Warto zaznaczyć, iż jeszcze przez cały wiek XIX fotograf działał na pograniczu sztuki i alchemii, a posiadanie fotograficznego portretu było oznaką nie tylko wysokiego statusu społecznego, ale i symbolem osobistego prestiżu. Dziś trudno sobie to wyobrazić, ale fotografia, zanim stała się masowym medium, była sztuką światła, naukowym eksperymentem i rodzajem alchemii, której celem było zatrzymanie obrazu rzeczywistości przy pomocy chemii i optyki.
Między magią a sztuką
W tym okresie fotografia była przedsięwzięciem elitarnym – wymagała kosztownych materiałów, specjalistycznej wiedzy i długiego czasu naświetlania. Fotografowie przypominali raczej naukowców niż artystów: pracowali w laboratoriach, z odczynnikami i szklanymi płytami. Jednocześnie wielu z nich widziało w nowym medium potencjał artystyczny, dlatego często mówiło się o fotografii jak o „malarstwie światłem”, podkreślając, iż nie jest jedynie mechaniczną rejestracją, ale nową formą ekspresji.
Paradoksalnie, przejście fotografii z kategorii „nauka” do działalności artystycznej, a potem zwykłego rzemiosła oraz wzrost jej popularności (zwłaszcza dzięki fotografii portretowej) doprowadziło do pojawienia się swoistej mody. W tym względzie ówcześni fotografowie byli kimś porównywalnym z naszymi influencerami: narzucali zachowania, dyktowali modę i kształtowali gusta. W miastach Europy i Ameryki powstawały pierwsze atelier, w których można było „uwiecznić” swój wizerunek.

Portret fotograficzny był oznaką nowoczesności, a zarazem symbolem statusu społecznego. Fotograf awansował do grona elitarnych zawodów z pogranicza rzemiosła i sztuki, ciesząc się prestiżem porównywalnym z malarzem portrecistą. Był to czas, gdy fotografia balansowała między nauką a sztuką, między rzemiosłem a magią.
Każdy obraz był unikatowy i wymagał ogromnego nakładu pracy. Światło, chemia i cierpliwość tworzyły dzieło, które – paradoksalnie – zaczynało rewolucję w sposobie patrzenia na rzeczywistość. Wszystko to zmieniła swoista demokratyzacja zawodu, która w połączeniu z rewolucją technologiczną uczyniła wiek XX stuleciem fotografii dla wszystkich.
Dzięki wynalazkowi taśmy fotograficznej i tanim aparatom fotografia przestała być zarezerwowana dla nielicznych i stała się codziennym narzędziem dokumentowania życia. Ludzie zaczęli fotografować rodzinne uroczystości, podróże, dzieci, zwierzęta domowe i przyrodę – wszystko to, co wcześniej istniało tylko we wspomnieniach.
Zgodnie z hasłem reklamowym firmy Kodak George’a Eastmana „You press the button, we do the rest” fotografią mógł zajmować się każdy i niemal wszędzie. Dodatkowo pojawił się nowy zawód – fotoreporter, a zdjęcia stały się nowym rodzajem mediów – równoprawnym, a z czasem choćby ważniejszym niż sam tekst.
Fotografia zaczęła służyć prasie, a więc i masowej opinii publicznej, stając się dokumentem społecznym, narzędziem dziennikarstwa, ale też bronią propagandy. To w tym czasie narodził się mit fotografii jako „prawdy o świecie”, choć gwałtownie okazało się, iż również i ona może manipulować rzeczywistością przez wybór kadru, momentu, kontekstu.
Demokratyzacja fotografii
Fotografia zyskała charakter demokratyczny – była tania, dostępna i wszechobecna. Jednak wraz z tym zanikła jej aura wyjątkowości, a fotograf stał się rzemieślnikiem obsługującym masowy popyt, a nie tylko artystą.
To moment, w którym fotografia z elitarnego medium przekształciła się w formę społecznego doświadczenia. Kolejnym etapem demokratyzacji – zarówno w dostępie do sprzętu wysokiej klasy, jak i samej techniki – była era fotografii cyfrowej. Od przełomu minionego i obecnego stulecia mamy do czynienia z niemal nieograniczonym dostępem zarówno do stosunkowo taniego, ale równocześnie profesjonalnego sprzętu i techniki, wspomaganej aktualnie także przez AI, jak i z pokonaniem jeszcze jednej bariery, jaką – dzięki mediom społecznościowym – jest niemal nieograniczona możliwość prezentacji swojej twórczości.

Po dwóch wiekach fotografia utraciła definitywnie swój elitarny charakter i pozbyła się otoczki działalności wyjątkowej i wręcz artystycznej (choć oczywiście do dziś jest także rodzajem sztuki wystawianym w muzeach i galeriach, a niektóre zdjęcia osiągają na aukcjach kolekcjonerskich milionowe kwoty!), stając się elementem codzienności i często zawodem, który może wykonywać każdy. Stało się to nie tyle przez likwidację wymagań profesjonalizmu i kompetencji zawodowych, ile głównie przez powszechność dostępu do dobrego jakościowo sprzętu, obniżenie barier technologicznych i wykorzystanie wspomagania ludzkich umiejętności i talentu przez AI. jeżeli dodamy do tego uprzednią likwidację granic w powszechnym prezentowaniu swoich prac (media społecznościowe zastąpiły redakcje i galerie), to okaże się, iż polem oddziaływania i rynkiem zbytu jest dziś dosłownie cały świat.
Dlatego przeświadczenie, iż fotografem (i to dobrym, profesjonalnym!) może zostać niemal każdy, nie jest pustą deklaracją czy chwytliwym hasłem, ale planem na życie. To w konsekwencji prowadzi do sytuacji, w której fotograf staje się rodzajem łatwo dostępnego zawodu, do którego można aspirować niezależnie od uprzedniego kierunkowego wykształcenia, wieku oraz możliwości operacyjnych.
Dodatkowym atutem jest fakt, iż zbudowanie profesjonalnej pracowni z bazą sprzętową jest kosztem porównywalnym lub niższym niż w innych zawodach techniczno-artystycznych. Pytanie, jakie się pojawia, brzmi: czy demokratyzacja zawodu pozbawiła go jednocześnie barier kompetencyjnych?
Czy kompetencje człowieka zastąpi nie tylko dobrej jakości sprzęt, ale i AI? Rzecz jasna, każdy zawód powinien cechować się profesjonalizmem i musi opierać się na kompetencjach wykonujących go ludzi. Dlatego po pandemii pojawił się pomysł budowania kompetencji opartych na nowych zjawiskach, w tym transformacji cyfrowej. Temu służą także konkretne programy w rodzaju Branżowych Centrów Umiejętności (BCU).
BCU – nowe rozwiązanie na nowe czasy
To nowatorska forma podnoszenia kwalifikacji, łącząca w sobie zarówno misję edukacyjno-szkoleniową skierowaną do grona tzw. młodych dorosłych, jak i wspieranie współpracy szkół, placówek i uczelni z pracodawcami oraz promowanie wiedzy innowacyjno-rozwojowej, w tym z upowszechnianiem nowych technologii. BCU stawia na transformację ekologiczną i cyfrową oraz wspiera realizację doradztwa zawodowego dla uczniów i aktywizację zawodową studentów, doktorantów, absolwentów studiów oraz nauczycieli. BCU jest zatem nowym i unikatowym modelem podnoszenia kwalifikacji, a także certyfikowania nabycia umiejętności. Nowością oferty BCU jest specjalnie zaprojektowana forma pozaszkolnego kształcenia ustawicznego w postaci branżowych szkoleń zawodowych, rozumianych jako specjalistyczne szkolenia w zakresie jednej dziedziny zawodowej (np. fotografia), podkreślająca znaczenie tych kompetencji, które są szczególnie ważne i przydatne do wykonywania zawodu, w tym umiejętności cyfrowych. BCU nie tylko podnoszą jakość usług na rynku, ale budują prestiż zawodu i dają nowym adeptom tej profesji realne szanse na rozwój zawodowy, co zwłaszcza dla młodych ludzi jest sporym atutem i przewagą konkurencyjną. Dodatkowo BCU pozwalają lokalnym firmom i instytucjom na korzystanie z nowoczesnych usług wizualnych, tworząc pomost pomiędzy światem edukacji a rynkiem pracy, co w branżach kreatywnych (a taką jest z pewnością fotografia!) jest często sprawą trudną i wymagającą.
Jeśli XXI wiek ma swój „alfabet”, rodzaj współczesnego, uniwersalnego języka bez barier, to są nim obrazy – zarówno te funkcjonujące jako przekaz kompletny i samoistny (filmy, memy, rolki), jak i te spełniające rolę uzupełniającą i dopowiadającą. W tym szczególna rola przypada fotografii, bez której komunikacja staje się mniej wyrazista, ograniczona i mało efektywna. W reklamie, kulturze, nauce, mediach, edukacji czy bezpośrednio w samym biznesie fotografowie stają się często fundamentem komunikacji. Każdy fundament, żeby zachowywał swoją rolę, musi być wzmacniany, czemu bezpośrednio służą darmowe szkolenia prowadzone przez BCU, dając perspektywę szerszą niż tylko sprawne opanowanie sprzętu i narzędzi (w tym nowych, cyfrowych kompetencji w zakresie wykorzystania AI).

Szkolenia te uczą także wrażliwości w pracy ze światłem, wykorzystaniem emocji towarzyszących procesowi twórczemu, w tym odwoływania się do rejestru ludzkich historii i przeżyć. To wszystko można i trzeba pokazać w ujęciu chwili, poprzez umiejętne naciśnięcie migawki i zarejestrowanie zdarzenia, momentu, sytuacji czy nastroju. Temu w sposób szczególny służy program BCU realizowany w Strzelcach Opolskich w zakresie fotografii. Oferuje on szeroką gamę zajęć i program kształcenia zawodowego dopasowany do zmieniających się wymagań i wyzwań rynku oraz zapotrzebowania odbiorców.
W dobie rewolucji AI fotograf to nie ktoś, kto konkuruje z AI o najlepszy technicznie obraz, ale ktoś, kto konkuruje o wartości, których AI nie ma: wizję, obecność, interpretację zjawiska, relacje z innymi podmiotami społecznymi. Na tym tle przyszłość zawodu fotografa jawi się jako ukazywanie roli projektanta doświadczeń wizualnych, budowanie spójnej narracji i tworzenie obrazów zakorzenionych w realnym świecie.
Dlatego wyzwaniem, jakie stawia sobie projekt BCU w dziedzinie fotografii, jest przejście od traktowania fotografa jako „operatora aparatu” do kategorii „autora i projektanta obrazu”. Nie rezygnując z techniki, fotograf musi stać się także wizjonerem i narratorem historii, jakie przekazują obrazy zarejestrowane przez niego w postaci plików i zdjęć.
Zjawiskiem, któremu BCU poświęcą w swoim projekcie szczególne miejsce, jest brand storytelling, czyli umiejętność kreowania emocji, opowieści i przekazu spójnej wizji historii. Kiedy kończy się czas zarabiania na „robieniu zdjęć” (bo dzięki doskonałości sprzętu w naszych komórkach i łatwości w dostępie do nowości technologicznych każdy potrafi „robić zdjęcia”), pojawia się przestrzeń na kreację, budowanie poprzez obraz zwartej i kompletnej opowieści.
Tego oczekują dziś od fotografa potencjalni klienci: dobrego pomysłu, czytelnego komunikatu, przyjemnej estetyki i zaufania, iż całość procesu będzie się uzupełniała, tworząc zintegrowany proces twórczy, któremu klient może zaufać także w wymiarze oczekiwanych skutków.
I właśnie tym oczekiwaniom wychodzi naprzeciw oferta BCU w Strzelcach Opolskich.







