Dowiedziałam się, iż mój syn zostawił ciężarną dziewczynę. To ja opłaciłam jej adwokata. Gdy poznałam prawdę o tym, co zrobił mój syn, czułam, jakby świat runął mi na głowę. Nie ze wstydu, ale z troski o to biedne dziewczę, które kiedyś widziałam, jak dostarcza zamówienia na skuterze pod palącym słońcem, ze zmęczeniem w oczach i widocznym ciążowym brzuszkiem. Wtedy postanowiłam działać. Pojawiłam się pod jej drzwiami we wtorkowe popołudnie. Otworzyła w roboczym stroju z brzuchem, którego już nie dało się ukryć, i twarzą tak zmęczoną, iż rozdarła mi serce. — Tak? — zapytała ostrożnie. — Jestem matką tego nieodpowiedzialnego chłopaka, który zostawił cię samą — powiedziałam prosto z mostu. — Przyjechałam to naprawić. Jej oczy napełniły się łzami. — Proszę pani, nie chcę problemów… — Nie przychodzę z problemami, kochana. Przychodzę z rozwiązaniami. Znasz najlepszego adwokata od spraw rodzinnych? Już opłaciłam mu honorarium. Jutro masz z nim spotkanie. Zamilkła ze zdumienia. Dodałam jeszcze: — Ten chłopak wyszedł z mojego łona, ale nie z mojego wychowania. Będzie płacił alimenty na to dziecko, choćby musiał pracować na trzy zmiany. I tak się stało. Prawnik zrobił, co trzeba. Kiedy urodziła się moja wnuczka — bo to moja wnuczka, niezależnie od tego, czy syn chce to uznać — pojechałam do szpitala z pieluchami, ubrankami i rozłożonym łóżeczkiem w bagażniku. — Proszę pani, to niepotrzebne… — Potrzebne — przerwałam jej. — Jestem babcią. Syn przestał się do mnie odzywać. Oskarżył mnie o zdradę, o wtrącanie się, o zrujnowanie mu życia. Odpowiedziałam, iż to on zrujnował komuś życie, a ja tylko staram się naprawić szkody. Minęły dwa lata. Młoda kobieta i wnuczka mieszkają ze mną. Ona studiuje wieczorowo na pielęgniarkę, ja zajmuję się małą, i jesteśmy najdziwniejszą, ale też najbardziej zżytą rodziną na osiedlu. Syn przez cały czas nie rozmawia ze mną, ale regularnie płaci alimenty — adwokat jest bardzo skuteczny. Wczoraj, gdy karmiłam butelką dziecko, ona przytuliła mnie od tyłu. — Dziękuję ci, mamo — wyszeptała. „Mamo”. I wtedy zastanowiłam się: czy jest większy dar niż zyskać córkę i wnuczkę, choćby jeżeli na chwilę straciło się syna? Czasem rodzina to nie ci, których urodziłaś, ale ci, których zdecydujesz się chronić. Opowieść o odpowiedzialności, sumieniu i nieoczekiwanej miłości.

polregion.pl 11 godzin temu

Dopiero po latach mam odwagę o tym opowiedzieć, jak dowiedziałam się, iż mój syn zostawił młodą, ciężarną kobietę samą. To wtedy poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg, nie tyle ze wstydu, ile z żalu do tego dziewczęcia Wioletty którą widziałam kiedyś, jak rozwoziła jedzenie na skuterze pod palącym słońcem, z oczami zmęczonymi i ciążącym brzuchem, będącym już wyraźnie widocznym pod za dużą kurtką. Wtedy postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce.

Przyszłam do niej we wtorkowe popołudnie. Otworzyła drzwi ubrana jeszcze w firmową bluzę, brzuch już nie pozostawiał złudzeń, a zmęczenie wymalowane na jej twarzy rozdzierało mi serce.

Tak? rzuciła cicho, niepewnie.

Jestem matką tego nieodpowiedzialnego chłopaka, który cię zostawił, przeszłam do rzeczy bez zbędnych słów. Przyszłam naprawić to, co zepsute.

W oczach Wioletty pojawiły się łzy.

Proszę pani, ja nie chcę kłopotów…

Nie przyszłam robić kłopotów, dziewczyno. Przynoszę rozwiązania. Znasz najlepszego adwokata od spraw rodzinnych w Warszawie? Bo ja już opłaciłam jego honorarium. Jutro masz spotkanie.

Milczała. Ja mówiłam dalej:

Moje dziecko może wyszło z mojego ciała, ale nie z mojego wychowania. Będzie płacił na twoje dziecko nawet, jeżeli miałby harować na trzy zmiany.

I tak się stało. Mecenas Zieliński zrobił swoje wzorowo. Gdy przyszła na świat moja wnuczka bo jest moją wnuczką, choćby syn nie chciał tego usłyszeć stawiłam się w szpitalu z paczkami pieluch, ubrankami i rozkręconym łóżeczkiem w bagażniku.

Ależ proszę pani, nie trzeba…

Trzeba, Wiolu przerwałam stanowczo. Jestem babcią.

Syn od tamtego czasu przestał się do mnie odzywać. Zarzucał mi zdradę, wtrącanie się, niszczenie mu życia. Odpowiedziałam, iż to nie ja zrujnowałam komuś życie, tylko on, a ja jedynie naprawiam to, co zostało zniszczone.

Dwa lata minęły. Dziś Wioletta i moja wnuczka, Marysia, mieszkają ze mną w naszym starym mieszkaniu na Pradze. Wioletta uczy się wieczorowo na pielęgniarkę, a ja zajmuję się Marysią jesteśmy najdziwniejszą, a zarazem najbardziej zżytą rodziną w naszej kamienicy. Syn do dziś nie szuka ze mną kontaktu, ale alimenty płaci punktualnie adwokat zadbał o to dobrze.

Wczoraj, karmiąc Marysię mlekiem z butelki, Wioletta objęła mnie delikatnie ramieniem.

Dziękuję ci, mamo wyszeptała.

Mamo.

I pytam samą siebie: czy jest większy dar, niż zyskać córkę i wnuczkę, choćby jeżeli na chwilę trzeba utracić syna? Rodzina to nie tylko to, w co się rodzisz. To także ci, których zdecydujesz się objąć i chronić.

Opowieść o odpowiedzialności, sumieniu i niespodziewanej miłości.

Idź do oryginalnego materiału