Oddałem swoje nazwisko jej dzieciom. Teraz jestem zobowiązany je utrzymywać, podczas gdy ona żyje szczęśliwie z ich biologicznym ojcem.
Opowiem wam, jak z fajnego gościa stałem się oficjalnym bankomatem dla dwójki dzieciaków, które odzywają się do mnie tylko wtedy, gdy potrzebują pieniędzy na kino, a w Święta Bożego Narodzenia choćby nie przysyłają SMS-a.
Wszystko zaczęło się trzy lata temu. Poznałem Kingę niezwykłą kobietę, po rozwodzie, z dwójką dzieci w wieku 8 i 10 lat. Zakochałem się po uszy. Kompletnie oszalałem. A ona w kółko mi powtarzała:
Dzieci tak bardzo cię kochają!
A ja jak ostatni naiwniak wierzyłem w każde słowo. Oczywiście, iż mnie kochały każdą sobotę i niedzielę zabierałem je do lunaparku.
Któregoś dnia, podczas jednej z tych rozmów, w których ludzie mówią najgłupsze rzeczy w życiu, Kinga rzuca:
Tak mi przykro, iż dzieci nie mają nazwiska ojca. On nigdy ich nie uznał oficjalnie.
I ja, w swoim najjaśniejszym momencie (tak, sarkazm), mówię:
No cóż mogę je adoptować. Przecież już są dla mnie jak własne.
Znasz ten moment, gdy w filmach wszystko się zatrzymuje i z offu słyszysz: To był ten moment, kiedy wszystko się rozpadło?
U mnie takiego głosu nie było. A szkoda.
Kinga się rozpłakała ze szczęścia. Dzieci mnie uściskały. Poczułem się jak bohater. Głupi bohater, ale wciąż bohater.
Przeszliśmy przez wszystko prawnicy, sąd, notariusz. Dzieci oficjalnie zostały Mateusz Wójcik i Jagoda Wójcik z MOIM nazwiskiem.
Byłem wtedy szczęśliwy. Kinga była szczęśliwa. Zrobiliśmy choćby małą ceremonię rodzinną z tortem.
Sześć miesięcy później. SZEŚĆ.
Kinga mówi:
Musimy porozmawiać Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale Tomek wrócił.
Jaki Tomek? pytam, choć już wiedziałem.
Ojciec dzieci. Podobno się zmienił. Dojrzał. Chce odzyskać rodzinę.
Zamurowało mnie. Dosłownie.
Co masz zamiar zrobić?
Daję mu szansę. Dla dzieci, rozumiesz?
No jasne, iż zrozumiałem. Tak bardzo, iż czułem, jakby ktoś podświetlił mi w ciemności drogę ucieczki.
Kinga, ja JE adoptowałem. Są moimi dziećmi według prawa.
Tak, tak to później ogarniemy. Najważniejsze, żeby dzieci miały ojca.
Później to ogarniemy.
Jakby chodziło o rachunek za prąd.
Poszedłem do swojego adwokata. Facet prawie się zakrztusił kawą.
Pełna adopcja?
Tak.
To jesteś ich ojcem. Z całym pakietem alimenty, szkoła, opieka zdrowotna, wszystko.
Ale ja już nie jestem z ich matką
To nie ma znaczenia. Według prawa jesteś ojcem. Tak to działa.
I tak oto dziś płacę alimenty Kindze, która szczęśliwie mieszka z Tomkiem w MOIM mieszkaniu. Bo dzieci potrzebują stabilizacji i nie powinny zmieniać domu.
MOIM mieszkaniu. Kupionym za moje pieniądze. Ale ja się wyprowadziłem, bo to by było zbyt traumatyczne dla dzieci.
Najgorsze?
Tomek duch z przeszłości, który całe lata nie dał dzieciom choćby złotówki teraz zabiera je do parku, na mecze i jest bohaterem rodziny.
A ja dostaję co miesiąc maila od adwokata:
Przesłane alimenty: 2150 zł
Z jednym smutnym emotikonem. Jakby to miało pomóc.
W zeszłym miesiącu Mateusz napisał:
Hej, możesz mi przelać jeszcze trochę? Potrzebuję nowych butów sportowych.
A Tomek nie może ci ich kupić?
Powiedział, iż ty jesteś moim prawnym tatą. On jest tylko ojcem z serca.
Ojciec z serca.
Jakie to dogodne.
Ja jestem ojcem z konta bankowego.
Adopcja jest praktycznie nieodwracalna. Sąd uznałby mnie za tego złego, który chce się pozbyć dzieci.
Moi znajomi już przestali mnie żałować.
Stary, w którym momencie to wydawało ci się dobrym pomysłem?
Byłem zakochany.
Ale zakochanie nie wyłącza przecież myślenia.
Miał rację.
Dziś, gdy widzę znajomego z cudzymi dziećmi, mam ochotę krzyczeć:
NIE PODPISUJ! Bądź wujkiem, chłopakiem, czymkolwiek ale nie podpisuj!
Moja mama tylko powiedziała:
Miłość zrobiła z ciebie głupka.
i przytuliła mnie tak, iż aż zabolało mocniej.
Wczoraj znowu:
Nadzwyczajne wydatki: przybory szkolne 400 zł
Nadzwyczajne Jakby szkoła zaczynała się raz na sto lat.
A Kinga wstawia zdjęcia szczęśliwej rodziny.
Dzieci z MOIM nazwiskiem stoją przy mężczyźnie, który ich kiedyś porzucił.
Kulminacja?
Jagoda (lat 10, już ma Instagram) w życiorysie napisała:
Córka Kingi i Tomka
Moje nazwisko? Brak.
Jestem Anonimowym Sponsorem Ich Życia.
I oto jestem sam, 2150 złotych biedniejszy każdego miesiąca, z dwójką dzieci, które piszą tylko po pieniądze, z pełną świadomością, iż z miłości zrobiłem największą głupotę życia.
Jedyna korzyść to to, iż kiedy pytają, czy mam dzieci, mogę odpowiedzieć tak i przy kolacji opowiedzieć tę historię. Wszyscy się śmieją.
A ja tylko w środku płaczę.
A wy? Podpisaliście kiedyś coś z miłości, co potem was tyle kosztowało czy to ja jestem jedynym geniuszem, który w pakiecie oddał i nazwisko, i konto bankowe?














