podłym draniem po prostu był bezpłodny. Dziecko nie mogło więc pochodzić od niego. Co więcej, Leon pamiętał, iż Zosia kiedyś chodziła z zaginionym Wiktorem. Układ się, a układ był kompletny!

Bezpłodność Leona wzięła się z infekcji świnki, którą przechorował w dzieciństwie. Po trzech latach małżeństwa para zaczęła się badać: ciąża u żony nie wchodziła, choćby w sprzyjające dni. Wynik nasienia pokazał nie tylko niską liczbę plemników, ale i ich niewielką ruchliwość.

Kiedy potrzebna jest zastąpka, wystarczy jeden sprawny plemnik; gdy potrzebne są setki nie da się ich wymusić. To sekret, który znali tylko oni, ukrywając go w ścisłej tajemnicy i udając, iż pracują nad rozwiązaniem.

Później planowali wziąć dziecko z domu dziecka, ale najpierw żyli dla siebie, co nie było złe. O bezpłodności nie wiedział choćby ojciec Leona; jego matka już nie żyła. Ojciec cierpiał na nowotwór i był litościwie otaczany opieką, bo wszyscy mieli nadzieję, iż niedługo dostanie wnuka.

Choroba postępowała, więc Leon i Zofia postanowili, iż ojciec odejdzie w spokoju; niepotrzebna wiedza tylko przytłaczała.

Ich małżeństwo kwitło: Leon kochał Zofię, a Zofia całkowicie ufała mężowi. Mała zdrada jedynie cementowała ich związek. Po ogłoszeniu ciąży Zofii zainteresowanie Leona spadło, co wprowadziło dodatkowy zamęt.

Leon przestał zwracać uwagę na studentkę Annę Stępień i ona, nie mając nic lepszego, postanowiła przyjść pod jego drzwi. W jego nieobecności przyznała się żonie, iż ich miłość była czysta.

Zofia, zachowując spokój, odpowiedziała na słowa Zosi w sposób krótki i bez emocji:
Zabierz!

Co to znaczy? zdziwiła się Ania, przygotowując się na długą odprawę.

No i co? Czy mam ci wynieść walizkę? zaproponowała Zofia.

Jaka jeszcze walizka? Niech sami noszą! pomyślała Zosia, poślizgnęła się na dywaniku i wyszła; choć wszystko wydawało się w porządku, w tle pozostała gorycz.

Wieczorem w mieszkaniu rozległo się przerywane pukanie.

Kogo wierzysz, Zofio? zapytał z oburzeniem Leon. Nie masz już gdzie postawić prób! Czy mnie nie znasz? Jestem przecież przykładem dobrego gospodarza!

Leon rzeczywiście był wzorowym rodzinowcem, nie mającym skandali. Zofia jednak w pełni mu wierzyła i w tym momencie nie było już pytań. Nikt nie przybył z walizką.

Studentka Stępień, nie czekając na ukochanego, nie poszła do dziekanatu, ale podjęła decyzję o innym kroku, wiedząc, iż czasy partii już minęły.

Pójdziemy inną drogą! mawiał kiedyś wielki przywódca. I Zosia postanowiła skorzystać z jego słów.

Wyruszyła w stronę Jurka Serafina potencjalnego teścia Leona. Jego adres znalazła w internecie. Ojciec był w pewnym zamroczeniu po lekach, więc przywitał piękną, ciężarną dziewczynę, obiecując wnuka. Nie myśląc dwa razy, zaoferował jej pomoc materialną w wysokości trzydziestu tysięcy złotych miesięcznie, licząc, iż syn jeszcze się nie zdecydował. Był gotów wspierać ją, choćby gdyby miał się wycofać.

Zofia, otoczona taką pomocą, poczuła się zwycięzcą. Mogła kontynuować studia, a pieniądze pozwoliły jej żyć bez zmartwień.

Ciąża przebiegała bez poważnych nudności; Zosia kupowała różowe ubranka dla maleństwa, a badanie USG pokazało, iż to będzie dziewczynka. Od czasu do czasu odwiedzała dziadka Jurka, który z euforią podawał jej owoce, na które nie stać ją było wcześniej.

Kiedy nadszedł termin porodu, dziadek przyjechał po nią z wózkiem, choć sam miał problemy z chodzeniem. Obiecał, iż nie zostawi jej samej po swoim odejściu.

Oczywiście, nie zostawi! myślała Zosia, żując wiśnie. A ten chory Leon tylko łzy wyleje!

Jurek zmarł, gdy dziewczynce skończyło się sześć miesięcy; choroba go pokonała. Zosia przyjechała na pogrzeb, a sąsiadka zgodziła się zająć dzieckiem, choć Zosia nie mogła wziąć maleństwa z kołyski.

Dlaczego tak postąpiła? Może liczyła, iż w testamencie pojawi się zapis o wnuczce, bo Jurek obiecał. Niestety, testamentu nie było. Rodzina zareagowała zdziwieniem, ale nie zaprosiła jej na uroczystość.

Opiekunka przy pogrzebie wyjawiła prawdę, ukrytą na prośbę Jurka. Gdy Zosia próbowała wsiąść do autobusu na obiad pożegnalny, kierowca, na polecenie małżonków, zamknął drzwi. Autobus ruszył, a Zosia biegła, stukając pięścią w drzwi.

Zebrała trochę oszczędności: z tych trzydziestu tysięcy odkładała, a także otrzymała rodzicielski kapitał i zasiłek dla samotnej matki. Dzięki temu wystarczyło jej na życie.

Znalazła pracę w centrum medycznym, odbierając telefony, co wystarczyło jej wykształceniu. Dziecko umieściła w żłobku.

Rok po pogrzebie Jureks teść Zofia zaszła w ciążę ponownie tym razem płodność Leona się odrodziła.

Wreszcie w ich życiu pojawił się cudowny chłopiec, a euforia nie znała granic. Czasem Zofia wspominała incydent z Zosią, która rzekomo zajść w ciążę z jej mężem, ale odrzucała te myśli.

Boże, już nie ma co się burzyć, mruczała, widząc jak Leon jest opiekuńczym, kochającym ojcem. Reszta już nie miała znaczenia.

Idź do oryginalnego materiału