Dziecko dla przyjaciółki Gdy Lila kończyła ostatnie miesiące ciąży, jej młodszy brat wyprowadził się z domu, a ojciec sięgnął po alkohol – od tamtego czasu życie Lili zamieniło się w piekło. Każdy poranek zaczynała od wietrzenia mieszkania, zbierania butelek spod stołu i czekania, aż ojciec wstanie. — Tato, przecież nie możesz pić. Ledwo wyszedłeś z udaru. — Chcę, to piję. Kto mi zabroni? Tylko tak da się znieść ból. — Jaki ból? — Ten, iż nie jestem nikomu potrzebny. choćby tobie. Jestem dla ciebie ciężarem. Jestem przegranym człowiekiem, Lila. Niepotrzebnie przyszedłem na świat, niepotrzebnie ożeniłem się i spłodziłem dzieci, które odziedziczyły tylko moją bezradność i biedę. Wszystko na marne, córko. Łatwiej pić. Lila, już i tak w złym humorze, denerwowała się. — Nie wszystko jest na marne, tato. Ludzie miewają w życiu gorzej. — Jak gorzej? Wychowałaś się bez matki. A teraz planujesz urodzić dziecko bez ojca, które będzie kontynuowało nasze ubóstwo. — Nie jest tak źle, tato. Nic nie jest wieczne, wszystko może się nagle odmienić. Lila z żalem wspomniała, jak kiedyś była szczęśliwa, szykując się do ślubu z Michałem. Tak, świat się zachwiał, ale trzeba żyć dalej. Tego dnia ojciec znów się upił. Lila zawołała w złości: — Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?! — Wszystko w tym domu jest moje — stwierdził ojciec — włącznie z emeryturą, którą przede mną ukrywasz! Moją emeryturą. — I wszystko przepiłeś? Nie pomyślałeś, za co będziemy żyć? — A czemu ja mam myśleć? Jestem chory. Urosłaś, teraz to ty masz się mną opiekować. Lila przeszukała wszystkie szafki. — Przecież wczoraj zostały dwie paczki makaronu i masło. Teraz nie ma nic! Co zjemy na kolację?.. Była wstrząśnięta. Usiadła na krześle, ukrywając twarz w dłoniach. Skąd miała wiedzieć, iż ciotka Natalia w jej nieobecności urządza sobie melinę z jej ojcem i okrada mieszkanie? Cicho jak wąż Natalia zakradła się do ich domu i robiła wszystko, by rozbić rodzinę. Tej nocy Lila przepłakała w łóżku. Leżała przygnębiona, złamana, głodna. Rano zapukała Natalia Nowak. W modnym płaszczu, na obcasach, choćby nie zdjęła butów. — Cześć. Moja koleżanka z mieszkaniowego działu powiedziała, iż macie długi i niedługo odetną wam prąd. Co się tu dzieje, Lila? Napijesz się herbaty? Nie czekając na odpowiedź, Natalia poszła do kuchni i zaczęła grzebać w lodówce i szafkach. — Sama zrobię, przecież jesteś w ciąży, tak jak moja Kasia… Patrz, nie ma cukru, nie ma herbaty. Nic nie ma. Chodźmy do sklepu. Lila unikała spojrzenia ciotki. — Ciociu Natalia, nie częstuję herbatą. Proszę wyjść. Natalia nie zamierzała rezygnować. — Masz kłopoty? To widać. Pamiętasz, jak proponowałam ci przeprowadzkę do mnie? Teraz nie proszę, tylko nalegam — przeprowadzaj się. Tu nie ma warunków dla dziecka, twój ojciec pije, nie masz co jeść! choćby owoców ci brakuje… Zbieraj się i jedź ze mną. Lila osiadła na krześle, zakręciło jej się w głowie. Łzy płynęły jej po policzkach, Natalia objęła ją: — Posłuchaj mnie, dziewczyno, wiem, co do mnie czujesz. Nie mam za co przepraszać, w końcu moja córka odbiła ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem i nie mogę patrzeć, jak cierpisz. Chcesz czy nie — ja ci pomogę. Reszta wydarzyła się jak we śnie — Natalia pomogła się spakować i zamówiła taksówkę. *** W dniu, w którym Lili zaczęły się bóle porodowe, Natalia Nowak nie odstępowała jej na krok. — Słuchaj mnie uważnie, Lila. Uprzedziłam personel, iż chcesz zostawić dziecko. Po porodzie nie bierz go na ręce, nie przystawiaj do piersi. Po prostu nie patrz. Lila wykrzywiała się z bólu: — Oj, ciociu Natalio, wszystko mi jedno. Niech się już skończy ten ból. — Pamiętaj, co ci mówiłam — sama tego dziecka nie wychowasz. Już znalazłam porządną rodzinę, która je adoptuje choćby dzisiaj. Kilka godzin później na świat przyszła dziewczynka. — Trzy kilo trzysta, zdrowa, wszystko w porządku — oznajmiła położna. Położna wzięła ją w becik i wyniosła, choćby nie pokazując Lili. Ale pediatra spojrzała surowo na młodą matkę: — Jak to rozumieć? Ma pani zdrową, piękną córkę, a choćby nie chce na nią spojrzeć. Pani Ewo, przynieście dziecko i połóżcie przy matce. Lila potrząsnęła głową: — Nie chcę. Nie mam choćby na życie, nie planowałam… Są ludzie, którym jest bardziej potrzebna, podpiszę zrzeczenie, ją adoptują… — Proszę nie wariować, spojrzy pani chociaż! Lila zacisnęła oczy, ale poczuła dotyk czegoś delikatnego na ręce. Położna położyła noworodka obok, a ona zaczęła się kręcić, dotykając ustami i noskiem, i Lila spojrzała na swoją córkę. Maleńka, bezbronna dziewczynka patrzyła na nią, mrużąc oczka i szukała jej piersi. — No i co, karmimy, mamusiu? — uśmiechnęła się pediatra. Lila zapłakała i objęła córeczkę. Przez dwie godziny po porodzie Lila odpoczywała przy córeczce i nie mogła oderwać od niej wzroku. Wtedy narodził się jej instynkt macierzyński. „Oto sens mojego życia — moja córka. Nieważne, czy Michał odszedł, czy ojciec się upija… Jestem potrzebna swojej córce, więc zostanę z nią”. *** Obudził ją głos Natalii. Natalia Nowak, w szlafroku, weszła na salę i spojrzała na Lilię leżącą w łóżku. — Zapomniałaś, co ustaliłyśmy? — cicho zapytała. — Obiecałaś, iż po porodzie oddasz dziecko. Już się dogadałam z ludźmi, którzy chcą je zabrać. — Pani Natalio, rozmyśliłam się. Nie oddam go nikomu. — Przecież nie masz pieniędzy, jesteś praktycznie bezdomna, co zrobisz z dzieckiem? — Wrócę do siebie. Już nie będę pani kłopotać. Zobaczyła, jak twarz ciotki staje się złowieszcza. — Zwariowałaś?! Nie masz pieniędzy! Z czego będziesz żyć? Będziesz żebrać? Krzyk Natalii obudził dziewczynkę w łóżeczku — Lila wstała i podeszła do córki. — Nie ruszaj! Ja ją nakarmię mlekiem modyfikowanym. Powiemy, iż nie masz pokarmu — powiedziała Natalia. Lila pokręciła głową: — To moja córka. Powiedziałam jasno: nie oddam! — Nie możesz! Obiecałaś! — bezsilnie wrzeszczała Natalia. — Proszę wyjść. Natalia wyszła. Współlokatorka Lili podniosła głowę: — Kto to był? — Ciotka. — Straszne. Dobrze, iż ją wygoniłaś. Ja jestem Kasia. Jak będziesz potrzebowała pomocy, pomogę. Są jeszcze dobrzy ludzie. — Lila. — Miło poznać. Wiesz, wydaje mi się, iż ona chciała porwać twoją córkę. Strasznie dziwna kobieta. *** Przed wyjściem przyszła do Lili jeszcze jedna osoba. Do sali jej nie wpuszczono, więc Lila wyszła do korytarza. Stała jej dawna przyjaciółka, Kasia, z zaokrąglonym brzuchem. — Cześć. Lila przysiadła na ławie. Kasia spojrzała niepewnie. — Słyszałam, iż urodziłaś. — Tak. Córeczka. Kasia poczerwieniała. — Lila, jest taka sprawa. Mama znalazła ludzi, którzy mogą adoptować twoje dziecko. — I co? — To bardzo porządni ludzie, mogę ręczyć. Są bogaci i dadzą wszystko, by mieć dziecko. Kasia chwyciła Lile za rękę: — Oferują za twoją córkę milion. Milion złotych, rozumiesz? Kupiłabyś pokój, może małe własne mieszkanie… — Tak? To jak tak ci na nich zależy, to przekaż im swoje dziecko. Kasia się obraziła, ale nie puszczała Lili. — Poczekaj. Oddaj mi to dziecko! Będę je wychowywać, przecież to córka Michała. — Myślisz, iż sobie poradzisz z dwojgiem? — Nie rozumiesz, Lila. Moja rodzina się rozpada! Lila wstała, chcąc odejść. Kasia złapała ją za rękaw, w oczach szaleństwo: — Potrzebuję tego dziecka, Lila! — Zostaw. …Po kilku godzinach na salę wpadł Michał. Lila się cofnęła. — Urodziłaś? Mogę zobaczyć? — Nie! Niedługo twoja Kasia sama urodzi, tam patrz! — Musimy pogadać. Od kiedy urodziłaś nie mogę sobie znaleźć miejsca. Chcę zabrać córkę do siebie. Zrzeknij się jej, a ja ją adoptuję. Lila pokręciła głową: — Nie jestem taka jak wy, nigdy nie oddam kogoś, kto mnie potrzebuje. Niepotrzebnie przyjechałeś, córki ci nie oddam! Michał uparcie nie odchodził. — Oddaj dziecko! Nie miałaś prawa rodzić! I tak zabiorę, co moje! — Ty? Synuś mamusi? Najpierw zapytaj matki o pozwolenie! Odepchnęła Michała, wzięła córkę i poszła na dyżurkę: — Proszę nikogo tu więcej nie wpuszczać. Nie chcę widzieć nikogo! Co tu się dzieje… Epilog W dniu wypisu Lila wyszła z córką na rękach. Nie była sama — z nią wychodziła Kasia, odbierali ją mąż i matka. Lila stanęła na schodach, zauważyła samochód rodziny Rezników. Z auta wyszła matka Michała, pani Renata, wpatrując się w Lilę podejrzliwie. Lila poczuła ciarki. Niedoszła teściowa patrzyła jak wilczyca gotowa do ataku. Kasia to zauważyła, podeszła do Lili. — Kto to? — Rodzice Michała. — Patrzą tak, jakby cię pilnowali. Dziwne z nich typy. Powiedziałam, iż u nas masz pokój. Jedź ze mną. Lila przytaknęła. Też miała złe przeczucia. *** Mieszkając u przyjaciół, Lila niespodziewanie znalazła miłość — brat Kasi, zatwardziały kawaler Jan, zaczął ją adorować. Jan okazał się dobrym człowiekiem — poślubił Lilę i adoptował jej córkę, a także pomógł jej ojcu. Co do Kasi i Michała – ich związek się rozpadł. Okazało się, iż Kasia udawała ciążę, nosząc sztuczny brzuch, okłamując całą rodzinę. Natalia Nowak, chcąc chronić córkę, przyznała się zięciowi, iż Kasia miała poronienie na wczesnym etapie i od razu zaproponowała, by adoptować dziecko Lili pod pozorem, iż urodziła je Kasia. Michałowi spodobał się ten pomysł. Wszystko układało się dobrze, dopóki Lila stanowczo odmówiła oddania córki, wpędzając byłą przyjaciółkę i jej matkę w ślepą uliczkę. Matka Michała, Renata, była rozczarowana kłamstwami synowej, wyrzuciła ją z domu i zmusiła syna do rozwodu.

twojacena.pl 1 dzień temu

Dziecko dla przyjaciółki

Kiedy Basia przechodziła ostatnie tygodnie swojej ciąży, jej młodszy brat wyjechał z domu, ojciec sięgnął po alkohol, a życie Basi zmieniło się w koszmar.

Każdy ranek zaczynał się dla Basi od wietrzenia mieszkania, zbierania pustych butelek spod stołu i czekania, aż ojciec łaskawie wstanie.

Tato, przecież nie powinieneś pić. Ledwo co wyszedłeś z udaru.

Chcę i piję. Kto mi zabroni? To pomaga zagłuszyć ból.

Jaki ból?

Ból świadomości, iż nikomu nie jestem potrzebny. choćby tobie. Jestem tylko ciężarem. Całe życie na nic. Po co się żeniłem, na co dzieci, skoro tylko biedę po mnie odziedziczyły i brak charakteru. Wszystko na marne, Basiu. Łatwiej pić.

Basia, sama w kiepskim nastroju, nie kryła złości.

Nic nie poszło na marne, tato. Ludzie mają w życiu gorzej.

Gorzej, córko? Ty wychowywałaś się bez matki. Teraz zamierzasz urodzić dziecko bez ojca, które będzie żyło w biedzie.

Nie wszystko jest takie czarne, tato. Życie bywa zmienne, wszystko może się odmienić w jednej chwili.

Basi przypomniały się lepsze czasy, kiedy miała wyjść za Pawła. Tak, świat się zawalił, ale trzeba żyć dalej.

Tamtego dnia ojciec znowu był pijany. Basia w złości wykrzyknęła:

Co, przepiłeś pieniądze, które odkładałam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?!

Wszystko w tym domu do mnie należy odpowiedział ojciec. Łącznie z emeryturą, którą przede mną chowasz! Moją emeryturą.

I wszystko przepijasz? Nie pomyślałeś, z czego będziemy żyć?

A czemu ja mam o tym myśleć? Jestem chory, a ty dorosłaś, teraz twoja kolej się mną opiekować!

Basia obszukała szafki.

Dobrze pamiętam, wczoraj zostały jeszcze dwa opakowania makaronu i masło. Teraz ich nie ma! Co zjemy dziś na kolację?..

Basia usiadła na krześle, zakrywając twarz dłońmi.

Nie wiedziała, iż ciotka Natalia przyszła pod jej nieobecność, poiła ojca i wyciągała z domu wszystko, co tylko mogła.

Cicho, podstępnie, Natalia wykańczała rodzinę od środka.

Tę noc Basia przepłakała. Leżała przygnębiona w łóżku, głodna i zrezygnowana.

Rano ktoś zapukał do drzwi. To była Natalia Romanowska. W modnym płaszczu, w eleganckich butach na obcasie, nie zdejmując ich, weszła do mieszkania.

Cześć. Moja koleżanka z urzędu gminy powiedziała mi, iż macie zaległości za prąd i niedługo wam go odetną. Co tutaj się dzieje, Basiu? Może poczęstujesz mnie herbatą?

Nie czekając na odpowiedź, Natalia weszła do kuchni, zaczęła grzebać w lodówce i szafkach.

Sama zrobię herbatę, przecież jesteś w ciąży, jak moja Zosia Ale widzę, iż nie ma choćby cukru ani herbaty. Nic nie ma, prawie pusto. Chodźmy do sklepu.

Basia nie patrzyła na gościa.

Ciociu Natalio, nie częstuję panią herbatą. Lepiej proszę wyjść.

Natalia nie miała zamiaru odpuszczać.

Masz kłopoty? Widać, iż tak. Pamiętasz, proponowałam ci przenieść się do mnie? Tym razem nie proszę, a nalegam, pakuj się i przeprowadzaj! Tu nie ma warunków dla dziecka, twój ojciec pije, ty nie masz czego jeść! choćby owoców ani witamin Zbieraj rzeczy i jedziemy.

Basia usiadła, słabo jej się zrobiło, łzy popłynęły po policzkach, Natalia ją objęła:

Słuchaj. Wiem, jak mnie oceniasz. Wiem, iż moja córka odbiła ci narzeczonego. Ale nie jestem wyrodną, nie mogę patrzeć, jak się męczysz. Czy chcesz, czy nie, zajmę się tobą.

Potem wszystko działo się jak we śnie Natalia pomogła Basi się spakować i zamówiła taksówkę.

***

W dniu, kiedy Basi zaczęły się bóle porodowe, Natalia Romanowska cały czas była obok.

Słuchaj dokładnie, Basiu. Uprzedziłam personel, iż chcesz zrezygnować z dziecka. Kiedy urodzisz, nie bierz go na ręce, nie przykładuj do piersi. Po prostu nie patrz.

Basia cierpiała.

Och, ciociu Natalio, już mi wszystko jedno. Tak boli Chciałabym już mieć to za sobą.

Pamiętaj, co ci mówiłam sama nie dasz rady wychować dziecka. A ja już znalazłam porządną rodzinę, która je zaadoptuje.

Po kilku godzinach urodziła się dziewczynka.

Waży trzy trzysta, zdrowa, piękna, wszystko w porządku.

Pielęgniarka zabrała noworodka, choćby nie pokazując go matce.

Jednak lekarka pediatra patrzyła na Basię surowym wzrokiem.

Jak to rozumieć? Zdrowa, śliczna dziewczynka, a pani choćby nie chce spojrzeć. Pani Jolu, przynieście dziecko z powrotem, niech matka przytuli i przystawi do piersi!

Basia pokręciła głową.

Nie chcę. Nie mam za co żyć, nie chciałam rodzić Są ludzie, którym będzie bardziej potrzebna, podpiszę zgodę na adopcję

Niech się pani opamięta! Choć rzućcie okiem na maleństwo.

Basia zacisnęła powieki. Jednak poczuła dotyk czyjejś ciepłej rączki.

Pielęgniarka położyła niemowlę tuż obok, które zaczęło mruczeć, szukając ustami ciała matki. Basia spojrzała na córeczkę.

Niemowlę z małymi zaciśniętymi oczkami patrzyło w nią, próbując główką i rączkami sięgnąć matki.

No, mamo? Czas nakarmić dziecko uśmiechnęła się lekarka. euforia pojawiła się w jej oczach, kiedy zobaczyła, jak Basia zaczyna drżeć z emocji.

Taka śliczna dziewczynka, potrzebuje pani, nie obcych ludzi.

Basia zapłakała, przytulając maleństwo do siebie, i przytaknęła.

Kolejne dwie godziny odpoczywała z dzieckiem u boku, nie mogąc od niego oderwać wzroku.

Właśnie wtedy narodził się w niej instynkt macierzyński.

Oto sens mojego życia moja córka.
I nieważne, czy Paweł odszedł, czy ojciec pije Jestem potrzebna swojemu dziecku, więc zostanę z nią.

***

Basia obudziła się na dźwięk głosu Natalii.

Natalia Romanowska podeszła w szlafroku i patrzyła na nią.

Zapomniałaś, co ustaliłyśmy? spytała cicho. Obiecałaś urodzić i oddać dziecko. Rozmawiałam już z ludźmi, którzy są gotowi ją zabrać.

Ciociu Natalio, rozmyśliłam się. Nie chcę nikomu oddawać córki.

Ale ty choćby grosza nie masz, jesteś adekwatnie bezdomna, gdzie pójdziesz z dzieckiem?

Do domu. Nie będę już wam zawadzać. Poradzę sobie.

Basia zobaczyła, jak wyraz twarzy Natalii zmienia się w grymas wściekłości.

Zwariowałaś? Skąd weźmiesz pieniądze? Czym zamierzasz żyć? Chodzisz z wyciągniętą ręką?

Od krzyku Natalii obudziła się dziewczynka. Basia gwałtownie podeszła do łóżeczka.

Nie dotykaj! Sama ją nakarmię mlekiem sztucznym. Powiemy lekarzom, iż nie masz pokarmu powiedziała Natalia.

Basia pokręciła głową:

To nie pani sprawa, to moje dziecko! Mówiłam, nie oddam jej!

Nie możesz! Obiecałaś! Natalia była bezsilna.

Proszę wyjść.

Natalia wyszła. Współlokatorka Basi, po cichu leżąca na łóżku, odezwała się:

Kto to był?

Ciotka.

Straszne. Nie słuchaj jej. Dobrze, iż ją pogoniłaś. Jestem Elżbieta. Jak będziesz potrzebować pomocy, odezwij się. Na świecie są jeszcze dobrzy ludzie.

Basia.

Miło poznać, Basiu. Wiesz, ona chciała chyba zabrać twoją córkę. Wydała mi się bardzo dziwna.

***

Przed wypisem przyszła do Basi dawna przyjaciółka, Zofia. Nie wpuszczono jej do sali, Basia wyszła na korytarz.

Cześć.

Basia usiadła ostrożnie na ławkę.

Zofia siadła obok.

Słyszałam, iż już urodziłaś.

Tak. Dziewczynkę.

Zofii oczy zaczęły uciekać po ścianie.

Słuchaj, mama znalazła ludzi, chętnych zaadoptować twoje dziecko.

No i?

To dobrzy, bogaci ludzie, gotowi zapłacić za twoją córeczkę milion złotych. Milion, rozumiesz? Kupisz sobie mieszkanie!

Naprawdę, cały milion? Basia skinęła głową. Skoro tak się troszczysz, oddaj im swoje dziecko.

Zofia wydęła wargi, ale dalej trzymała Basię za rękaw.

Poczekaj, Basiu. Oddaj dziecko mnie! Będę się nią opiekować, to przecież córka Pawła!

Myślisz, iż poradzisz sobie z dwójką dzieci?

Nic nie rozumiesz! Moje małżeństwo się rozpada!

Basia wstała, chcąc odejść, Zofia wpiła się w jej rękaw, oczy miała już obłąkane:

Potrzebuję jej, Basiu!

Puść.

Po kilku godzinach do sali wpadł sam Paweł. Basia cofnęła się, widząc go:

Urodziłaś? Mogę zobaczyć?

Nie! Za chwilę twoja Zosia urodzi, tam oglądaj!

Musimy porozmawiać, Basiu. Od kiedy urodziłaś, nie mogę spać. Chcę zabrać córkę. Zrzeknij się praw do niej, obiecuję, iż ją zaadoptuję.

Basia pokręciła głową:

Nie jestem jak ty, nigdy nie opuszczę kogoś, komu jestem potrzebna. Daremnie tu przyszedłeś, córki ci nie oddam!

Paweł nie chciał się poddać.

Oddaj dziecko! Nie powinnaś była mnie okłamywać! I tak odbiorę to, co moje!

Ty? Maminsynek? Najpierw spytaj mamusi o zgodę!

Basia odsunęła go, wzięła córkę w ramiona i poszła do pielęgniarek.

Proszę, nie wpuszczajcie więcej nikogo do mnie. Nie chcę już nikogo widzieć! Tu jest jak w poczekalni na dworcu!

Epilog

W dniu wypisu Basia wyszła ze szpitala, mocno przytulając córkę.

Nie była już sama, razem z nią wyszła współlokatorka Elżbieta, którą odbierał mąż i mama.

Na schodach Basia zobaczyła samochód państwa Pawłowskich.

Z auta wysiadła matka Pawła Maria Pawłowska, zmierzyła Basię chłodnym wzrokiem.

Basia poczuła zimny dreszcz.

Niedoszła teściowa patrzyła na nią z wrogością, jak wilk na zdobycz.

Elżbieta zauważyła minę Basi, podeszła i stanęła obok.

Kto to?

Rodzice Pawła.

Wygląda, jakby chciała cię złapać. Nie podoba mi się to. Wszystko na ciebie polują. Zresztą, mówiłam ci u mnie w domu czeka na ciebie pokój. Jedź ze mną.

Basia skinęła głową. W środku czuła, iż coś jest nie tak.

***

Mieszkając u nowych przyjaciół, Basia nieoczekiwanie znalazła miłość brat cioteczny Elżbiety, wieczny kawaler Janek, zaczął ją adorować.

Okazał się dobrym i serdecznym człowiekiem. Ożenił się z Basią, zaadoptował jej córkę i pomógł także jej ojcu.

A co z Zofią i Pawłem? Ich małżeństwo się rozpadło.

Okazało się, iż Zofia tylko udawała ciążę nosiła atrapę brzucha, oszukała całą rodzinę Pawłowskich.

Natalia Romanowska chcąc ratować córkę, sama przyznała się zięciowi, iż Zofia poroniła na wczesnym etapie. Zaproponowała mu od razu kompromis.

Pawełku, nie gniewaj się na Zosię. Tak, straciła ciążę, ale ty też nie jesteś bez winy. Przecież za chwilę urodzi ci się dziecko z inną. Pomyślałam a może adoptujecie dziecko Basi? W końcu to twoje. Rodzicom nie powiemy nic o poronieniu Zosi. Udamy, iż jest w ciąży, a jak Basia urodzi, przygarniemy jej dziecko i ogłosimy, iż to Zosia urodziła.

Paweł zgodził się na plan teściowej.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, iż Basia zadecydowała inaczej postanowiła zostać z córką. To postawiło dawną przyjaciółkę i jej matkę pod ścianą.

Mama Pawła, Maria Pawłowska, gdy odkryła kłamstwo synowej, wyrzuciła ją z domu i wymusiła na synu rozwód.

Życie nie jest łatwe, potrafi przynieść cierpienie i rozczarowania od najbliższych ale zawsze warto mieć odwagę walczyć o własną rodzinę, bo czasem to my sami jesteśmy jedynymi, którzy naprawdę jej potrzeba. Właśnie miłość i wierność sobie dają nam siłę, by budować szczęście od nowa choćby wtedy, gdy wszyscy inni już w nie nie wierzą.

Idź do oryginalnego materiału