Dar Losu — Historia Antoniego, Diny i Olega: Gorzka droga do szczęścia, o miłości, rozstaniach i cud…

polregion.pl 5 godzin temu

Dar losu

Antoni przyszedł do mamy bardzo późno to nie było dla niej zaskoczeniem, syn już nie raz robił takie niespodzianki. Po rozwodzie Antoni mieszka sam, a jego syn Michał został z mamą.

Michał czekał na ciebie, obiecałeś zabrać go na lodowisko. Niedawno zasnął, więc nie budź go. Zaraz ci podgrzeję obiad, zjesz i kładź się spać.

Antoni zjadł, po czym poszedł do pokoju Michała i położył się obok niego. Długo nie mógł zasnąć. Przypomniała mu się pierwsza żona, Edyta choć po niej były jeszcze dwie, to jednak nic nie było już takie samo.

Edyty nie zapomniał nigdy. Znał ją jeszcze z przedszkola, mieszkali po sąsiedzku, bawili się razem. Chodzili do tej samej klasy, potem razem poszli na Politechnikę Warszawską, więc małżeństwo wydawało się naturalną koleją rzeczy. Rodziny przywykły do tej pary byli nierozłączni i wszyscy uważali ich za wzór.

Każdy podziwiał tę piękną parę. Mieszkali w mieszkaniu, które Edyta odziedziczyła po babci. Jednak z biegiem lat cieniem na ich szczęściu kładł się jeden problem: Edyta nie mogła zajść w ciążę. Oboje zdrowi, wszystko wydawało się być na miejscu, a dziecka nie było.

Edycie zaproponowano wyjazd nad morze do sanatorium leczenie miało pomóc. Antoni nie chciał jej puścić.

Tylko tego brakowało, żebyś jeszcze wróciła z czyimś dzieckiem…

Nie ufasz mi? zapytała łamiącym się głosem.

Rodzice podpowiadali adopcję, ale Antoni nie chciał o tym słyszeć.

Ja chcę własne dziecko i kropka.

Na dziesiątą rocznicę ślubu zaprosili gości. Wszyscy czekali na Antoniego, ale ten nie wracał. Ostatecznie rozeszli się prawie nie tknięwszy stołu. Antoni choćby tamtej nocy nie wrócił do domu. Edyta płakała i czuła się bardzo samotna choć gdzieś w głębi przeczuwała, iż prędzej czy później to musiało się wydarzyć. Ostatnio Antoni bardzo się zmienił. Rano przyszła wieść: Antoni spał u innej kobiety, która obiecała urodzić mu dziecko i oddać do wychowania.

Jak mogłeś, Antoni?! Zdradziłeś mnie… choćby nie zapytałeś, co o tym myślę? Odejdziesz ale najpierw pomóż mi załatwić adopcję… błagała, szlochając.

Jeszcze tego mi brakowało! Dałabyś mu moje nazwisko i domagałabyś się alimentów…

Rozstanie bardzo Edytę zabolało, dobrze, iż była rodzina, przyjaciele, współpracownicy. Chciała adoptować dziecko, ale samotnej kobiecie nikt nie chciał powierzyć dziecka.

Zamknęła za Antonim drzwi na zawsze. Dziesięć lat. Dziesięć lat czekania, nadziei, goryczy leków, zastrzyków, zapachu szpitali i narastającej z roku na rok ciszy. Antoni odszedł spokojnie, jakby załatwiał zwykłą sprawę.

Wybacz, Edyto. Mam dość.

Pół roku później dowiedziała się od wspólnych znajomych, iż Antoni ma syna. Jednak świat się nie zawalił. Po prostu wyblakł, jak stara fotografia.

Kolejny rok przeżyła jak automat: praca, dom, bezsenność. Aż pewnego dnia, szukając schronienia przed deszczem w małej kawiarni, zobaczyła Olka przyjaciela Antoniego: dusza towarzystwa, zawsze uśmiechnięty dowcipniś. Teraz siedział przed nią wyraźnie przygnębiony, bezradnie obracając pustą filiżankę.

Olek, cześć podeszła, bo nie zauważył jej obecności.

Odszukał ją oczami. Uśmiechnął się smutno.

Edyta?! Skąd się tutaj wzięłaś?

Zaczęli rozmawiać wszystko wypłynęło na wierzch.

Z Ritą się rozstałem, pewnie wiesz zawsze kochała pieniądze, a mi biznes się zawalił. Spłonął mój warsztat samochodowy, potem same długi. W końcu wyrzuciła mnie z mieszkania, bo nie przynosiłem pieniędzy. Rodziców pochowałem lata temu. Nie miałem dokąd pójść.

Chodź do mnie zaproponowała Edyta, sama zdziwiona swoją odwagą.

Nie była to litość, ale decyzja pomóc przyjacielowi. Nie myślała o miłości, tylko o tym, iż w jej cichym, martwym mieszkaniu pojawił się ktoś, komu było jeszcze gorzej.

Myślisz, iż to wygodne? A Antoni?

Przecież nie wiesz? Antoni mnie zostawił, nie mogłam mu urodzić dziecka… odszedł do tej, która mogła.

Olek był wyraźnie zaskoczony.

Przepraszam, Edyta, nie wiedziałem mieszkam w innej dzielnicy, latami się nie widzieliśmy. Los zadecydował za nas.

Już się przyzwyczaiłam.

Olek zamieszkał na kanapie. Pierwsze dni dreptał jak cień, przepraszając za każdy kromek chleba. Potem zaczął powoli wracać do życia: naprawił cieknący kran, złożył popsutą półkę na książki, ugotował obiad. Okazał się wyjątkowo opiekuńczy i spokojny. Cisza przestała być wroga, stała się przyjazna.

Wieczorami rozmawiali, Edyta załatwiła Olkowi pracę w swoim biurze. Był ogromnie wdzięczny. Krok po kroku zaczęli żyć razem. Potem wzięli ślub.

Pewnego dnia, przypadkiem spotkali Ritę byłą Olka. Spojrzała na nich z ironią i prychnęła:

No, korzystaj sobie, ja już dawno nie chcę go widzieć Może ci dziecko zrobi?

Daj Boże spokojnie odpowiedziała Edyta dziękujemy za dobre życzenia.

Z Olkiem poczuła się szczęśliwa ktoś się o nią troszczył, była komuś potrzebna. Po raz pierwszy od lat śmiała się szczerze, nie z grzeczności. Wreszcie zaczęła żyć, nie tylko istnieć. Wspólne plany, spory o filmy, poranna kawa w kuchni.

W końcu odbyli poważną rozmowę. Olek widział, jak Edyta przeżywa brak dziecka.

Edyto, może zaadoptujemy dziecko z domu dziecka?

Była zszokowana patrzyła na męża ze zdumieniem.

Tak, Edytko. Słyszysz mnie? Zaniemówiłaś? śmiał się.

Gdy pozbierała myśli, odparła z przejęciem:

To moje największe pragnienie. Olek, choćby nie wiem, jak ci dziękować, ja marzę o tym od lat, chciałam ci o tym powiedzieć, ale nie wiedziałam, czy będziesz chciał… Dziękuję, iż poczułeś to tak samo!

Olkowi bardzo przypadła do gustu niespodzianka, jaką udało mu się żonie sprawić.

No to nie ma co zwlekać, to nasza wspólna decyzja. Jutro wszystko sprawdzimy, pojedziemy się dowiedzieć.

Jesteś najlepszy i najukochańszy Edyta wręcz promieniała radością. Pomyślała, iż los podarował jej prawdziwy skarb.

Zbierali papiery do adopcji, czekali na decyzję, odwiedzali dom dziecka i zastanawiali się nad wyborem. I nagle Edyta zorientowała się, iż od miesiąca żyje innym, nieznanym dotąd rytmem. Milczała, nic nie mówiła Olkowi poszła do apteki. Test ciążowy pokazał dwie kreski. Dwie wyraźne, nieco złośliwe jakby mówiły: To twoja własna droga, nie cudza.

Jeszcze nie całkiem wierząc w swoje szczęście, pobiegła do męża.

Olek, nie uwierzysz, ale… podała mu test będziemy mieli dziecko!

O Boże, Edyta, naprawdę? Jutro lecimy do przychodni…

Lekarz potwierdził ciążę, Edyta została objęta opieką.

W życiu Olka i Edyty zagościło prawdziwe święto. Największe i najszczęśliwsze dla Edyty aż czternaście lat czekania zamieniło się w radość.

Mąż dbał o Edytę, nie pozwalał jej nic cięższego robić, rozpieszczał ją smakołykami, kupował wszystko, czego sobie zażyczyła.

Aż wreszcie do ich życia przyszła największa euforia córeczka. we właściwym czasie urodziła się Alinka zdrowa, jasnooka dziewczynka. Olek nie ukrywał łez wzruszenia, trzymając córeczkę przy wypisie ze szpitala, powiedział:

Nareszcie jesteśmy wszyscy razem. Czeka nas długa i szczęśliwa droga, mamy największy skarb na świecie naszą córcię.

Dom wypełnił się nowym sensem: krzykami, śmiechem, zapachem dziecięcego pudru i bezsennymi nocami, przez które szli razem, trzymając się za ręce. Szczęście nie było idealne pojawiały się kłótnie, zmęczenie, codzienne zmagania. Ale było mocne, jak dąb rosnący na skalistym gruncie.

Pewnego letniego dnia spacerowali po parku z wózkiem. Alinka smacznie spała, a oni trzymali się za ręce i wybierali ścieżkę. Nagle niemal zderzyli się z Antonim. Był sam, poszarzały, zgaszony, z butelką piwa w ręce. Na chwilę zapanowała cisza.

Cześć wydusił w końcu Antoni.

Jego spojrzenie przeszło po promieniejącej Edycie, Olku, dziecięcym wózku.

Słyszałem… iż u was wszystko w porządku.

Tak odpowiedziała po prostu Edyta. Jest bardzo dobrze. A u ciebie?

Wzruszył ramionami, patrząc gdzieś w bok.

Ehe… Jeszcze dwa razy się żeniłem. Nie wyszło. Syn mieszka z moją mamą, odwiedzam ich. Sam, no wiesz Jakoś nie mam szczęścia.

W jego głosie nie było już złości, tylko pewne przyzwyczajenie do goryczy. Popatrzył na Olka, jakby coś sobie przypomniał, prychnął i wzruszył ramionami.

No nic, nie będę wam przeszkadzał. Trzymajcie się.

Odszedł, skulony, samotna sylwetka w słonecznym, pełnym życia parku.

Olek objął Edytę ramieniem.

Chodź, moje słońce szepnął cicho. Alinka zaraz się obudzi, czas wracać do domu.

Edyta chwyciła za rączkę wózka i ruszyli dalej do swojego nieidealnego, ale prawdziwego domu, zbudowanego nie na marzeniach o szczęściu, ale na jego gruzach. I właśnie w tym jest prawda ich dom, życie prawdziwe i trwałe.

Dziękuję za przeczytanie, za wsparcie i obecność. Szczęścia i dobra wszystkim!

Idź do oryginalnego materiału