Codziennie odwiedzam wnuki w ich szkole

twojacena.pl 3 godzin temu

Codziennie idę do szkoły mojego wnuka.
Nie jestem nauczycielem ani pracownikiem to tylko dziadek z laską i sercem, które nie umie stać w miejscu, gdy wnuk potrzebuje wsparcia.

Nazywam się Wojciech Kowalski i robię to dla Kacpra mojej dumy, mojej radości, mojej przyczyny, by żyć.

Pierwszy raz zobaczyłem go samego, gdy był mały. Siedział na ławce pod starym dębem.
Inne dzieci biegały, śmiały się, grały w piłkę.
On tylko patrzył, ręce na kolanach, z wzrokiem kogoś, kto pragnie przynależeć, ale nie wie jak.

Gdy go tego dnia odbierałem, zapytałem:
Dlaczego nie bawisz się z innymi?
Wzruszył ramionami.
Nie chcą, dziadku. Mówią, iż jestem za wolny i nie rozumiem zasad.

Tej nocy nie spałem.

Następnego ranka poszedłem do dyrektorki.
Pani Ewo, chciałbym prosić o specjalne pozwolenie. Chcę przychodzić do Kacpra na przerwie.
Spojrzała na mnie łagodnie.
Panie Wojciechu, rozumiem pana troskę, ale
Nie ma żadnego ale. Ten chłopiec to moje życie. jeżeli szkoła nie potrafi sprawić, byś czuł się włączony, zrobię to ja.

Odtąd codziennie o dziesiątej trzydzieści przekraczam niebieską bramę szkolnego podwórka.

Na początku dzieci patrzyły na mnie z ciekawością stary człowiek w słomkowym kapeluszu i z laską między nimi.
Kacper się wstydził.
Dziadku, nie musisz przychodzić.
Wstydzić się czego? Że twój dziadek cię kocha?

Zaczęliśmy powoli. Graliśmy w domino, potem w warcaby.
Kacper śmiał się, gdy udawałem, iż nie widzę jego małych oszustw.

Aż pewnego dnia podszedł do nas chłopiec.
W co wy gracie? spytał.
W chińczyka odpowiedziałem. Chcesz dołączyć?
Miał na imię Tomek. Sześć lat, brakowało mu przednich zębów, ale jego uśmiech rozświetlił całe podwórko.

Kacper cierpliwie wytłumaczył mu zasady.

Następnego dnia Tomek wrócił, przyprowadzając koleżankę, Oliwię.
Tak nasz kącik stał się miejscem spotkań, pełnym śmiechu i przyjaźni.

Pojawiła się skakanka, a niedługo zaczęliśmy małe zawody.
Kacper nie skakał najszybciej, ale inne dzieci dostosowały tempo.
Dasz radę, Kacper! krzyczała Oliwia.
Pięć skoków! Nowy rekord! cieszył się Tomek.

Patrzyłem na nich z wilgotnymi oczami i sercem pełnym radości.

Pewnego dnia podszedł do mnie nauczyciel wuefu.
Panie Wojciechu, to, co pan robi, jest niezwykłe.
Jestem tylko dziadkiem, który kocha swojego wnuka odparłem.
Nie odpowiedział z uśmiechem to uczy nas czegoś, o czym czasem zapominamy: iż każdy zasługuje na swoje miejsce, niezależnie od szybkości.

Minęły trzy miesiące.
Wciąż przychodzę.
Ale już nie dlatego, iż Kacper jest sam.

Przychodzę, bo teraz czeka na mnie ośmioro czy dziewięcioro dzieci, które krzyczą Dziadek Wojtek!, gdy przekraczam bramę.
Bo mój wnuk ma przyjaciół, którzy go zapraszają, bronią i rozumieją.

Dziś rano, gdy graliśmy w chowanego, Kacper mocno mnie przytulił.
Dziękuję, dziadku.
Za co, synku?
Że mnie nie zostawiłeś. Że nauczyłeś mnie, iż można być innym.

Uklęknąłem przed nim i powiedziałem:
Kacper, to ty mnie nauczyłeś. Że miłość nigdy się nie męczy, iż nigdy nie jest za późno, by coś zmienić, i iż prawdziwa odwaga to być przy kimś, gdy jesteś potrzebny.

Dzwonek zadzwonił. Dzieci pobiegły do klas.
Kacper już nie chodzi ze spuszczoną głową.

Wrócę jutro. I pojutrze też.
Bo bycie babcią czy dziadkiem to nie tylko opieka.
To budowanie mostów i przypominanie światu, iż nikt absolutnie nikt nie powinien być sam na placu zabaw życia.

Idź do oryginalnego materiału