Podczas ostatniego spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki rozmawialiśmy o pytaniu, które od lat powraca w debatach literackich: czy literatura powinna prowokować i szokować? Punktem wyjścia stała się powieść „Śmierć na kredyt” autorstwa Louisa-Ferdinanda Céline, ale w toku rozmowy sięgnęliśmy także po inne przykłady dzieł, które wywoływały skandale i podważały obowiązujące normy.
Rozważaliśmy także, czy istnieją granice, których literatura nie powinna przekraczać. Czy kontrowersja jest elementem strategii marketingowej, czy autentycznym głosem diagnozującym kryzys współczesności?
Nie udało się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy literatura powinna prowokować i szokować. Uczestnicy zgodzili się jednak, iż prowokacja sama w sobie nie jest wartością – staje się nią dopiero wtedy, gdy prowadzi do pogłębionej refleksji. „Śmierć na kredyt” stała się dla nas przykładem dzieła, które przekracza granice estetyczne i moralne, ale jednocześnie zmusza do namysłu nad kondycją człowieka i odpowiedzialnością artysty.
Spotkanie zakończyliśmy konkluzją, iż literatura ma prawo niepokoić – a choćby powinna to robić – ale czytelnik ma równie niezbywalne prawo ją krytykować. Granice wolności artystycznej nie są stałe; wyznacza je nie tylko prawo, ale także wrażliwość społeczna, która zmienia się wraz z czasem.






