Jednak ponad dwie dekady temu ten zakład przestał istnieć. Jego historia rozpoczęła się w 1895 roku (część I) i trwała nieco ponad sto lat. Okres po II wojnie światowej to czas nie tylko rozwoju i modernizacji, ale i problemów, które zachwiały kondycją firmy.
Jak pisał Józef Ciszewski (dawny dyrektor zakładu):
„z grona zatrudnionych ubyło podczas okupacji 25 pracowników, w tym 4 zmarło w obozach koncentracyjnych, reszta zginęła wskutek działań wojennych i represji. W chwili oswobodzenia zakład liczył 268 pracowników, w tym 132, którzy pracowali bez przerwy przez cały okres okupacji”.
W pierwszych miesiącach po wyzwoleniu Cukrownia aktywnie uczestniczyła w organizowaniu życia w mieście i powiecie szamotulskim. Zanim rozpoczęła się kampania, w warsztacie mechanicznym naprawiano radzieckie samochody (a choćby czołgi), zwożono tutaj materiały z całego powiatu pozostawione przez Niemców.
Wspomagano piekarnie, szkoły i urzędy, dzieląc się z nimi opałem, uruchamiano i naprawiano sprzęt w majątkach rolnych. Załoga cukrowni wspólnie z pracownikami stacji kolejowej podniosła i uruchomiła wykolejoną lokomotywę do pociągów towarowych (wraz z lokomotywą z cukrowni były jedynymi środkami transportu na trasie Poznań – Krzyż).
Jubileusze

fot. ze zbiorów Muzeum Zamek Górków w Szamotułach
W powojniu cukrownia świętowała trzy wielkie jubileusze – 50-, 75- i 100 lecie działalności, aczkolwiek każdy z nich był zupełnie inny.
Jesienią 1945 roku, zakład obchodził pięćdziesięciolecie istnienia. Gościem honorowym był kardynał August Hlond witany przez banderię konną i dzieci w strojach szamotulskich. Dyrektor inżynier Zygmunt Kowalewski (zatrudniony jeszcze przed wojną i w czasie okupacji) oraz pracownicy, zgromadzeni w magazynie cukru, świętowali przy skromnie zastawionych stołach. Wielu z nich uhonorowano dyplomami dziękując za ich wieloletnią i rzetelną pracę. Ważnym wydarzeniem było odsłonięcie tablicy pamiątkowej ku czci pomordowanych pracowników cukrowni – wmurowano ją przy wejściu do gmachu fabrycznego.
W zupełnie innych okolicznościach odbyło się 75 lecie – rok 1970 okazał się niepomyślny i co więcej zakład stanął przed koniecznością modernizacji, co wobec braku odpowiednich środków finansowych (w tym czasie unowocześniano cukrownie w Kościanie i Gostyniu i tam przede wszystkim inwestowano) nie sprzyjało rozwojowi. Z okazji jubileuszu wydano jednodniówkę oraz okolicznościową publikację, zorganizowano spotkanie dla pracowników w obecności władz miejskich.
Stulecie zakładu przypadło w 1995 roku, w czasie wielkich przemian gospodarczych i społecznych. Mimo to chyba nikt ze świętujących nie spodziewał się, iż już niedługo zostanie on zlikwidowany. Pięć lat wcześniej cukrownia została przekształcona w spółkę akcyjną, na czele której stanął dyrektor Stanisław Żuromski. Pomimo dobrych wyników przedsiębiorstwo zostało wykupione przez niemiecki koncern „Nordzucker” i w 2003 roku zamknięte.



Ludzie
Cukrownia to nie tylko infrastruktura, ale przede wszystkim pracownicy. Tu warto przypomnieć dlaczego zatrudnienie w tym zakładzie postrzegane było jako atrakcyjne. Sprawami socjalnymi zajmował się Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Spożywczego i Cukrowniczego. Jego przewodniczącymi byli między innymi Ludwik Łomiński i Walenty Lula.
Cukrownia potrzebowała pracowników sezonowych w związku z tym w czasach PRL-u pobudowano czteropiętrowy hotel robotniczy – oddany do użytku w 1968 roku, miał 190 miejsc noclegowych, a po kampanii służył gościom MTP oraz jako dodatkowe miejsce do Miejskiego Hotelu w Szamotułach. Pierwszą kierowniczką hotelu została E. Ratajczak.
Równie istotną rolę spełniało przedszkole wzniesione w 1958 roku i mogące przyjąć 130 dzieci. Kierownictwo objęła Franciszka Jaworska, po niej Zofia Zawitaj i Elżbieta Grabarek. W 1996 roku placówka przeszła pod zarząd gminy. Problemom lokalowym próbowano zaradzić budując bloki mieszkalne dla pracowników w latach 80. (przy ulicy Wojska Polskiego i Husarskiej oraz św. Stanisława).
Zdrowie, wypoczynek, choinka
Zakład dbał też o zdrowie załogi – początkowo posiadał ambulatorium zakładowe obsługiwane przez wykwalifikowaną pielęgniarkę i lekarza, który w okresie kampanii przyjmował codziennie, a poza kampanią 3 razy w tygodniu. Z czasem, ze względu na brak odpowiedniego lokalu, pozostał tylko punkt opatrunkowy doraźnej pomocy prowadzony przez Kazimierę Kowal, zaś przychodnia międzyzakładowa została powołana przy Wielkopolskich Zakładach Tłuszczowych.
Zapewniano również wypoczynek organizując wycieczki nie tylko do innych cukrowni, ale i np. do Malborka, Kazimierza nad Wisłą czy w Pieniny. W pobliskim Chojnie (gmina Wronki) nad Jeziorem Radziszewskim posadowiono domki i założono pracowniczy ośrodek wypoczynkowy, gdzie można było spędzić dwa tygodnie wraz z rodziną. Zakupiono kilka kajaków i namiotów dla młodzieży zrzeszonej w ZMS (Związek Młodzieży Socjalistycznej).

fot. ze zbiorów Muzeum Zamek Górków w Szamotułach
Ponadto w okresie PRL-u dla dzieci osób zatrudnionych urządzano zwykle Dzień dziecka oraz „choinkę”, kiedy to obdarowywano je paczkami wypełnionymi słodyczami. W okresie wakacji można było skorzystać z miesięcznych kolonii letnich.
Dla Pań organizowano Dzień Kobiet, i nie zapominano o emerytach wspomagając ich i zapraszając na uroczystości. Z funduszu socjalnego inicjowano też wyjazdy do Operetki w Poznaniu, zakup biletów kinowych czy seanse filmowe w świetlicy zakładowej. Miejsce to było czynne codziennie – znajdowały się tu telewizor i radio, gry planszowe oraz prasa.
Pomimo iż cukrownia nie posiadała własnej świetlicy to przy zakładzie funkcjonowały zespół muzyczny (wielokrotnie uświetniał swoimi występami uroczystości), kółko taneczne, zespół mandolinistów dla dzieci do lat 14. Powołano też drużynę piłkarską. Istniało koło zakładowe Ligi Kobiet (broniło między innymi interesów zatrudnionych pań), Koło Ligi Obrony Kraju. Cukrownia posiadała własną straż pożarną – założoną już w 1911 roku (po pierwszym wielkim pożarze, który wybuchł rok wcześniej).
Cukrownia, podobnie jak inne zakłady, sprawowała opiekę nad miejscem pamięci – dbano o mogiłę pomordowanych w czasie wojny, składając tam kwiaty i porządkując ją. Opiekowano się również miejscową szkołą zawodową.



Kampanie
Powojenne kampanie cukrownicze bywały bardzo różne – te pierwsze nie zawsze udane, z czasem mniej lub bardziej pomyślne. Problemem były albo niskie zbiory albo kiepska jakość buraków czy też coraz bardziej starzejący się park technologiczny. Wielkie powojenne modernizacje przeprowadzano etapami – między innymi ustawiono nowy kocioł, zainstalowano nowoczesną dyfuzję, nową płuczkę do buraków oraz wiele innych urządzeń do defekacji i saturacji.

Cukier kubański, fot. ze zbiorów Muzeum Zamek Górków w Szamotułach
W kolejnych latach wymieniano urządzenia do filtracji i zagęszczania soków, błotniarki, prace objęły także kotłownię i poszczególne budynki (remontowano je bądź odbudowywano w nowym zmienionym kształcie, zakładano nowe dachy). Dzięki tym i wielu innym zmianom udało się nie tylko zautomatyzować różne procesy, ale i zwiększyć zdolności przerobowe do 2 tysięcy ton na dobę.
Jednym z epizodów w działalności szamotulskiej cukrowni było … przebielanie cukru kubańskiego. Do Szamotuł w 1962 roku przyjechali delegaci z Kuby. Ustalono warunki współpracy i niedługo na podwórzu zaległy wielkie ilości surowego cukru. Rozpoczął się proces, który trwał 3,5 miesiąca. Niestety, zamiast spodziewanych zysków, działanie to zakończyło się stratami i dewastacją parku technologicznego.
Cukrownia zniknęła z przestrzeni miejskiej, ale pamięć o niej wciąż jest żywa, a niezwykle cennym źródłem jest zachowana kronika, którą aż do połowy lat 80. prowadził inżynier Stanisław Kościński, zaś fotografie wykonał Jan Hoffmann.
Wspominając powojenny okres funkcjonowania szamotulskiej cukrowni nie sposób uniknąć licznych skojarzeń – kiedy nadchodziło lato i czas przygotowywania przetworów, cukier był bardzo pożądanym towarem. Ponieważ reglamentowano go, wprowadzając kartki, jego zakup wymagał stania w ogromnych kolejkach (co niekoniecznie gwarantowało jego nabycie).
Kampania cukrownicza to niezmiennie charakterystyczny zapach i ciągnące się sznury traktorów z przyczepami wypełnionymi burakami. Ponadto leżące na poboczu buraki cukrowe, które spadały z przyczep. I oczywiście charakterystyczne biało – niebieskie opakowania z napisem „cukier kryształ biały”, „Cukrownia Szamotuły”.
Wszystko to dziś jest wspomnieniem. Przejeżdżając ulicą Wojska Polskiego (poza budynkiem przedszkola i blokiem mieszkalnym oraz dawnym hotelem robotniczym) kilka już świadczy o historii tego miejsca. Zaś willa dyrektora cukrowni, kiedyś oszałamiająca urodą, dziś jest w opłakanym stanie. Aż boję się pomyśleć, iż może czekać ją taki sam los jak cukrownię i iż któregoś dnia zniknie.