Czekanie na Szansę: Historia Czarodzieja z Polski

newsempire24.com 4 godzin temu

CZAS ZMIANY

Wchodzę do porodni, by obejrzeć zapis tętna płodu podczas porodu. EKG dziecka jest całkowicie prawidłowe. Patrzę na linię, która sunie po ekranie, i myślę o tym, iż nasza położna dostała poważne zakażenie i muszę ją wypuścić do domu. Teraz muszę skontaktować się z inną położną z ginekologii, żeby zabezpieczyć oddział przyjęć.

Czy naprawdę tak źle? Proszę, powiedz mi! zaniepokojona pacjentka patrzy mi w oczy. Czy na monitorze coś niepokojącego? Wyglądasz tak skoncentrowana.

Najtrudniejsze w zawodzie lekarza jest umieć trzymać twarz. Całe nasze świadome życie to nieustanne uczenie się. Uczymy się stawiać diagnozy, składać fragmenty, by w końcu uzyskać całość. Ćwiczymy obserwację, cierpliwe czekanie, nieinterweniowanie, a w chwili potrzeby natychmiastowe podejmowanie adekwatnych decyzji. Aktorskiej sztuki nigdy nie uczono nas.

Dlatego po ciężkiej operacji, w nocy, kiedy przemywam oczy lodowatą wodą, nie zdążywszy jeszcze wydychać i wytrzeć krew, która przypadkowo przeszła przez szwy na buty, schodzę na oddział przyjęć i z czystą, życzliwą, szczerą uśmiechniętą twarzą witam nowego pacjenta. To najważniejsze z prawdziwym uśmiechem pokazać przerażonej, zagubionej osobie przywiezionej karetką, iż jest bezpieczna, iż czekają na nią ludzie, którzy pomogą, ulżą i wyleczą

Nie uczono nas, iż chory człowiek ba się! Niezależnie od tego, jak jesteśmy profesjonalistami i jak radzimy sobie w najcięższych sytuacjach, musimy potrafić trzymać twarz, bo strach zniekształca rzeczywistość naszą i cudzą. Za progiem szpitala chorują twoi rodzice, dzieci zgubiły klucze i siedzą na schodach, czekając na kogoś; w oddziale intensywnej terapii nie stabilizuje się ciężko w ciąży z jeszcze nieżywym płodem, a w operacyjnym pokoju pielęgniarka doświadcza kryzysu nadciśnieniowego. To wszystko wiruje w głowie, ale gdzieś ponad naszą twarzą

Trudno jest utrzymać własną twarz, zwłaszcza gdy zdajesz sobie sprawę, iż jesteś piętnaście minut od katastrofy. Pokonuję własny strach, wydaję wszystkie niezbędne rozkazy, spokojnie tłumaczę pacjentce, co się dzieje i dlaczego tak pośpiesznie, uspokajam ją i bliskich, zdobywam zgodę na operację i biegnę w stronę wózka. Biegnę, rozbierając się w biegu, trzymając twarz…

A potem schodzę ze sceny, nie do sali, a za kulisy. Najtrudniej, gdy katastrofa już nastąpiła. Wtedy też muszę trzymać twarz, zapominając o zimnie w sercu rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Z pacjentami, z ich rodzinami, z nieznajomymi, ze sobą, z Bogiem, ze swoimi utkniętymi myślami, z przełożonymi, znowu z rodzinami pacjentów, znów ze sobą… Dopóki nie uwolnię tego przytłaczającego bólu w klatce i nie uda mi się wziąć pełnego oddechu, zdając sobie sprawę, iż kolejny dyżur wyznaczył nową granicę w sercu.

Po godzinie, schodząc na konsultację do nowego pacjenta, trzymam twarz, trzymam się mocno, niepostrzeżenie ocierając skórę pod lewą obojczykiem. Bo lekarze się mylą. Absolutnie wszyscy. choćby ci, co od Boga. Są ludźmi. Nie mylą się tylko ci, którzy nie pracują. choćby najdokładniejszy sprzęt popełnia błąd, bo został stworzony przez ludzi. A ludzie popełniają błędy.

Najstraszniejsze jest zrozumieć, kiedy popełniłeś błąd. Bo wciąż wracasz w myślach do momentu, w którym mógłbyś zrobić inaczej. Ale nie ma odpowiedzi, jaki byłby rezultat, gdyby tak postąpił. I już nigdy nie dowiesz się tego! Kiedy patrzyłeś na całkiem prawidłowe EKG zmęczonymi oczami? Twoje oczy przyzwyczaiły się do tej zmęczenia latami. Kiedy nie zwróciłeś uwagi na zupełnie prawidłowy wynik, którego nikt by nie zauważył? Kiedy dawkowałeś leki dokładnie tak, jak piszą protokoły? Kiedy nie przybiegłeś na czas albo przybyłeś za wcześnie? Kiedy patrzyłeś na zdjęcie rentgenowskie i nic nie widziałeś? A może zobaczyłeś coś niewłaściwego? Co wtedy stało się z twoim wzrokiem? Był taki sam jak wczoraj, jak miesiąc temu. Kiedy przypadkowo ręka z nożyczkami się rzuciła i odcięto zacisk z naczynia? Dlaczego wczoraj, przedwczoraj, rok temu ten zacisk nie odpadł? Może dlatego, iż sześć dyżurów w dwa tygodnie to dużo? A w domu leży twoja matka po udarze. Ale już przyzwyczaiłeś się, iż w medycynie czas jest względny, a wszyscy bliscy od lat siedzą na honorowym miejscu. Czy najstraszniejsze to nie zrozumieć, co zrobiłeś źle? Bo wtedy może się powtórzyć. Ile jeszcze książek trzeba przeczytać, szkoleń przejść i nocy nie spać, by już to nie zdarzyło się ponownie? Kto to powie? A jak odgonić myśl, iż istnieje jeszcze statystyka? Straszna statystyka medyczna, która bezdusznym głosem liczb mówi, iż na tysiąc porodów, operacji, zabiegów przypada trzy, pięć, dziesięć komplikacji. Na całym świecie. Każdego dnia. Każdego miesiąca. Każdego roku. Musi być czyjeś życie, czyjeś zdrowie, czyjaś tragedia. Tak właśnie czyjaś. I co ma zrobić lekarz, gdy znalazł się w tej statystyce? Stać przed konkretnymi ludźmi, poruszonymi żałobą, i powiedzieć: To ja. Wasz morderca. Czy ktoś potrafi wyobrazić sobie taką sytuację? Gdy setki, tysiące nieszczęśliwych ludzi patrzy na ciebie A ty jesteś dla nich jedyną przyczyną ich niekończącego się smutku. To ja. Zniszczcie. Dlaczego, kiedy lekarz pomyli się raz, zapominają się dziesiątki tysięcy razy, kiedy miał rację? Lekarze się mylą, bo są ludźmi. Bogowie się nie mylą. To ich świat, ich stworzenie, ich statystyka. Im więcej pracuję, tym bardziej rozumiem, iż tylko wybrani mogą pojąć ich zamysł. My nie jesteśmy wybrani. Jesteśmy zwyczajni. Zwyczajni ludzie. Zwyczajni lekarze.

Idź do oryginalnego materiału