Cyberzaburzenia, czyli dzieci, rodzice i ekrany

kosmosdladziewczynek.pl 1 miesiąc temu

„Ja nie jestem ze średniowiecza, ja jestem zawodowcem: leczę te dzieci” – mówi prof. Mariusz Jędrzejko, diagnosta i terapeuta cyberzaburzeń. W wywiadzie z Zofią Karaszewską wyjaśnia, dlaczego to, jak korzystamy dziś z internetu, jest niezdrowe, a choćby niebezpieczne dla naszego mózgu. Pokazuje, w jaki sposób nowe technologie zmieniają nasze rodziny. I podpowiada, jak tego wyjść

Pod koniec zeszłego roku Australia wprowadziła ograniczenia wiekowe w korzystaniu z mediów społecznościowych: teraz dzieci poniżej 16. roku życia nie mogą ich legalnie używać. Tuż przed wprowadzeniem zakazu młodzież w panice nagrywała filmiki, opowiadając w nich, iż załamuje się ich życie i przyszłość zawodowa. Rodzice w tym czasie pisali dziękczynne listy do premiera, iż wreszcie będą mogli powołać się na obowiązujące w kraju prawo w trakcie domowych sporów. Co nam robią nowe technologie? Dlaczego tak trudno nam zachować cyfrową higienę i kontrolować to, co robią w tym obszarze dzieci? Czy nam, dorosłym, też potrzebne jest odgórne wsparcie? O zagrożeniach i nadużywaniu przez dzieci technologii cyfrowych rozmawiałam z profesorem Mariuszem Jędrzejko z Instytutu Psychologii Wyższej Szkoły Kształcenia Zawodowego we Wrocławiu.
Ten wywiad powstawał bardzo długo. Po pierwsze dlatego, iż tylko profesora Jędrzejko jako eksperta wskazywali mi wszyscy psychiatrzy i psycholodzy, których się radziłam – nic więc dziwnego, iż tak trudno się z nim umówić. Ale było coś jeszcze: ku mojemu zdziwieniu przez wiele tygodni nie potrafiłam zabrać się do spisywania naszej rozmowy. W końcu uświadomiłam sobie dlaczego: sama, a jestem też mamą, mam problem z zachowaniem higieny cyfrowej, o której mówi profesor Jędrzejko – i chyba trudno było mi się do tego przed sobą przyznać…

Prof. Mariusz Jędrzejko, fot. archiwum prywatne

Zofia Karaszewska: Czego dzieci szukają w sieci?

dr hab. prof. WSKZ Mariusz Jędrzejko: Przyjemności i akceptacji, która jest naturalną potrzebą dorastających młodych organizmów. Czasami wskazówek dla szukania tożsamości we współczesnym, dziwnym świecie. Wprowadza on zupełnie nowe modele życia społeczno-ekonomicznego, które prowadzą do zerwania tradycyjnych więzi. A gdy więzi brak lub gdy są one słabe – szczególnie w relacjach z mamą i tatą – dziecko szuka wzmocnień, satysfakcji, przyjemności i relacji na zewnątrz. Czyli dzieci szukają tego, co naturalne, a czego mają coraz mniej w relacjach z rodzicami.

O jakie dokładnie wzmocnienia chodzi?

Jednym z kluczowych elementów procesu wychowania jest to, iż wzmacniamy dziecko, mówiąc mu na przykład: „fajnie to zrobiłaś”, „dziękuję, iż mi pomogłeś”, „super się spisałaś”. Ta potrzeba wzmocnień jest w nas, ludziach, zakodowana i sprzyja budowaniu dobrej kondycji psychicznej, poczuciu własnej wartości. jeżeli dziecko nie uzyskuje ich w naturalny sposób w relacjach społecznych, to szuka gdzie indziej. Z biologicznego punktu widzenia jest to poszukiwanie dopaminy, a więc neuroprzekaźnika niosącego przyjemność i nagrodę. Sposobem, który podpowiada nam współczesna cywilizacja i nowa kultura relacji społecznych, są urządzenia ekranowe i ich aplikacje: Instagram, TikTok czy w gry. I to nie jest świadome ani podświadome, ale często przedświadome, czyli głęboko zakorzenione w naszym genotypie. A ponieważ mózg ma tendencję do zapamiętywania, to gdy po raz piąty, dziesiąty doświadczy przyjemności w konkretny sposób, w konkretnym kontekście, ta nasza maszyna zaczyna się nakręcać. I następuje przekierowanie zainteresowania mózgu na technologie ekranowe.

To jest bardzo niekorzystne?

Bywa korzystne, ale w określonych sytuacjach. Jednak gdy staje się podstawowym modelem doznawania przyjemności, wpływa negatywnie na konstrukcję wewnętrzną dziecka. Oceniamy, iż młodzi są coraz bardziej agresywni, coraz mniej empatyczni, widzimy rosnącą przemoc w świecie cyfrowym w postaci chociażby hejtu, ale nie zauważamy jednej najważniejszej rzeczy: dziecko nie kształtuje się pod wpływem samych naszych intencji, tylko pod wpływem tego, co widzi i słyszy. Skoro widzi obrazy przesycone negatywnymi informacjami – a widzi to w każdych telewizyjnych wiadomościach! – widzi przemoc, a nie widzi działań pozytywnych, piękna przyrody – to właśnie takie ma wyobrażenie świata, w którym żyje. Z punktu widzenia dziecka to wygląda tak: „pokazujecie mi zły świat, nie pokazujecie mi dobrego, a później macie do mnie pretensje”.

Gdzie popełniamy błąd?

Myśmy odwrócili sposób poznawania świata. Jesteśmy dziś nieustannie napięci. Żyjemy w nienormalnym świecie, w nienaturalnym środowisku. Jesteśmy ofiarami własnej chciwości i konsumpcyjnej presji. Problem w tym, iż zupełnie nie rozumiemy interesu drugiej strony. Patrzymy tylko na przyjemności, wyłączamy logikę i kierujemy się dopaminą. A big techy są zainteresowane tym, żebyśmy byli jak najbardziej aktywni, bo ruch w sieci podnosi cenę reklam. Pan Musk i pan Zuckerberg nie mają interesu w naszym dobrostanie. Ich interesuje finansowy zysk.
Przekaz adresowany do młodych ludzi obecny w mediach społecznościowych ma bardzo silny emocjonalnie podtekst: „masz odnosić sukces”, „musisz to mieć”, „musisz tam być”, „pojawiło się coś nowego”, „zobacz, jak ona fajnie wygląda”. A przecież życie człowieka składa się także z takich najzwyklejszych szarości. Moje życie, na przykład, jest „szare”: spędzam dużo czasu w ogrodzie, na spacerze, na zwykłych domowych czynnościach, na przykład gotowaniu. Sukcesy i ekscytacje są potrzebne, ale nie mogą stanowić osi życia; co więcej, musimy zakładać, iż różnego rodzaju porażki są normalną częścią dnia, tygodnia, roku… A my nie uczymy tego dzieci. Nasze dzieci mają być cudowne, ładne, mądre, mieć wszystko to, co oferuje nowoczesny świat.

Żyjemy w społeczeństwie zaburzonym psychospołecznie, które do granic wytrzymałości rozkręca konsumpcję i aktywność. Jak człowiek ma być w takich warunkach w pełni normalny?

To nie jest dziwne, iż tym dzieciom „odjeżdża” wszystko.

Pierwsza książka wydana przez twórczynie magazynu Kosmos dla Dziewczynek!

„Przewodnik po koleżankowaniu się. O przyjaźni, samotności i wszystkim, co pomiędzy”

Sprawdź i zamów

W prenumeracie oszczędzasz 25%.

Podaruj dziewczynce prezent na cały rok!

Sprawdź i zamów

Dzieci się w tym gubią… Ile lat miał najmłodszy pacjent ośrodka, który pan prowadzi?

Nasz najmłodszy pacjent, Karolek, w 2025 roku, gdy go leczyliśmy, miał cztery lata. Jego mama wychowywała go samodzielnie i jednocześnie pracowała zdalnie. Karolek od pierwszego roku życia korzystał z tabletu. Doszło do tego, iż chłopiec osiem godzin dziennie oglądał bajki. Świetnie obsługiwał urządzenie, choćby jako półtoraroczne dziecko sam dzwonił do babci. Jednak żeby spać w nocy, potrzebował mieć włączony tablet – musiało być jasno i nie mogło być cicho. Jedyną metodą leczenia tak małego dziecka jest detoks.
Kiedy matka przywiozła synka do ośrodka, poprosiłem znajomego profesora pediatrii, żeby zbadał Karolka kardiologicznie, bo musiałem wiedzieć, czy serce dziecka jest sprawne, czy on wytrzyma tę ogromną zmianę. To jest identyczny mechanizm jak przy odstawianiu substancji psychoaktywnych: nagle pojawia się ściana i nie dostaniesz już tego, do czego twój organizm się przyzwyczaił. Karolek przez pierwsze cztery dni płakał, krzyczał, padał ze zmęczenia i znowu płakał. Pracowaliśmy z nim przez wiele miesięcy. Teraz jest już w zwyczajnym przedszkolu, chociaż jak zobaczy monitor, to wracają epizody napięciowe związane z pojawieniem się wyzwalacza dopaminy. Mama wie, iż od momentu odbioru Karolka z przedszkola nie może włączyć laptopa, nie może też przy dziecku oglądać telewizji ani używać telefona. Teraz inne aktywności wypełniają jego dzień: czytanie, spacery, rower, basen.
Proces zmian w sieciach neuronalnych mózgu dziecka nie jest jednorazowy i mama już to rozumie. Ja mogę ustabilizować dziecko, ale bez współpracy nie mam żadnych szans: stąd bierze się te 30 procent naszych porażek, kiedy dziecko po leczeniu wraca do środowiska tak samo zaburzonego jak w chwili, w której z niego wyszło.

Prawda jest taka, iż my w ogóle nie mamy problemu z dziećmi. My mamy problem z rodzicami, którzy nie przyjmują do wiadomości kryteriów rozwojowych dziecka. Ono zaś robi tylko to, na co mu pozwoli rodzic.

Ale to jest ekstremalny przypadek?

Proszę zobaczyć, ile dzieci w wózkach ma telefony w ręku… Ale tak, najczęściej trafiają do nas dzieci starsze od Karolka, między 11. a 14. rokiem życia. Metoda, którą stosujemy, umożliwia ustabilizowanie ponad 70 procent pacjentów, ale tylko pod jednym warunkiem: iż będzie się zmieniało środowisko rodzinne dziecka. Rodzice muszą zrozumieć, iż dalej nie da się żyć tak jak do tej pory. Dzieci, które trafiają do psychiatrów, często są stabilizowane farmakologicznie. Ja, aby im pomóc, wykorzystuję przyrodę, ustalenie określonego rytmu życia, umożliwienie funkcjonowania w spokojnym domu i stanowczość wychowawczą. Leki to ostateczność. Osią naszej pracy jest logoterapia, czyli poszukiwanie sensu i umiejscawianie dziecka w kontekście jego rzeczywistych potencjałów rozwojowych. U jednego pacjenta trwa to cztery tygodnie, u innego cztery miesiące.

Czy dzieciom brakuje dziś poczucia sensu?

Tak, podobnie jak wielu rodzicom. Ludzie mają pięknie wymyte samochody i bałagan w umysłach. Dzisiejsze życie jest życiem dla emocji czy pobudzeń, a nie dla sensu. Jestem człowiekiem nauki i jeżeli na coś nie znajduję dowodu naukowego ani potwierdzenia w doświadczeniu – to odrzucam. Ale istnieje sens wyższy. Może on mieć charakter humanistyczny, na przykład: żyję po to, żeby coś stworzyć, poszerzać piękno, dobro, prawdę. Mnie poczucie fundamentalnego sensu daje przeświadczenie, iż jest coś jeszcze ponad tym wszystkim. Nie wiem co. Ale poszukuję sensu w Absolucie. Dzieci i dorośli odrzucają to masowo, bo aby tego „dotknąć”, potrzebne są cisza, spokój, refleksja, zatrzymanie się. Współcześnie, nie tylko w wielkich miastach, chcemy żyć przyjemnościowo i nie dostrzegamy tego, skąd jesteśmy. A jesteśmy z natury i jeżeli dostrzegamy sens życia człowieka w naturze, to dokonujemy dobrych dla siebie wyborów.

To teraz coś pozytywnego, proszę. Dajmy rodzicom wsparcie.

To, co powiedziałem, jest pozytywne, bo jeżeli potrafimy nazwać problem, to już połowa sukcesu. Ale dobrze. Internet jest cudem, który umożliwia nam dostęp do wiedzy i informacji; jest przestrzenią niesamowitych szans. Warto z niej korzystać, tylko musimy wiedzieć rzecz najważniejszą – człowiek rozwija się etapami: 0–3 lata, 4–6 lat, 7–11 lat, 12, 13, 14, 15 i dalej. Każdy z tych etapów to jest inna osoba i na każdym z tych etapów możemy młodemu człowiekowi dostarczać tylko tyle, na ile pozwala jego rozwój emocjonalny, psychologiczny, poznawczy i somatyczny. Nie można od trzylatka czy trzylatki wymagać, żeby podnieśli 20-kilogramowy ciężar, i to jest oczywiste, nikt tego nie będzie kwestionował. Ale kiedy mówimy, iż do trzeciego roku życia dziecko nie może oglądać telewizji, to natychmiast pojawia się zastrzeżenie rodziców: „jak to?”. Tak to. Jego mózg nie jest przygotowany do przyjęcia takiej ilości informacji. Czyli: jeżeli technologie cyfrowe dostosowalibyśmy do rozwoju dziecka, to nie byłoby żadnych problemów. Dziecko rodzi się z niemal taką samą liczbą neuronów co dorosły, tyle tylko iż sieci neuronalne dziecka są słabo połączone. To są leśne i polne ścieżki, a nie autostrady.

Co to znaczy w praktyce?

Do trzeciego roku życia dziecko nie może oglądać telewizji, choćby bajek. Nie dlatego, iż one są złe, tylko dlatego, iż mózg dziecka nie jest w stanie ich przetworzyć. Jeszcze nie ma długich skryptów poznawczych – czyli ciągów neuronów połączonych w sieci w naszym mózgu, które odpowiadają na przykład za rozpoznawanie kolorów czy naukę języka. Dorosła osoba ma ich kilkanaście tysięcy. jeżeli wrzucamy do głowy dziecka tak ogromną ilość obrazów, to obok pobudzenia dopaminogennego (czyli przyjemności) pojawia się bardzo duży chaos. Dla mózgu dziecka w wieku 4–6 lat najbardziej rozwijający jest przekaz klasycznej książki lub takiej bajki, jaką puszczano z rzutnika. W tym wieku dziecko może już oglądać telewizję, ale fundamentem musi być czytanie. Czytanie rozwija wyobraźnię i kreatywność, a to ich brak jest dziś największym problemem.

Mózg osiąga etap, który pozwala na używanie telefona, kiedy dziecko skończy 12 lat. Ja nie jestem ze średniowiecza, ja jestem zawodowcem – leczę te dzieci.

Jak przebiega terapia dzieci z cyberzaburzeniami?

Jeśli ktoś się uzależnił, to będzie osobą uzależnioną do końca życia. jeżeli dziecko ma cyberzaburzenia, a więc jest ofiarą silnego przebodźcowania technologiami cyfrowymi i/lub cyfrowymi sieciami społecznymi, to jego stan jest odwracalny, czyli będzie mogło wrócić do technologii cyfrowej, ale tylko na tyle, na ile pozwala mu jego wiek rozwojowy.
Cyberzaburzenia nie są jednoznacznie uzależnieniami, dlatego powinniśmy je zaliczać do grupy zaburzeń behawioralnych. Gdy dzieci z cyberzaburzeniami do mnie trafiają i mówię im, iż nie będzie teraz telefona, to są karczemne awantury, wrzaski i płacz. A po kilku dniach następuje uspokojenie (czyli widzimy spadek poziomu neuroprzekaźników do w miarę normalnego poziomu) i używanie telefona zastępujemy inną, odpowiednią dla dziecka aktywnością dającą mu przyjemność. Bo to nie chodzi o to, żeby dzieciom coś zabierać, ale o to, żeby regulować im dostęp. A jak pojawia się luka, bo do tej pory 12-letnia dziewczyna była sześć godzin dziennie w ekranie, a my mówimy jej, iż może być 90 minut, to zostaje nam cztery i pół godziny czasu do wypełnienia. Co to może być? Może być rower z tatą, pomaganie rodzicom w kuchni, wyjście do parku, zapisanie się do młodzieżowego domu kultury. Wokół nas istnieją dziesiątki propozycji, które rozwijają dziecko, ale myśmy o tym zapomnieli i uznali, iż lepiej mieć spokój i dać dziecku telefona lub komputer. Ta masowa pułapka, w którą wpadamy, doprowadziła do tego, iż dziś w Polsce ponad 600 tysięcy dzieci znajduje się pod opieką psychiatryczną i psychologiczną w cyklu ciągłym. W każdej szkole są pedagodzy i psycholodzy, ale to jest jedynie „malowanie brudnej ściany”; nie czyścimy tego, co trzeba, tylko tapetujemy, zapominając, iż złamaliśmy fundamenty rozwojowe dziecka. Te braki tkwią w rodzinach, nie w szkole.

Nie jesteśmy w stanie zmienić systemu, ale czy możemy dać kilka wskazówek rodzicom? Jak pomóc dziecku, które nadmiarowo korzysta ze telefona?

System trzeba zmieniać przez uświadamianie ludziom faktów. Trzeba zacząć od tego, iż od ekranów nie można się uzależnić. To jest szokujące, bo rodzice, którzy obserwują zmianę zachowań społecznych dzieci, wskazują na rosnące napięcie, nierzadko agresję i najczęściej definiują to jako „uzależnienie”. Mówią: „moje dziecko jest uzależnione od ekranów/gier/social mediów”. Ale w rozumieniu medycznym nie zachodzi tu uzależnienie, tylko cyberzaburzenie – powtórzę jeszcze raz: uzależnienie jest trwałą zmianą w mózgu, na przykład po terapii jest się dalej alkoholikiem, tylko iż trzeźwym, nie można wypić choćby lampki szampana na sylwestra. Po terapii cyberzaburzeń dziecko może wrócić do korzystania z nowych technologii. Jego zaburzenie jest wynikiem bardzo silnego pobudzenia układu neuroprzekaźnikowego, przebodźcowania.
Technologie cyfrowe i treść oraz niebieskie światło – co oznacza potrójne bodźcowanie – powodują, iż w mózgu dziecka produkowana jest ogromna ilość neuroprzekaźników, głównie dopaminy i serotoniny. Pojawia się ich bardzo dużo, a razem z nimi uczucie przyjemności i nagrody. jeżeli to uczucie przyjemności wielokrotnie się powtarza w tych okolicznościach, mózg uczy się funkcjonowania w nowym środowisku neurobiologicznym – nieustannego pobudzenia ośrodkowego układu nerwowego. jeżeli na przykład przed snem albo w czasie nauki dziecku zaczyna ubywać w mózgu owej dopaminy albo serotoniny, to pojawia się silne napięcie i poczucie „bardzo chcę znowu to mieć”. Dziecko natychmiast rezygnuje ze wszystkiego, co mu nie dostarcza tych odczuć, i kieruje swoją uwagę na to, co produkuje dopaminę, czyli na treści w ekranach i niebieskie światło. Wtedy właśnie następuje zjawisko potocznie nazywane uzależnieniem, które tak naprawdę jest cyberzaburzeniem (cyber disorder).

Jeśli na cztery pytania uzyskujemy odpowiedź „tak”, mamy do czynienia z zaburzonymi relacjami dziecko – technologie cyfrowe/cyfrowe sieci społeczne (źródło: Centrum Profilaktyki Społecznej)

Zapoznaj się z najnowszym 48. numerem magazynu „Kosmos Dla Dziewczynek”

NR 48 / STADO

Dowiedz się więcej

Zapoznaj się z najnowszym 48. numerem magazynu „Kosmos Dla Dziewczynek”

NR 48 / STADO

Dowiedz się więcej

Co możemy zrobić, jeżeli mamy podejrzenia, iż nasze dziecko ma cyberzaburzenie?

Najpierw przez pięć, sześć dni obserwujmy, czy dziecko je ze telefonem w ręku, czy sięga po niego tuż po przebudzeniu, czy kładzie się z nim spać, czy idzie z telefonem do toalety. Krótko mówiąc, czy to urządzenie towarzyszy mu cały czas w ciągu doby. jeżeli tak, to znaczy, iż mózg jest pobudzony i musimy poszukać alternatyw.
Należy też pamiętać, iż rozwiązaniem nie jest zabranie dziecku telefonu, bo to prowadzi do reakcji behawioralnych: krzyku i płaczu. Wystarczy założyć na telefonie dobry program kontroli rodzicielskiej. Potem budujemy w domu strategię, co zrobimy, jak nasza córka czy syn będzie mniej korzystać z telefonu, bo wiemy, iż będzie korzystać mniej i pojawi się luka czasowa. Tę lukę czasową trzeba zagospodarować. Szukamy: może taniec, ceramika, bieganie, planszówki, judo, śpiew, wspólne spacery, większe zaangażowanie w sprawy domowe. Nie mówimy „zabieramy ci telefon” i tyle, tylko proponujemy coś w zamian. Zapraszamy dziecko na rozmowę, siadamy – rozmawiamy z dzieckiem na siedząco – i pokazujemy mu, co burzy nasze relacje rodzinne. Pamiętajmy, iż to rodzice decydują, jak funkcjonuje dom. Mówimy dziecku, jak od dzisiaj będzie wyglądało jego funkcjonowanie z multimediami. A powinno wyglądać tak:

  • Do 12. roku życia możesz być w multimediach 90 minut dziennie, ale dwa dni w tygodniu bez multimediów.
  • W wieku 13–17 lat możesz być w multimediach choćby do trzech godzin dziennie, ale jeden dzień w tygodniu bez multimediów.

Są też granice:

  • Do 12. roku życia powinieneś czy powinnaś zakończyć oglądanie ekranów o 20:00 (żeby mózg przygotował się spokojnie do snu).
  • W wieku 13–17 lat powinieneś czy powinnaś zakończyć kontakt z ekranami o 21:30.

Dlaczego ta przerwa przed snem jest tak ważna?

Mózgi dzieci zapamiętują wiedzę ze szkoły tylko w fazie snu głębokiego. Dziecko powinno spać w śnie głębokim najpóźniej między 22:00 a 23:00, bo kluczowa faza przypada między 23:00 a 5:00 rano. Wtedy mózg się regeneruje i z pamięci krótkotrwałej przenosi wszystko do pamięci długotrwałej. jeżeli dziecko nie pójdzie spać wystarczająco wcześnie, ten proces się opóźnia albo staje się nieosiągalny. To nie bajki, to neurologia – tak funkcjonuje mózg. Od tych zasad nie wolno rodzicom odstąpić.

I to wystarczy?

Jest kolejna rzecz: jeżeli się uczysz, telefon zostaw poza pokojem, w którym przebywasz, albo włącz tryb samolotowy. jeżeli korzystasz z komputera, to na nim powinno się wyświetlać tylko to, czego się uczysz. Niebieskie światło powoduje produkcję dopaminy, więc każdy cyfrowy ekran psuje system nauki. Uczenie się wymaga dopaminowej ciszy. Również gdy idziesz spać, twój telefon musi być poza pokojem. Każde błyśnięcie ekranu powoduje wybudzenie, czyli zabranie 15–20 minut snu głębokiego.
Kiedy w taki sposób korzysta się z technologii cyfrowych, są one rozwojowe, ale jeżeli stanowią główną oś życia dziecka, to mózg mówi: mam się uczyć fizyki, ale wolę oglądać koncert Britney Spears. Normalne: to jest przyjemniejsze. Mam się uczyć matematyki, a tu Lewandowski strzela gola. Do czego zmierzam? Chodzi tylko o zmianę sposobu wykorzystania nowych technologii cyfrowych. One same w sobie nie są złe.

Dlaczego nasz mózg tak łaknie dopaminy?

Proszę sobie wyobrazić, iż cofamy się 200 tysięcy lat wstecz, jesteśmy w Afryce, skąd wyszliśmy, aby trafić do Europy. Nasza rodzina, tych 60–80 osobników, dociera na obrzeża dzisiejszego Morza Śródziemnego; idzie sobie i… je trawę. Kwiatek, owoc zdarza się bardzo rzadko, a jak się zdarza, to wtedy w naszym mózgu pojawia się niezwykła przyjemność. W porównaniu z tym, jakie mieliśmy bodźce wtedy, dziś jesteśmy przestymulowani, gdyż każdego dnia otrzymujemy dziesiątki impulsów dopaminowych – jak nie cukier, to napoje ze słodzikami, ciastka, lody, ekrany, muzyka, bodźce reklamowe, wystawy, lajki… Nasi przodkowie nie mogli pójść do sklepu po czekoladę czy napój gazowany.

Jako rodzice jesteśmy trochę zagubieni i być może mamy złe wyobrażenia na temat tego, co jest dobre dla naszych dzieci?

To, co lepsze, musi być oparte na dowodach empirycznych. Współcześni rodzice dają to, co przyjemniejsze, a nie to, co lepsze, nie to, co służy rozwojowi.

To co możemy zrobić?

Daj dziecku tylko tyle, ile ono może dostać z punktu widzenia swojego rozwoju. Nie dawaj więcej. jeżeli gra jest od 13. roku życia, nie dawaj dostępu do niej 12-latce czy 12-latkowi; jak film jest od 15 lat, to nie sadzaj do oglądania 14-latki. I dowiedz się więcej o cyberzaburzeniach.

Wskazówki z książki Cyberuzależnienia. Zjawisko, profilaktyka, elementy terapii, Mariusz Jędrzejko, Izabela Kiełtyk-Zaborowska, Agnieszka Taper, Medical Tribune:

  • W skali masowej przejawiamy skłonność do ulegania dzieciom, pozwalając na ich nieskrępowaną aktywność w sieci. To istotna przesłanka pojawienia się, a następnie rozwoju cyberzaburzeń.
  • Miliony dzieci i nastolatków są przekonane, iż relacje zapośredniczone – poprzez social media – mają taką samą wartość jak te bezpośrednie. Odwrócenie tego szkodliwego trendu jest jednym z warunków poprawy ich kondycji psychicznej.
  • Młodzi użytkownicy internetu skłonni są uważać ograniczenia wprowadzane przez rodziców i opiekunów za zabieranie im wolności. W naszej pracy z pacjentami używamy zawsze tezy, iż wszelka wolność powinna być poprzedzana odpowiedzialnością.
  • Nie wolno pozwalać dzieciom, aby jadły, korzystając w tym samym czasie z technologii cyfrowych. Jednym z najczęstszych błędów rodziców małych dzieci jest zgoda, aby w trakcie posiłków oglądały bajki!
  • Udostępnienie dziecku telefona, tabletu i komputera z podłączeniem do internetu wymaga przygotowania psychologicznego i emocjonalnego, a także określenia jasnych zasad i reguł. Młody użytkownik cyberprzestrzeni powinien mieć świadomość (jej kształtowanie to zadanie przede wszystkim dla rodziców) reakcji rodziców, iż łamiąc je, będzie miał ten dostęp ograniczony.
  • Liczenie na to, iż dziecko samo uruchomi mechanizm rozsądkowy, jest jednym ze złudzeń pedagogicznych.

Domowe (rodzinne) kryteria cyfrowej aktywności dziecka:

  • W trakcie snu telefon dziecka znajduje się poza jego pokojem.
  • Zakończenie używania technologii cyfrowych przez dzieci powinno nastąpić do godziny 21:00–22:00.
  • Dzieci i rodzice nie używają telefonów przy posiłkach.
  • W trakcie posiłków nie oglądamy TV.
  • Wprowadzamy domową zasadę, iż mobilne telefony nie mogą być zabierane do toalety.
  • W trakcie podróży samochodem dzieci nie używają telefona do zabawy.
  • W trakcie nauki telefony dzieci są umieszczone poza pokojem dziecka, chyba iż telefon jest niezbędny do edukacji.
  • Jeśli chcemy mieć kontakt telefoniczny z dziećmi w wieku do 12 lat podczas ich pobytu w szkole, kupujemy im smartwatch.
  • W klasach 1–5 dzieci nie zabierają telefonów do szkoły.
Idź do oryginalnego materiału