Dobrze, zróbmy test DNA uśmiecham się do teściowej. Niech i pan sprawdzi, czy naprawdę jest ojcem twojego syna.
Dobrze, zróbmy test DNA odpowiada mi teściowa z uśmiechem. Ale niech i pan spojrzy, czy naprawdę jest ojcem twojego syna
Ten Artur wcale nie wygląda na nas mówi po chwili, gdy wchodzimy do mieszkania po wypisie ze szpitala.
Zatrzymuję się z torbą w ręku. Czy naprawdę chce zacząć to właśnie teraz?
Zofia, dość łagodnie przerywa jej mąż, Wojciech, i prowadzi żonę do innego pokoju, rzucając na mnie współczujący wzrok.
Zostaję sama z Arturem. Nie wygląda? spoglądam na syna: jasne włosy, niebieskie oczy, mały nosik. Idealnie jak mój dziadek w młodości. Muszę poprosić mamę o stare zdjęcia do porównania.
Z rozmyślań wyciąga mnie głos mamy z balkonu. Rozmawia przez telefon, wyraźnie z ojcem:
Twój wnuk się urodził, a ty choćby nie przyszedłeś!
Mama złośliwie odkłada słuchawkę. Widząc mnie, wzdycha:
Przepraszam, Zuzanno, zepsułam ci dzień. Liczyłam, iż tata przyjdzie. Ale choćby wnuk nie odciąga go od butelki.
Nic nie szkodzi, mamo obejmuję ją. To nie twoja wina.
Wieczorem przy świątecznym stole gromadzą się najbliżsi. Teściowa ledwo powstrzymuje niezadowolenie, a mąż Wojciech z Maksymem starają się rozluźnić atmosferę. Gdy goście się rozchodzą, Maksym przytula mnie:
Dziękuję ci za naszego syna.
Czas płynie szybko. Pierwsze kroki, pierwsze słowa, bezsenne noce. Kupujemy mieszkanie, zmieniamy samochód, Artur chodzi do przedszkola.
Boję się szkoły wyznaję mężowi. Te zebrania, rozmowy w czacie
Wszystko będzie w porządku uspokaja mnie.
Spokój przerywa teściowa. Na wczasach zachowuje się coraz dziwniej: unika Artura, patrzy na niego zimnym nieufnym spojrzeniem.
Popatrz na niego syczy, gdy myjemy razem naczynia. Rude włosy, piegi Jesteś pewna, iż to dziecko Maksa?
A wy jesteście pewni, iż Wojciech jest ojcem waszego syna? wtrącam.
Ona zamiera.
Jak śmiesz!
A wy? odzywam się, wyrzucam się z domu, zbieram rzeczy i razem z Arturem wracam do naszego mieszkania.
Następnego dnia oddajemy próbki do laboratorium. Wynik nie zaskakuje Artur naprawdę jest naszym synem. Nie mówię nikomu, tylko wkładam dokument do torby.
Teściowa nie daje za wygraną. Na urodzinach Wojciecha znowu podnosi głos:
U siostry wnuk to kopia babci! A u nas? wskazuje na Artura z pogardą.
Cicho wyciągam wynik i przyciskam go jej nosowi:
Czytajcie. Wasze podejrzenia to błąd. Może teraz zajmiecie się swoimi szkieletami w szafie?
Twarz jej blednie.
Kilka dni później Maksym wraca do domu zrozpaczony.
Zuzanno siada na podłodze, przyciskając ręce do głowy. Zrobiliśmy test z ojcem. Okazało się, iż nie jest mi biologicznym ojcem.
Przytulam go, nie mając słów.
Później przychodzi Wojciech.
Składam wniosek o rozwód z Olgą mówi stanowczo. Ale ty, Maksymie, zawsze będziesz dla mnie synem. Krew nie ma znaczenia.
Maksym zapłakał, obejmując go.
Tak nasza rodzina znosi ten cios. Teściowa zostaje sama, a my, co dziwne, stajemy się silniejsi.
Ironia losu: gdyby nie jej obrazy, prawda pozostałaby w cieniu.
Minęło pół roku od rozwodu Olgi i Wojciecha. Życie wydaje się wrócić do normy: Maksym stopniowo odsuwa się od zdrady matki, Artur spędza weekendy wesoło z dziadkiem i tatą, a ja przestaję drżeć przy każdym telefonie.
Pewnego wieczoru, myjąc naczynia, dzwoni nieznany numer.
Zuzanno? mruczy niepewnie męski głos. To twój były kolega.
Łyżka z hukiem wpada do zlewu.
Szymon? nie widziałam go dziesięć lat, od kiedy przeprowadziliśmy się do dużego miasta.
Musimy się spotkać. To ważne.
O co chodzi?
To o twoją teściową.
Spotykamy się w małej kawiarni pod gołym niebem.
Olga szukała mnie mówi, kręcąc szklankę wody. Twierdziła, iż Artur jest moim synem, bo ma takie same rude włosy jak ja. I proponowała pieniądze.
Co?!
Była pewna, iż zarumienił się. Że coś między nami było
Boże, ona jest chora! krzyczę. Naprawdę myślała, iż urodziłam dziecko z tobą?!
Szymon przytaknął. Wiedziałam, iż kiedyś mu się podobałam i iż ciężko przeżył mój ślub, choćby się upijał.
Odmawiałem robienia testów. Powiedziałem, iż to nieprawda nie mogę pomóc dziecku. I choć wciąż cię kocham, nie zrujnuję twojej rodziny.
Drżą moje ręce. Okazuje się, iż teściowa nie tylko podejrzewała budowała bolesne scenariusze, by mnie upokorzyć.
W domu opowiadam wszystko Maksymowi. Blaknie:
Więc kłamała nie tylko ojcu Chciała zniszczyć i naszą rodzinę.
Następnego dnia Wojciech wdziera się do nas, walijąc drzwiami:
Olga wniosła pozew! Żąda połowy działki!
Na jakiej podstawie? wybucha Maksym.
Mówi, iż nie ma czegoś do życia. Ma niską emeryturę, chce sprzedać działkę.
Wieczorem dzwoni Olga, po raz pierwszy od wielu miesięcy.
Szczęśliwi? jej głos drży z nienawiści. Zrujnowaliście rodzinę, teraz dopiero dobijacie. To ty wszystko popsułaś, skandaliczna!
Kłamałaś mężowi! Odwróciłaś się od wnuka! krzyczę.
Artur nigdy nie będzie moim wnukiem syczy i rozłącza się.
Tydzień później przychodzi list od jej adwokata: żąda zakazu, by Wojciech widywał Artura, twierdząc, iż nie jest krwiobranem.
To zemsta szepcze Maksym, trzymając dokumenty. Ona naprawdę nie ma pojęcia.
Wojciech tylko się uśmiecha:
Niech próbuje.
Sędzia odrzuca wszystkie żądania. Dodatkowo, po wysłuchaniu naszej historii, ostrzega ją przed odpowiedzialnością za zniesławienie.
W dniu ostatecznego rozstrzygnięcia Wojciech przynosi stare zdjęcie: mały Maksym na jego ramionach, obaj się śmieją.
To jest rodzina mówi. Nie krew, nie nazwisko. A to.
Artur podbiega i mocno obejmuje dziadka:
Najlepszy!
Olga zostaje zupełnie sama.
Rok mija. Przypadkowo widzimy ją w parku. Siedzi na ławce, samotna, z przygasłym spojrzeniem. Artur, nie pamiętając złej energii, macha do niej ręką.
Ona odwraca się.
Czy żałujemy jej? pyta Maksym.
Nie odpowiadam szczerze. Szkoda tych, których skrzywdziła.
Idziemy dalej do Wojciecha, który buja Artura na huśtawce.
Do naszej prawdziwej rodziny.










