Droga Zosiu!
Z żalem wspominam, iż nie mogłam nazwać Cię mamą, tak jak pragnęłam, gdy po raz pierwszy się spotkały i gdy Twój syn Jan wyłożył mi pierścionek. Marzyłam o małżeństwie, obserwując przyjaciółki już od lat żony które żyły w zgodzie, dbały o siebie nawzajem i okazywały szacunek oraz miłość.
Wyobrażałam sobie dom, w którym mężczyzna zawsze stanie przy mnie, będę mieć wsparcie, dzieci będą dorastać pod wspólną opieką. Chciałam dbać o Jana, by czuł moją miłość i mógł ze mną rozmawiać o wszystkim.
Gdy po raz pierwszy ujrzałam, jak odnosi się do Ciebie, pomyślałam, iż właśnie taki człowiek powinien trafić do mojego życia. Przed ślubem wypowiedziałaś zdanie, które rysowało przed nami przyszłość: Mój syn jest przyzwyczajony, by dbać tylko o jedną kobietę. Być może w tamtym momencie nie przywiązałaś do tych słów wagi, ale ja pamiętam je dziś i żałuję, iż nie przyłożyłam im odpowiedniej wagi.
Jan nigdy nie odmówiłby wybrania się do apteki po tabletki dla Ciebie, choć apteka w Warszawie stoi kilka kroków od Twojego domu. jeżeli drzwi wejściowe skrzypią, mój mąż natychmiast je nasmaruje, więc nie musisz martwić się o taki poważny problem. To, iż w naszym mieszkaniu w Krakowie wszystkie drzwi wydają różne odgłosy, nie przeszkadza mu, podobnie jak opadające drzwi szafy.
Kiedy Jan odprowadził mnie do domu, zamiast zabrać Cię na wspólny spacer po Łazienkach, wywołałaś awanturę, oskarżając mnie o bezdusze, lenistwo i przywiązanie do wygody. A czyż nie jest wygodniej jechać samochodem niż pociągiem, a nieść wypchane siatki samemu nie brzmi zachęcająco? Tobie przecież chciało się po prostu odetchnąć świeżym powietrzem.
Mój mąż był wspaniałym synem. Gdy nie mogłaś zasnąć i w środku nocy podzieliłaś się ze mną swoim złym samopoczuciem, nie myśląc o porannej pracy, wezwał taksówkę, bo wieczorem wypił i nie chciał ryzykować prawa jazdy. Zamiast podziękować, usłyszałam od Ciebie, iż nie ma nic złego w rezygnacji z alkoholu, jeżeli Twoja matka potrzebuje pomocy w nocy. Oczywiście możesz powstrzymać się od wszystkiego, nie tylko od trunków, bo Jan jest Twoim synem, a ja jestem tylko jego żoną.
Gratuluję, iż nie oddajesz mi pola w relacji z synem, choć to dziwne dzielić się mężczyzną. Ty nie zamierzasz go nikomu oddać.
Na szczęście nie mieliśmy dzieci. Gdybyśmy je mieli, od razu domagałyby się tatusia, a babcia zawsze ma pierwszeństwo. Twój troskliwy syn nie wsparł mnie, gdy naprawdę potrzebowałam pomocy; wsparła mnie przyjaciółka, rozumiejąc, iż depresja nic dobrego nie przyniesie. Liczyłam na choć kilka słów współczucia i zrozumienia od Jana, a on po raz kolejny skupił się na Tobie.
Przyznaję, przegrałam; nie mogłam stać się dla niego tym, kim Ty jesteś, choć bardzo się starałam. Szkoda, iż wszystkie moje starania przeszły niezauważone. Jan naprawdę kocha jedną kobietę Ciebie. Te słowa miłości, które mi wypowiedział, były jedynie formalnością, protokołem pomiędzy narzeczonymi.
Chciałam być potrzebna mężczyźnie, nie szukałam błyszczącego, idealnego męża, niech nie układa wszystkiego w sztywne ramy, jak Twój syn; niech czasem wróci do domu po spotkaniu z kolegami z pracy, na co Jan nigdy sobie nie pozwolił. Najważniejsze, by potrzebował mnie, martwił się moimi porażkami i cieszył się z moich sukcesów.
Cieszę się, iż w końcu dostrzegłam, iż Jan nigdy nie będzie takim człowiekiem. Nie mieliśmy z nim dzieci, bo nie potrzebował silnych emocji; Jan oszczędzał Twoje serce, tylko Twoje i nikt inny. Ta gospodarność skłoniła mnie do podjęcia decyzji o ciąży. Teraz w moim życiu pojawił się drugi człowiek mały chłopiec, który przyjdzie na świat za trzy miesiące.
Obiecuję wychować tego chłopca na prawdziwego mężczyznę, ale nie w Twoim rozumieniu tego słowa. Dziękuję Ci za doświadczenie, które zdobyłam w małżeństwie z Janem. Zwracam go Tobie, zdrowego, troskliwego i opiekuńczego. Niech będziecie szczęśliwi.
Twoja była synowa, Bogna.







