Czekanie
Przeszłam do oddziału położniczego, by obejrzeć filmik przedstawiający bicie serca płodu podczas porodu. EKG dziecka ukazywało się w zupełnie normalnym rytmie. Patrzyłam na tę wążowatą lampkę wyświetlającą się z maszyny i jednocześnie rozmyślałam o tym, iż w szpitalu w Łodzi nasza położna, Helena Wiśniewska, opiekowała się bardzo chorym noworodkiem i musiałam go wypuścić do domu. Teraz musiałam porozumieć się z inną położną z ginekologii, Marią Zielińską, by zabezpieczyć oddział przyjęć.
Czy naprawdę tak źle? Proszę, powiedzcie mi! zatroskana przyszła matka, Anna Nowak, patrzyła mi prosto w oczy. Na monitorze coś jest nie tak? Pan ma taki skupiony wyraz twarzy.
Najtrudniejszą sztuką lekarza jest trzymać twarz. Całe świadome życie uczymy się rozkładać na drobne fragmenty części, by w końcu złożyć je w całość. Uczymy się obserwować, cierpliwie czekać, nie wtrącać się bez potrzeby i w jednej chwili podjąć adekwatną decyzję. Nigdy nie uczono nas aktorstwa.
Tak, po ciężkiej operacji, w środku nocy, kiedy oczu płynie lód, a krew przenika przez szpilki butów, musimy zejść do przyjęć i z prawdziwym uśmiechem przywitać nowego pacjenta. To główne z otwartym uśmiechem pokazać przerażonej i zagubionej osobie przywiezionej karetką, iż jest bezpieczna, iż czekają na nią ludzie gotowi pomóc, ulżyć, wyleczyć
Nigdy nie uczono nas, iż chorego drży strach! Niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy profesjonalistami, jak radzimy sobie w najtrudniejszych sytuacjach, musimy umieć trzymać twarz, bo strach zniekształca rzeczywistość własną i cudzą. Za progiem szpitala chorują rodzice, dzieci zgubiły klucze i siedzą na schodach, czekając na kogoś; w intensywnej terapii nie stabilizuje się ciężarna z nieżywotnym płodem, a położna w sali operacyjnej doświadcza kryzysu nadciśnieniowego. To wszystko wiruje w twojej głowie, a gdzieś ponad twoją twarzą
Trudno utrzymać własną twarz, zwłaszcza gdy zdajesz sobie sprawę, iż jesteś piętnaście minut od katastrofy. Musisz pokonać własny lęk, wydać wszystkie niezbędne rozkazy, spokojnie wytłumaczyć pacjentce, co się dzieje i dlaczego tak pośpiesznie, uspokoić ją i jej bliskich, uzyskać zgodę na operację i ruszyć przed wózkiem. Biegnąć, rozbierając się w biegu Trzymając twarz
A potem zejść ze sceny, nie do sali, ale za kulisy. Najtrudniejsze jest, gdy katastrofa już nastąpiła. Wtedy też trzeba trzymać twarz, zapominając o zimnie w pierścieniu serca rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Z pacjentami, z ich rodzinami, z nieznajomymi, z samym sobą, z Bogiem, z własnymi zatrzymanymi myślami, z przełożonymi, znów z rodziną pacjentów, znów z sobą
Aż w końcu uwolnisz ten obrzydliwy ból w klatce i wykonasz pełny wdech, zdając sobie sprawę, iż twój osobisty szew na sercu już się uformował. Po godzinie, schodząc na konsultację do nowego pacjenta, trzymasz twarz, trzymasz się jak możesz, niepostrzeżenie ocierając skórę pod lewą obojczykiem. Bo
Lekarze popełniają błędy. Absolutnie wszyscy. choćby ci od Boga. Bo są ludźmi. Nie popełniają błędów tylko ci, którzy nie pracują. choćby najprecyzyjniejsza aparatura się myli, bo została zbudowana przez ludzi. A ludzie pomyłki popełniają. Najstraszniejsze jest zrozumieć, kiedy właśnie się pomyłaliśmy. Bo w głowie wciąż wracasz do chwili, w której mogłeś zrobić inaczej. Nie ma odpowiedzi, jaki byłby rezultat, gdyby tak postąpił. A już nigdy nie będzie!
Kiedy patrzyłeś na zupełnie normalne EKG zmęczonymi, zmętniałymi oczami? Twoje oczy przyzwyczaiły się do tej męki latami. Kiedy nie zauważyłeś zupełnie normalnego wyniku, na który nikt by nie zwrócił uwagi? Kiedy dawkowałeś leki dokładnie tak, jak piszą protokoły? Kiedy nie przybiegłeś na czas albo, przeciwnie, przyszedłeś za wcześnie? Kiedy patrzyłeś na rentgen i nic nie widziałeś? Albo zobaczyłeś coś niewłaściwego? Co wtedy stało się z twoim wzrokiem? Był taki sam jak wczoraj, a miesiąc temu. Kiedy ręka przypadkowo się poślizgnęła przy skalpelem i zaciskacz z naczynia odleciał? Dlaczego wczoraj, przedwczoraj, rok temu ten zaciskacz nie odleciał? Może dlatego, iż sześć dyżurów w dwa tygodnie to dużo? A w domu leży matka po udarze. Ale już przyzwyczaiłeś się, iż w medycynie czas jest względny, a wszyscy bliscy od lat zajmują honorowe miejsce w ostatniej kolejce.
Najstraszniejsze może być nie zrozumieć, co zrobiło się źle, bo wtedy może się powtórzyć. Ile jeszcze książek trzeba przeczytać, szkoleń przejść i nocy nie spać, by tego uniknąć? Kto to może powiedzieć? Jak wypędzić z siebie myśl, iż istnieje jeszcze statystyka? Straszna medyczna statystyka, bezdusznym głosem liczb, mówi, iż na tysiąc porodów, operacji, zabiegów powinny wystąpić trzy, pięć, dziesięć komplikacji. Na całym świecie. Każdego dnia. Każdego miesiąca. Każdego roku. Musi być czyjeś życie, czyjeś zdrowie, czyjaś tragedia. Tak czyjaś.
Co ma zrobić lekarz, gdy znajdzie się w tej statystyce? Stać przed ludźmi w pełni konkretnymi, pogrzebanymi w żałobie, i powiedzieć: To ja. Wasz morderca. Czy ktoś potrafi sobie wyobrazić, iż jest w takiej sytuacji? Gdy wokół mną jest mnóstwo, bardzo wielu nieszczęśliwych ludzi, a ja stoję naprzeciw I jestem dla nich jedyną przyczyną ich nieopisanej rozpaczy. To ja. Zniszczcie. Dlaczego, gdy lekarz pomyli się raz, to pomijane i zapominane są dziesiątki tysięcy razy, kiedy miał rację? Lekarze popełniają błędy, bo są ludźmi. Bogowie nie popełniają błędów. To ich świat, ich stworzenie, ich statystyka. Im więcej pracuję, tym bardziej rozumiem, iż tylko wybrani mogą pojąć ich zamysł. A my nie jesteśmy wybrani. Jesteśmy zwyczajni. Zwyczajni ludzie. Zwyczajni lekarze.





