Dziecko dla przyjaciółki
Kiedy Basia przechodziła ostatnie tygodnie swojej ciąży, jej młodszy brat wyjechał z domu, ojciec sięgnął po alkohol, a życie Basi zmieniło się w koszmar.
Każdy ranek zaczynał się dla Basi od wietrzenia mieszkania, zbierania pustych butelek spod stołu i czekania, aż ojciec łaskawie wstanie.
Tato, przecież nie powinieneś pić. Ledwo co wyszedłeś z udaru.
Chcę i piję. Kto mi zabroni? To pomaga zagłuszyć ból.
Jaki ból?
Ból świadomości, iż nikomu nie jestem potrzebny. choćby tobie. Jestem tylko ciężarem. Całe życie na nic. Po co się żeniłem, na co dzieci, skoro tylko biedę po mnie odziedziczyły i brak charakteru. Wszystko na marne, Basiu. Łatwiej pić.
Basia, sama w kiepskim nastroju, nie kryła złości.
Nic nie poszło na marne, tato. Ludzie mają w życiu gorzej.
Gorzej, córko? Ty wychowywałaś się bez matki. Teraz zamierzasz urodzić dziecko bez ojca, które będzie żyło w biedzie.
Nie wszystko jest takie czarne, tato. Życie bywa zmienne, wszystko może się odmienić w jednej chwili.
Basi przypomniały się lepsze czasy, kiedy miała wyjść za Pawła. Tak, świat się zawalił, ale trzeba żyć dalej.
Tamtego dnia ojciec znowu był pijany. Basia w złości wykrzyknęła:
Co, przepiłeś pieniądze, które odkładałam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?!
Wszystko w tym domu do mnie należy odpowiedział ojciec. Łącznie z emeryturą, którą przede mną chowasz! Moją emeryturą.
I wszystko przepijasz? Nie pomyślałeś, z czego będziemy żyć?
A czemu ja mam o tym myśleć? Jestem chory, a ty dorosłaś, teraz twoja kolej się mną opiekować!
Basia obszukała szafki.
Dobrze pamiętam, wczoraj zostały jeszcze dwa opakowania makaronu i masło. Teraz ich nie ma! Co zjemy dziś na kolację?..
Basia usiadła na krześle, zakrywając twarz dłońmi.
Nie wiedziała, iż ciotka Natalia przyszła pod jej nieobecność, poiła ojca i wyciągała z domu wszystko, co tylko mogła.
Cicho, podstępnie, Natalia wykańczała rodzinę od środka.
Tę noc Basia przepłakała. Leżała przygnębiona w łóżku, głodna i zrezygnowana.
Rano ktoś zapukał do drzwi. To była Natalia Romanowska. W modnym płaszczu, w eleganckich butach na obcasie, nie zdejmując ich, weszła do mieszkania.
Cześć. Moja koleżanka z urzędu gminy powiedziała mi, iż macie zaległości za prąd i niedługo wam go odetną. Co tutaj się dzieje, Basiu? Może poczęstujesz mnie herbatą?
Nie czekając na odpowiedź, Natalia weszła do kuchni, zaczęła grzebać w lodówce i szafkach.
Sama zrobię herbatę, przecież jesteś w ciąży, jak moja Zosia Ale widzę, iż nie ma choćby cukru ani herbaty. Nic nie ma, prawie pusto. Chodźmy do sklepu.
Basia nie patrzyła na gościa.
Ciociu Natalio, nie częstuję panią herbatą. Lepiej proszę wyjść.
Natalia nie miała zamiaru odpuszczać.
Masz kłopoty? Widać, iż tak. Pamiętasz, proponowałam ci przenieść się do mnie? Tym razem nie proszę, a nalegam, pakuj się i przeprowadzaj! Tu nie ma warunków dla dziecka, twój ojciec pije, ty nie masz czego jeść! choćby owoców ani witamin Zbieraj rzeczy i jedziemy.
Basia usiadła, słabo jej się zrobiło, łzy popłynęły po policzkach, Natalia ją objęła:
Słuchaj. Wiem, jak mnie oceniasz. Wiem, iż moja córka odbiła ci narzeczonego. Ale nie jestem wyrodną, nie mogę patrzeć, jak się męczysz. Czy chcesz, czy nie, zajmę się tobą.
Potem wszystko działo się jak we śnie Natalia pomogła Basi się spakować i zamówiła taksówkę.
***
W dniu, kiedy Basi zaczęły się bóle porodowe, Natalia Romanowska cały czas była obok.
Słuchaj dokładnie, Basiu. Uprzedziłam personel, iż chcesz zrezygnować z dziecka. Kiedy urodzisz, nie bierz go na ręce, nie przykładuj do piersi. Po prostu nie patrz.
Basia cierpiała.
Och, ciociu Natalio, już mi wszystko jedno. Tak boli Chciałabym już mieć to za sobą.
Pamiętaj, co ci mówiłam sama nie dasz rady wychować dziecka. A ja już znalazłam porządną rodzinę, która je zaadoptuje.
Po kilku godzinach urodziła się dziewczynka.
Waży trzy trzysta, zdrowa, piękna, wszystko w porządku.
Pielęgniarka zabrała noworodka, choćby nie pokazując go matce.
Jednak lekarka pediatra patrzyła na Basię surowym wzrokiem.
Jak to rozumieć? Zdrowa, śliczna dziewczynka, a pani choćby nie chce spojrzeć. Pani Jolu, przynieście dziecko z powrotem, niech matka przytuli i przystawi do piersi!
Basia pokręciła głową.
Nie chcę. Nie mam za co żyć, nie chciałam rodzić Są ludzie, którym będzie bardziej potrzebna, podpiszę zgodę na adopcję
Niech się pani opamięta! Choć rzućcie okiem na maleństwo.
Basia zacisnęła powieki. Jednak poczuła dotyk czyjejś ciepłej rączki.
Pielęgniarka położyła niemowlę tuż obok, które zaczęło mruczeć, szukając ustami ciała matki. Basia spojrzała na córeczkę.
Niemowlę z małymi zaciśniętymi oczkami patrzyło w nią, próbując główką i rączkami sięgnąć matki.
No, mamo? Czas nakarmić dziecko uśmiechnęła się lekarka. euforia pojawiła się w jej oczach, kiedy zobaczyła, jak Basia zaczyna drżeć z emocji.
Taka śliczna dziewczynka, potrzebuje pani, nie obcych ludzi.
Basia zapłakała, przytulając maleństwo do siebie, i przytaknęła.
Kolejne dwie godziny odpoczywała z dzieckiem u boku, nie mogąc od niego oderwać wzroku.
Właśnie wtedy narodził się w niej instynkt macierzyński.
Oto sens mojego życia moja córka.
I nieważne, czy Paweł odszedł, czy ojciec pije Jestem potrzebna swojemu dziecku, więc zostanę z nią.
***
Basia obudziła się na dźwięk głosu Natalii.
Natalia Romanowska podeszła w szlafroku i patrzyła na nią.
Zapomniałaś, co ustaliłyśmy? spytała cicho. Obiecałaś urodzić i oddać dziecko. Rozmawiałam już z ludźmi, którzy są gotowi ją zabrać.
Ciociu Natalio, rozmyśliłam się. Nie chcę nikomu oddawać córki.
Ale ty choćby grosza nie masz, jesteś adekwatnie bezdomna, gdzie pójdziesz z dzieckiem?
Do domu. Nie będę już wam zawadzać. Poradzę sobie.
Basia zobaczyła, jak wyraz twarzy Natalii zmienia się w grymas wściekłości.
Zwariowałaś? Skąd weźmiesz pieniądze? Czym zamierzasz żyć? Chodzisz z wyciągniętą ręką?
Od krzyku Natalii obudziła się dziewczynka. Basia gwałtownie podeszła do łóżeczka.
Nie dotykaj! Sama ją nakarmię mlekiem sztucznym. Powiemy lekarzom, iż nie masz pokarmu powiedziała Natalia.
Basia pokręciła głową:
To nie pani sprawa, to moje dziecko! Mówiłam, nie oddam jej!
Nie możesz! Obiecałaś! Natalia była bezsilna.
Proszę wyjść.
Natalia wyszła. Współlokatorka Basi, po cichu leżąca na łóżku, odezwała się:
Kto to był?
Ciotka.
Straszne. Nie słuchaj jej. Dobrze, iż ją pogoniłaś. Jestem Elżbieta. Jak będziesz potrzebować pomocy, odezwij się. Na świecie są jeszcze dobrzy ludzie.
Basia.
Miło poznać, Basiu. Wiesz, ona chciała chyba zabrać twoją córkę. Wydała mi się bardzo dziwna.
***
Przed wypisem przyszła do Basi dawna przyjaciółka, Zofia. Nie wpuszczono jej do sali, Basia wyszła na korytarz.
Cześć.
Basia usiadła ostrożnie na ławkę.
Zofia siadła obok.
Słyszałam, iż już urodziłaś.
Tak. Dziewczynkę.
Zofii oczy zaczęły uciekać po ścianie.
Słuchaj, mama znalazła ludzi, chętnych zaadoptować twoje dziecko.
No i?
To dobrzy, bogaci ludzie, gotowi zapłacić za twoją córeczkę milion złotych. Milion, rozumiesz? Kupisz sobie mieszkanie!
Naprawdę, cały milion? Basia skinęła głową. Skoro tak się troszczysz, oddaj im swoje dziecko.
Zofia wydęła wargi, ale dalej trzymała Basię za rękaw.
Poczekaj, Basiu. Oddaj dziecko mnie! Będę się nią opiekować, to przecież córka Pawła!
Myślisz, iż poradzisz sobie z dwójką dzieci?
Nic nie rozumiesz! Moje małżeństwo się rozpada!
Basia wstała, chcąc odejść, Zofia wpiła się w jej rękaw, oczy miała już obłąkane:
Potrzebuję jej, Basiu!
Puść.
Po kilku godzinach do sali wpadł sam Paweł. Basia cofnęła się, widząc go:
Urodziłaś? Mogę zobaczyć?
Nie! Za chwilę twoja Zosia urodzi, tam oglądaj!
Musimy porozmawiać, Basiu. Od kiedy urodziłaś, nie mogę spać. Chcę zabrać córkę. Zrzeknij się praw do niej, obiecuję, iż ją zaadoptuję.
Basia pokręciła głową:
Nie jestem jak ty, nigdy nie opuszczę kogoś, komu jestem potrzebna. Daremnie tu przyszedłeś, córki ci nie oddam!
Paweł nie chciał się poddać.
Oddaj dziecko! Nie powinnaś była mnie okłamywać! I tak odbiorę to, co moje!
Ty? Maminsynek? Najpierw spytaj mamusi o zgodę!
Basia odsunęła go, wzięła córkę w ramiona i poszła do pielęgniarek.
Proszę, nie wpuszczajcie więcej nikogo do mnie. Nie chcę już nikogo widzieć! Tu jest jak w poczekalni na dworcu!
Epilog
W dniu wypisu Basia wyszła ze szpitala, mocno przytulając córkę.
Nie była już sama, razem z nią wyszła współlokatorka Elżbieta, którą odbierał mąż i mama.
Na schodach Basia zobaczyła samochód państwa Pawłowskich.
Z auta wysiadła matka Pawła Maria Pawłowska, zmierzyła Basię chłodnym wzrokiem.
Basia poczuła zimny dreszcz.
Niedoszła teściowa patrzyła na nią z wrogością, jak wilk na zdobycz.
Elżbieta zauważyła minę Basi, podeszła i stanęła obok.
Kto to?
Rodzice Pawła.
Wygląda, jakby chciała cię złapać. Nie podoba mi się to. Wszystko na ciebie polują. Zresztą, mówiłam ci u mnie w domu czeka na ciebie pokój. Jedź ze mną.
Basia skinęła głową. W środku czuła, iż coś jest nie tak.
***
Mieszkając u nowych przyjaciół, Basia nieoczekiwanie znalazła miłość brat cioteczny Elżbiety, wieczny kawaler Janek, zaczął ją adorować.
Okazał się dobrym i serdecznym człowiekiem. Ożenił się z Basią, zaadoptował jej córkę i pomógł także jej ojcu.
A co z Zofią i Pawłem? Ich małżeństwo się rozpadło.
Okazało się, iż Zofia tylko udawała ciążę nosiła atrapę brzucha, oszukała całą rodzinę Pawłowskich.
Natalia Romanowska chcąc ratować córkę, sama przyznała się zięciowi, iż Zofia poroniła na wczesnym etapie. Zaproponowała mu od razu kompromis.
Pawełku, nie gniewaj się na Zosię. Tak, straciła ciążę, ale ty też nie jesteś bez winy. Przecież za chwilę urodzi ci się dziecko z inną. Pomyślałam a może adoptujecie dziecko Basi? W końcu to twoje. Rodzicom nie powiemy nic o poronieniu Zosi. Udamy, iż jest w ciąży, a jak Basia urodzi, przygarniemy jej dziecko i ogłosimy, iż to Zosia urodziła.
Paweł zgodził się na plan teściowej.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, iż Basia zadecydowała inaczej postanowiła zostać z córką. To postawiło dawną przyjaciółkę i jej matkę pod ścianą.
Mama Pawła, Maria Pawłowska, gdy odkryła kłamstwo synowej, wyrzuciła ją z domu i wymusiła na synu rozwód.
Życie nie jest łatwe, potrafi przynieść cierpienie i rozczarowania od najbliższych ale zawsze warto mieć odwagę walczyć o własną rodzinę, bo czasem to my sami jesteśmy jedynymi, którzy naprawdę jej potrzeba. Właśnie miłość i wierność sobie dają nam siłę, by budować szczęście od nowa choćby wtedy, gdy wszyscy inni już w nie nie wierzą.








