REKLAMA
Zobacz wideo
Edukacja zdrowotna miała być kontrowersyjna, a nie jest
Chłopak nie chciał ustąpićW szkolnych placówkach działają świetlice, do których można zapisać dzieci na czas dni roboczych np. pomiędzy świętami a dniem Trzech Króli. Teoretycznie to idealne rozwiązanie dla pracujących rodziców. W praktyce bywa różnie. - Syn ostatni dzień był w szkole 19 grudnia. Potem wiadomo - święta i całe to wolne, ale pomiędzy jest kilka normalnych dni pracujących i niestety, musiałam stawić się w pracy. Podobnie jak mąż - opowiada pani Marta, nasza czytelniczka.Jej syn Marcel chodzi do pierwszej klasy. Gdy pojawiła się informacja o dyżurach świetlicowych, rodzice wiedzieli, iż w sumie nie mają wyjścia i muszą zapisać na nie chłopca. Już po pierwszym dniu pojawiły się schody. - Zaczął marudzić, iż mu się nudzi, iż jest mało dzieci, iż to bez sensu. Drugiego dnia stawiał jeszcze większy opór, ale kulminacja nastąpiła w poniedziałek po świętach. Stanowczo powiedział, iż więcej tam nie pójdzie. Zaprowadziłam go do szkoły, ale nie chciał ustąpić. Zaczął płakać i nie chciał wejść na świetlicę - wyznaje kobieta. Sytuacja była na tyle trudna, iż pani Marta skapitulowała. - Nie miałam wyjścia. Wzięłam urlop na żądanie i zawiozłam go do dziadków, którzy mieszkają na drugim końcu Polski - wspomina. Podobnymi doświadczeniami dzieli się z portalem eDziecko pani Sylwia, mama drugoklasistki. - Michalina nigdy nie lubiła siedzieć na świetlicy. Dlaczego? Do końca nie wiem. Przecież krzywda się jej tam nie dzieje. Na co dzień odbieram córkę ze szkoły możliwie szybko, zwykle od razu po lekcjach. W dni wolne od zajęć dydaktycznych, gdy oboje z mężem musimy pracować, zdecydowaliśmy się na inne rozwiązanie - opowiada czytelniczka.
Po czym dodaje: Przychodzi do nas opiekunka, pani Tamara. Na dziadków nie zawsze możemy liczyć - ze względu na ich stan zdrowia i odległość. Takie rozwiązanie jest moim zdaniem najlepsze - podkreśla."Syn nigdy nie narzekał"Nie wszystkie historie naszych czytelniczek mają jednak podobny przebieg. Są też dzieci, które lubią świetlicę i nie bronią się przed nią rękami i nogami. - Syn nigdy nie narzekał. Często choćby prosi mnie, żebym nie odbierała go od razu po lekcjach, tylko godzinę czy dwie później, żeby mógł pobawić się z kolegami - opowiada nam mama 9-letniego Tadeusza.Kobieta pracuje zdalnie, więc świetlica jest dla niej dużym ułatwieniem. - Dzięki temu mam spokojną głowę, a syn jest zadowolony - dodaje na zakończenie rozmowy.A jak to wygląda u Ciebie? Masz ochotę podzielić się z nami swoją historią? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.











