Co to za obsesja z tą Bogną? Po co ci żona, co się rozciągnęła jak balon po porodzie? Teraz wędruje po domu jak statek powietrzny. Myślisz, iż schudnie? Jasne, czekaj, będzie tylko gorzej!
Ale ona jest spokojna. I adekwatnie podoba mi się, iż nabrała trochę krągłości. Kiedyś była chuda jak patyk, a teraz ma prawdziwe kształty!
Fryderyk mówił tak o swojej żonie, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Jego najlepszy kumpel, Arkadiusz, natychmiast klepnął go po ramieniu.
Hej, nie wyolbrzymiaj, dobra? Kto się tym przejmuje? Pójdziecie razem na sylwestrową imprezę w biurze i będziesz się wstydził patrzeć kumplom w oczy. Jesteś wysoki, szeroki, przystojny. Kobieta ma swój moment, a my, faceci, jesteśmy potencjalnymi kawalerami w każdym wieku!
Fryderyk tylko pokręcił głową. ale w myślach wkradło się, iż może już zbyt długo siedzi w tym małżeństwie. Kiedyś był typem kawalera, dopóki Bogna nie odmieniła go. Spokojna, piękna, dobra, troskliwa. Gotuje tak, iż nie da się oderwać od talerza. Fryderyk przybrał na wadze ok. dziesięć kilo, a dopiero co mieli dziecko.
Trzeba regularnie wymieniać żony, jak stare opony! ryknął Arkadiusz ze śmiechem. Ja się rozwiodłem i teraz spotykam się z Kasią. Młodą, zgrabną. A jak coś nie wypali, zamienię ją na inną!
Po tej rozmowie Fryderyk nie mógł przestać rozmyślać o słowach przyjaciela. Arkadiusz go podgrzewał, a Fryderyk zaczynał przyjmować te myśli za własne. Może naprawdę zbyt długo tkwił w tym związku?
Bogno, przybrałaś
Ledwo zaczął, jak żona, trzymająca noworodka przy piersi, otworzyła szeroko oczy.
I co z tego? Kurcze, przybrałam pięć kilo czy to tragedia? To ja dbam o dziecko, nie śpię, pracuję z domu. Cały dom spoczywa na mnie: dziecko, praca, finanse, rachunki, zakupy, gotowanie! A ty chcesz mnie dręczyć z powodu kilku kilogramów?!
W sercu Bogny rozległ się huk, jak pęknięcie rury. Chciała wybuchnąć łzami, bo mąż nie docenił jej wysiłku. Gdyby odeszła, zostałby sam z tymi problemami i tonąłby w nich.
Po co ciągle harcujesz o te kilogramy? Przyniosłam na świat całego człowieka, a ty gadżety o wagę!
Bogna szlochając udała się do pokoju dziecięcego z maleństwem w ramionach. Fryderyk pozostał siedzieć w krześle. Gdyby miał inną żonę, może nie krzyczałaby tak.
Z każdym dniem Fryderyk tonął coraz głębiej w nasionach, które posiał mu przyjaciel. Coraz bardziej przekonywał się, iż Arkadiusz ma rację. Nie zostawiłby dziecka pomógłby ale mieć plan B nigdy nie zaszkodzi.
Patrz, jak Lidia z drugiego działu na ciebie patrzy! Pożera cię wzrokiem! Jest wolna, sprawdziłem. Piękna, atletyczna. Wygląda jakby mogła wisieć w galerii! Twoja Bogna przy niej nie wypada! mówił Arkadiusz, podchodząc do stołu.
I rzeczywiście, przy dystrybutorze wody stała Lidia, młoda i atrakcyjna, co jakiś czas rzucając spojrzenia w stronę kolegów. Fryderyk nie dostrzegł tego ognia w oczach, o którym krzyczał Arkadiusz. Ale Arkadiusz miał większe doświadczenie musiał wiedzieć lepiej!
Wrócisz do domu, a czekać na ciebie będzie taka kobieta! Hełmy, bielizna, wszystko, co uszczęśliwi mężczyznę! A twoja? Pewnie w szlafroku z plamami po jedzeniu dziecka! Starzejesz się, i niedługo będzie trudniej znaleźć dziewczynę.
Arkadiusz poklepał Fryderyka po ramieniu, po czym wrócił do swojego działu, rzucając kilka brudnych dowcipów w stronę Lidii. Fryderyk poczuł ukłucie zazdrości wobec przyjaciela. Arkadiusz zawsze potrafił znaleźć wspólny język z kobietami, zagadać, a następnego dnia pochwalić się numerem telefonu lub zdjęciem ze udanej nocy.
Fryderyk poszedł odwiedzić matkę i zaczął opowiadać, iż jego żona przestała mu odpowiadać. ale Helena, matka, która zawsze stała po jego stronie, tym razem nie poparła go.
Ty mały drań, twoja żona dała ci dziecko, pracuje, prowadzi dom, jest piękna i ty podnosisz nosem?! Wy, faceci, zawsze patrzycie na las zamiast drzew. Na końcu skończycie sami, wycie w księżyc!
Słowa matki przeszły mu obok uszu. Wciąż łapał spojrzenia Lidii w pracy, myśląc, iż przyjaciel ma rację. Czas płynie nie znajdziesz już takiej młodej kobiety, nie trzeba wróżyć, żeby to zobaczyć. Pewnego dnia Fryderyk wrócił do domu tak przytłoczony, iż nie mógł myśleć ani mówić o niczym innym niż słowa Arkadiusza.
Usiadł naprzeciw żony, która kołysała dziecko po kolejnej nieprzespanej nocy. Cienie pod oczami, skóra nie tak jędrna jak kiedyś, brak sportowej sylwetki. Zrozumiał, iż ją kocha, ale przerażało go, iż może tracić wszystkie męskie szanse.
Wiesz, Bogno, chyba powinniśmy się rozstać. Zmieniłaś się po porodzie. Zdałem sobie sprawę z wielu rzeczy i może to naprawdę czas.
Słowa Fryderyka były niepewne, szukały łagodniejszej formy, a on czuł się jak idiota, jakby wpadł w pułapkę telefonicznego oszusta i teraz unikał spojrzeń.
Na początku Bogna nie odpowiedziała. Spojrzała w jego oczy, w których nie było gniewu, a jedynie zmęczenia. Położyła dziecko w kołysce, spakowała dwa walizki, wzięła malucha i ruszyła w korytarz. Nie powiedziała mu nic, dopóki nie wróciła po drodze.
Fryderyk chciał krzyczeć, powstrzymać ją, uklęknąć i przeprosić. ale gdy wyobraził sobie, jak upokarza się przed Arkadiuszem, te myśli go opuściły.
Wiesz co, Fryderyku Może powinieneś na jakiś czas zamieszkać sam bez mnie, bez naszego synka. Kiedy miałeś wypadek i leżałeś w łóżku, opiekowałam się tobą cały rok. Pracowałam, opróżniałam pojemniki, zmuszałam cię do ćwiczeń, szukałam najlepszych lekarzy, brałam pożyczki i spłacałam je. Nie powiedziałam wtedy słowa o rozwodzie, a ty wyrzuciłeś mnie z dzieckiem w ramionach przez pięć kilo.
Bogna odwróciła się i odszedła, nie czekając, aż świadomość dotrze do zdumionego twarzy Fryderyka. Stał w progu i słyszał, jak jej kroki znikają, czując jedynie przytłaczającą świadomość popełnionego, nieodwracalnego błędu.
Następnego dnia wrócił do pracy w złym nastroju. Wszystko spadało mu z ręki. Arkadiusz kręcił się wokół niego, gratulując, łapiąc rękę jak chłopcy na podwórku.
No i to koniec idź podrywaj Lidkę. Co za bomba inaczej ją zagarnię!
Arkadiusz śmiał się, ale Fryderyk nie był rozbawiony. Spojrzał w górę, a Arkadiusz zdawał się to rozumieć.
Powiem ci, Arkusiu. Byłem idiotą, wierząc ci w to. Miałem żonę, o którą każdy facet by by się poślubił! Mam syna, dobrą rodzinę! Nie potrzebuję twoich młodych panno!
Mówisz jak podwiązany mąż, a nie mężczyzna!
A mężczyzna w twoim słowniku to ktoś, kto porzuca żonę i własne dziecko? Albo facet, który nie potrafi trzymać się jednej kobiety i skacze od jednej do drugiej, jak pies na smyczy, gdy tylko szelest spódnicy?
Arkadiusz wziął się do serca za słowa Fryderyka. Przyjaciele spierali się ostro. Fryderyk postanowił, iż jeżeli nic się nie zmieni, nie będzie już przyjaźnił się z Arkadiuszem. Z takim najlepszym przyjacielem nie potrzeba wrogów.
Tego samego dnia Fryderyk podszedł do żony z ogromnym bukietem kwiatów. Ukląkł na kolana i błagał o wybaczenie, szczerze przyznając, iż dał się nabrać na opowieści przyjaciela. Winę przyznał sam sobie i prosił o przebaczenie. Bogna wybaczyła mu; wrócili do mieszkania i zaczęli żyć w zgodzie. Fryderyk poczuł, iż kocha ją bardziej niż kiedykolwiek. Nie widział jej już tylko jako pakiet do małżeństwa.
Dla niego Bogna stała się najpiękniejszą, najwspanialszą kobietą. Niech się pieprzy te kilogramy, zmęczone spojrzenie. Fryderyk zaczął aktywnie pomagać żonie, przejmując więcej obowiązków z dzieckiem. Siedział z maluchem, wstawał w nocy, układał go do snu. Przejmował pranie i gotowanie, kiedy trzeba. Tymczasem żona rozkwitła zapisała się na siłownię.
Krok po kroku ich związek wrócił na adekwatną drogę. Fryderyk obiecał sobie, iż nigdy więcej nie zrobi czegoś takiego. Cała sytuacja stała się dla niego istotną lekcją: zawsze trzeba myśleć samodzielnie.











.jpg)