Dziecko dla przyjaciółki
Kiedy ostatnie tygodnie ciąży Małgosi zbliżały się ku końcowi, jej młodszy brat opuścił dom, ojciec zaczął coraz częściej zaglądać do kieliszka, a życie Małgosi zamieniło się w prawdziwe piekło.
Każdy poranek zaczynał się dla niej od porządnego wietrzenia mieszkania, zbierania pustych butelek spod stołu i czekania, aż ojciec się wyśpi.
Tato, przecież lekarz zakazał ci pić. Ledwo wyszedłeś po udarze.
Piję, bo chcę. Kto mi zabroni? Tak łatwiej znieść ból.
Jaki ból?
Ból świadomości, iż nikomu nie jestem potrzebny. choćby tobie tylko przeszkadzam. Jestem przegranym człowiekiem, Małgosiu. Nie powinienem był się urodzić i żenić, tylko dzieciom przekazałem tę moją bezsilność i biedę. Wszystko na marne, córko. Lepiej pić.
Małgosia była rozgoryczona.
Nie mów tak, tato. Ludzie mają w życiu gorzej.
Gorzej? Ty bez matki dorastałaś. Teraz sama chcesz wychować dziecko bez ojca, skazane na biedę.
Nic nie trwa wiecznie, tato. Wszystko może się zmienić z dnia na dzień.
Ze smutkiem wspomniała momenty szczęścia, gdy szykowała się do ślubu z Pawłem. Świat się zawalił, ale trzeba żyć dalej.
Wtedy ojciec znów się upił. Małgosia w złości zawołała:
Przepiłeś pieniądze, które odkładałam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?!
Wszystko w tym domu jest moje oświadczył. W tym także emerytura, którą przede mną chowasz! Moja emerytura.
Wszystko przepiłeś? I nie pomyślałeś, z czego będziemy dalej żyć?
Dlaczego miałbym myśleć? Jestem chory. Ty już dorosłaś, teraz ty powinnaś się mną opiekować!
Małgosia szukała po wszystkich szafkach.
Przecież wczoraj były jeszcze dwie paczki makaronu i masło. Gdzie to wszystko?! Co będziemy jeść na kolację?..
Była wstrząśnięta. Usiadła na krześle i zakryła twarz dłońmi.
Nie miała pojęcia, iż ciotka Natalia przychodziła pod jej nieobecność, upijała ojca i wynosiła jedzenie z domu.
Cicha podstępna Natalia wkradła się do ich domu i robiła wszystko, by go rozbić.
Tamtej nocy Małgosia płakała, leżąc załamana w łóżku, z głodu aż bolał ją brzuch.
Rano ktoś zapukał do drzwi to była Natalia, modnie ubrana, w botkach na obcasie, bez ściągania butów przeszła do mieszkania.
Cześć. Moja znajoma z administracji powiedziała mi, iż macie długi za chwilę odetną wam prąd. Co się u was dzieje, Małgosiu? Może napijemy się herbaty?
Nie czekając na zgodę, weszła do kuchni i zaczęła grzebać w lodówce i szafkach.
Zrobię herbatę, ty jesteś w ciąży jak moja Kasia Ale nie ma choćby herbaty ani cukru. Kompletnie pusto. Chodźmy do sklepu.
Małgosia unikała wzroku gościa.
Ciociu Natalko, nie poczęstuję herbatą. Lepiej będzie, jak sobie pójdziesz.
Natalia nie dawała za wygraną.
Masz poważne problemy, to widać. Pamiętasz, jak mówiłam, żebyś przeprowadziła się do mnie? Teraz już nie proszę, tylko nalegam pakuj się i zamieszkaj u mnie. Tu nie ma warunków dla dziecka, twój ojciec pije, nie masz choćby co jeść! A przecież w ciąży potrzebujesz owoców, witamin Zbieraj rzeczy i jedź ze mną.
Małgosia usiadła, kręciło jej się w głowie. Po policzkach spłynęły łzy, Natalia przytuliła ją:
Słuchaj, wiem, jak mnie traktujesz. Nie mam u ciebie przebaczenia, bo to moja córka odbiła ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem, nie mogę patrzeć na twoje cierpienie. Chcesz czy nie, zaopiekuję się tobą.
Dalej wszystko działo się jak we śnie: Natalia pomogła Małgosi się spakować, zamówiła taksówkę.
***
W dniu, gdy u Małgosi zaczęły się bóle porodowe, Natalia nie odstępowała jej na krok.
Małgosiu, słuchaj mnie uważnie. Już powiedziałam lekarzowi, iż chcesz oddać dziecko do adopcji. Dlatego, po porodzie nie bierz córki na ręce, nie przystawiaj jej do piersi. Po prostu nie patrz.
Małgosia cierpiała:
Ojej, ciociu Natalio, wszystko mi jedno. Byle by się skończyło, taki ból
Pamiętaj, nie dasz sobie rady z tym dzieckiem. Znalazłam już bardzo porządną parę, która natychmiast je adoptuje.
Po kilku godzinach urodziła się dziewczynka.
Trzy kilo trzysta! Zdrowa, wszystko w porządku.
Położna zawinęła płaczące dziecko w pieluszki i wyniosła, nie pokazując matce.
Ale lekarka spojrzała groźnie na Małgosię:
Jak to? Ma pani zdrową, śliczną córeczkę, a choćby na nią nie spojrzy? Pani Elżbieto, proszę przynieść dziecko do matki i przystawić je do piersi.
Małgosia pokręciła głową zawiedziona:
Nie chcę. Sama nie mam z czego żyć, nie chciałam rodzić Są ludzie, którym ona jest potrzebniejsza. Napiszę zrzeczenie, ją adoptują
Niech pani przestanie! Chociaż niech spojrzy pani na dziecko.
Małgosia zacisnęła oczy, ale poczuła delikatne muśnięcie przy dłoni
Położna położyła dziecko obok, dziewczynka zaczęła kwilić, szukała ustami piersi. Małgosia spojrzała na własną córkę.
Mała, bezbronna istotka patrzyła na nią ledwie otwartymi oczkami. Rączkami bezradnie macała po klatce mamy.
No, mamusiu? Karmimy dzidziusia uśmiechnęła się lekarka, widząc, jak Małgosią wstrząsnęło pierwsze spotkanie z córką.
Jaka śliczna dziewczynka. Potrzebuje pani, a nie adopcyjnych rodziców, rozumie pani?
Małgosia rozpłakała się, przytuliła córeczkę i skinęła głową.
Przez kolejne dwie godziny odpoczywała, wpatrzona w córeczkę, nie mogąc oderwać od niej wzroku.
Tak obudził się jej instynkt macierzyński.
To jest sens mojego życia moja córka. Nieważne, czy Paweł odszedł, czy tata znów pije Jestem potrzebna mojej córce, więc zostanę przy niej.
***
Małgosię obudził głos Natalii.
Natalia, narzuciwszy szlafrok, weszła do sali i patrzyła na leżącą w łóżku Małgosię.
Zapomniałaś, co ustaliłyśmy? szepnęła. Obiecałaś urodzić i oddać dziecko. Mam już ludzi, którzy je zaraz wezmą.
Pani Natalio, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu.
Masz przecież zero pieniędzy, jesteś praktycznie bezdomna. Co zrobisz z niemowlakiem?
Pójdę do domu. Nie będę już u was zostawać. Dam sobie radę.
Natalii na twarzy pojawił się grymas gniewu.
Zwariowałaś!? Nie masz za co żyć! Będziesz żebrać?
Krzyk Natalii obudził dziewczynkę, Małgosia podeszła do łóżeczka.
Nie dotykaj! Ja ją ukołyszę, dam mleko modyfikowane. Powiemy lekarzom, iż nie masz mleka rzuciła Natalia.
Małgosia pokręciła głową:
To moja córka, to ja decyduję! Powiedziałam, nie oddam jej!
Nie możesz! Obiecałaś!
Proszę wyjść.
Natalia wyszła. Sąsiadka z sali, cicho do tej pory leżąca, spojrzała:
Kto to był?
Ciotka.
Straszna kobieta. Dobrze, iż ją przegoniłaś. Jestem Lena. jeżeli będziesz potrzebować pomocy, daj znać. Dobro na świecie istnieje.
Małgosia.
Miło poznać, Małgosiu. Wiesz, wydaje mi się, iż ona chciała zabrać twoją córkę. Bardzo dziwna osoba.
***
Przed wypisem przyszła do niej jeszcze jedna kobieta, była przyjaciółka Kasia, brzemienna, ledwo się poruszająca.
Cześć.
Małgosia ostrożnie usiadła na ławce.
Kasia przysiadła obok.
Słyszałam, iż urodziłaś.
Tak. Córkę.
Kasia nerwowo spojrzała na Małgosię.
Wiesz, mama znalazła ludzi, którzy by adoptowali twoje dziecko.
No i?
To porządni ludzie, bogaci, zrobią wszystko, żeby je mieć.
Kasia złapała Małgosię za rękę:
Oferują za nią milion złotych. Milion! Za tę sumę kupisz pokój w akademiku albo choćby wkład własny na mieszkanie.
Milion złotych? To sprzedaj im swoje dziecko, jeżeli tak się martwisz odpowiedziała Małgosia.
Kasia nadęła się, ale nie puszczała jej ręki:
Poczekaj, Małgosiu. Oddaj ją mnie! Ja się nią zajmę, bo to córka Pawła.
Dasz radę z dwójką dzieci?
Nic nie rozumiesz! Mój związek się rozpada!
Małgosia wstała, zamierzając odejść. Kasia ścisnęła jej rękaw, oczy miała szalone:
Potrzebuję tego dziecka!
Puść.
Kilka godzin później do sali wbiegł sam Paweł. Małgosia była w szoku, widząc go.
Urodziłaś? Mogę zobaczyć dziecko?
Nie! Twoja Kasia zaraz rodzi, patrz na swoje dziecko!
Musimy porozmawiać. Odkąd urodziłaś, nie mogę się pozbierać. Słuchaj chcę, żebyś zrezygnowała z córki, zabiorę ją i adoptuję.
Małgosia pokręciła głową:
Ja nie zostawię nikogo, kto mnie potrzebuje. Za późno przyjechałeś, nie oddam córki!
Paweł nie chciał odejść.
Oddaj dziecko! Nie powinnaś była go mieć beze mnie! I tak ją odzyskam, należy do mnie!
Najpierw zapytaj o pozwolenie własną mamę!
Małgosia odepchnęła byłego narzeczonego, wzięła córeczkę i wyszła do pielęgniarki.
Czy mogłabym prosić, by nikogo już do mnie nie wpuszczać? Nie chcę już tu nikogo widzieć! To jakaś otwarta brama!
Epilog
W dzień wypisu Małgosia wyszła z córeczką ze szpitala.
Towarzyszyła jej sąsiadka z sali, Lena, którą odbierał mąż z matką.
Przed szpitalem Małgosia zauważyła samochód rodziców Pawła.
Z auta wysiadła matka Pawła, Barbara, spojrzała na nią mroźnym wzrokiem.
Małgosia poczuła dreszczyk na plecach.
Niedoszła teściowa patrzyła na nią jak wilczyca na zdobycz.
Lena podeszła bliżej.
Kto to, Małgosiu?
Rodzice Pawła.
Patrzy tak, jakby cię śledziła. To wszystko bardzo niepokojące. Mówiłam ci, iż mama przygotowała dla ciebie u nas pokój pojedź ze mną.
Małgosia kiwnęła głową. Czuła jakiś dziwny, niepokojący lęk.
***
Mieszkając u nowych przyjaciół, Małgosia niespodziewanie odnalazła miłość kuzyn Leny, wieczny kawaler Janek, zaczął o nią dbać.
Janek był wspaniałym człowiekiem, ciepłym i dobrym. Nie tylko poślubił Małgosię i adoptował jej córkę, ale i zaczął pomagać jej ojcu.
Kasia i Paweł się rozstali.
Okazało się, iż Kasia udawała ciążę, nosząc sztuczny brzuch i okłamując całą rodzinę Pawła.
Natalia, chcąc chronić córkę, wyznała zięciowi, iż Kasia poroniła bardzo wcześnie, i od razu zaproponowała genialny, jak jej się wydawało, plan wyjścia z sytuacji.
Paweł, zięciu, nie złość się na Kasię. Tak, straciła ciążę, ale przecież ty też jesteś nie bez winy. niedługo urodzi się twoje dziecko z innego związku. Pomyślałam, iż możecie zabrać dziecko Małgosi. Adoptujecie je, będziecie wychowywać jak swoje. A rodzicom i teściom powiemy, iż to dziecko Kasi. Nikt nie musi o niczym wiedzieć.
Pawłowi spodobał się ten plan.
Wszystko układało się po myśli, dopóki Małgosia się nie zbuntowała i nie zatrzymała córki przy sobie, niwecząc ich układy.
Matka Pawła, Barbara, była rozczarowana oszustwem synowej i wyrzuciła ją z domu, każąc Pawłowi się rozwieść.








