Dlaczego Inna zaczęła robić na drutach buciki dla niemowląt – sama nie potrafiła tego wyjaśnić.

twojacena.pl 17 godzin temu

Dlaczego Ewa zaczęła robić buciki na drutach, sama nie wiedziała.

Jej córka skończyła już czterdzieści lat. Dwa lata temu została wdową, nie doczekawszy się dzieci. W zeszłym roku wyszła ponownie za mąż, ale mąż był znacznie młodszy i mówił, iż chce jeszcze pożyć dla siebie, bez pośpiechu.

Syn Ewy dawno wyjechał do USA i nie planował wracać. Siostrzeńce dorośli, ale do założenia własnych rodzin mieli jeszcze daleko. W domu nie było ani dziecięcego śmiechu, ani nadziei na wnuki.

Pewnego dnia w sklepie Ewa zauważyła włóczkę. Delikatne odcienie polskiej wełny urzekły ją. Chciała zrobić sobie sweter, kupiła cienkie druty i szydełko. Ale niespodziewanie zaczęła robić buciki.

Do wieczora pierwsza para była gotowa. Włóczki zostało jeszcze sporo. Następnego dnia zrobiła czapeczkę, potem bluzeczkę i spodenki z guziczkami. Gdy skończyła komplet, wyciągnęła starą pudełko z guzikami i wybrała najładniejsze w kształcie małych słoneczek.

Wyprała rzeczy w misce z delikatnym płynem do wełny, ostrożnie rozłożyła do suszenia na ręczniku. Patrząc na ten maleńki zestaw, Ewa westchnęła:

No i umrę, nie trzymając wnuków na rękach

Ale nagle przyszła jej inna myśl:

Gdzieś na świecie jest dziecko, któremu to na pewno się przyda.

Otworzyła laptop, by znaleźć dom dziecka w swoim mieście. Przeczytała kilka artykułów, zebrała się i poszła do sklepu po więcej włóczki tym razem w odcieniach niebieskiego.

Po kilku dniach zrobiła komplet dla chłopca. Potem jeszcze dziesięć par bucików i dziesięć ciepłych czapeczek, każda innego koloru. Spakowała wszystko do pudełka i pojechała do domu dziecka.

Bez certyfikatów nie możemy przyjąć rzeczy wyjaśniła pracownica. Lepiej przynieście pieluchy, one zawsze są potrzebne.

Ewa stała z robionymi prezentami w rękach i płakała.

No dobrze, jakoś to załatwimy w końcu powiedziała kobieta. Chodźmy, przymierzymy buciki maluchom.

Ewa brała na ręce niemowlęta, głaskała ich delikatne policzki i zakładała na malutkie stópki buciki. Starszym dzieciom przymierzała czapeczki.

Gdy wróciła do domu, powiedziała mężowi:

Tam powiedzieli, iż lepiej przynosić pieluchy.

Dobrze odparł. Jutro kupimy. A teraz ugotujmy ziemniaki.

Nie dadzą nam dziecka, jesteśmy starzy, ja mam 61 lat, a ty 62 smutno powiedziała Ewa.

Może i nie dadzą, ale nikomu drzwi nie zamkną spokojnie odparł mąż. Możemy się umówić, przychodzić, pomagać. Buciki i skarpetki narobimy, na pewno się przydadzą.

Tam jest para: chłopczyk i dziewczynka, bliźniaki. Jasnowłosi. Mają już prawie dwa lata zamyślona powiedziała Ewa. Myślę, iż przydadzą im się robione sweterki. Może teraz jeszcze za duże, ale dzieci gwałtownie rosną. A buciki wyszły idealnie, zrobiłam je jak adidaski.

Pójdziemy razem zaproponował mąż. Ja wszystko załatwię, będziemy ich odwiedzać.

I rzeczywiście załatwił. Przez cztery miesiące Ewa z mężem byli wolontariuszami w domu dziecka. Ona robiła nowe sweterki i buciki na wyrost, a bliźniaki zaczęły ją nazywać mamą. Ale pewnego dnia, gdy przyszli do dzieci, okazało się, iż ich tam nie ma.

Wyobraźcie sobie, zostali adoptowani, od razu oboje opowiedziała pracownica. Zrobiliśmy im zdjęcie w waszych sweterkach, i jeszcze tego samego dnia zadzwoniła jedna para. Kilka miesięcy przygotowywali dokumenty, a dziś rano ich zabrali. Do końca baliśmy się, iż nie zechcą wziąć dwojga naraz.

W oczach Ewy pojawiły się łzy.

No czego płaczesz, głupia łagodnie powiedział mąż. Trzeba się cieszyć.

Tego wieczora zadzwoniła córka:

Mamo, możecie z tatą do mnie wpaść? Potrzebuję pomocy.

Coś z kranem? spytała Ewa. Znowu sąsiedzi zalali?

Nie, trzeba złożyć łóżko odpowiedziała córka. Przyjedziecie? Lepiej nie dzwonić, otwórzcie swoimi kluczami.

Dobrze, przyjedziemy kiwnęła Ewa.

Wsiedli do swojego Poloneza i pojechali. Mieszkanie córki lśniło czystością, a z kuchni unosił się apetyczny zapach. Ewa z mężem rozebrali się i założyli kapcie.

Umyjcie ręce i chodźcie do pokoju krzyknęła córka z kuchni. Zaraz przyjdę.

Usiedli na kanapie i zaczęli oglądać wiadomości. Nagle mąż delikatnie trącił Ewę w bok.

Podniosła głowę. W drzwiach stał zięć, Bartek.

Na jego rękach siedziały te same bliźniaki, ubrane w sweterki Ewy i małe buciki-adidaski. Chłopiec trzymał w dłoni kawałek jabłka, a dziewczynka, z umazanymi policzkami, spoglądała chytrze i próbowała ugryźć owoc. Bartek się uśmiechał.

choćby nie wiem, jak to powiedzieć W każdym razie, macie wnuki. Wcześniej nie mówiliśmy, bo nie wiedzieliśmy, czy się uda. Teraz Kasia zaraz przyjdzie, akurat gotuje im kaszkę.

Do pokoju wbiegła Kasia, rozpromieniona.

Mamo, tato, poznajcie, to Ania i Wojtuś. Zobaczyłam ich zdjęcie na stronie Dzieci czekają. Są bliźniakami, tak jak ja z bratem.

A buciki mają takie same, jak adidaski, które ty nam kiedyś zrobiłaś. Pamiętasz to zdjęcie, gdzie mamy po dwa lata? Pokazałam mężowi tych maluchów, a on powiedział: Bierzemy.

Bartek postawił dzieci na podłodze. Podbiegły do Ewy, wyciągnęły rączki i krzyknęły:

Mama! Mama!

Ewa przytuliła je, całowała, a ocierając łzy, cicho powtarzała:

Nie mama, babcia. Babcia.

I znów, jakby w zachwycie, powtarzała:

Ba ba ba

Mąż nie wytrzymał i parsknął śmiechem:

No i czego teraz płaczesz? Czas kupić włóczkę. Będziesz robić skarpety, bo buciki już za małe

Idź do oryginalnego materiału